Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemieckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niemieckie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lipca 2015

Niemieckie kellerbier

22/07/2015

162. Allgäuer Büble Bier (Allgäuer Brauhaus AG) 5,3%
163. Kapuziner Kellerweizen (Kulmbacher Brauerei) 5,1%
164. Köstritzer Kellerbier (Köstritzer) 5,4%
165. Pott’s Landbier (Pott’s) 4,8%

Dzisiaj założenie jest takie, że ma być smacznie. Żadnych wynalazków o wątpliwej proweniencji. Tylko tradycyjne, niemieckie kellerbier. Jak uczy doświadczenie, pod tym pojęciem mogą się kryć najprzeróżniejsze gatunki piwa – alty, pszeniczne, dolnej i górnej fermentacji. Co prawda, żadnego z dzisiejszych nie mieliśmy dotąd w ustach, ale też nigdy wcześniej nie zawiedliśmy się na niemieckich nie-koncerniakach. Stąd powyższy zestaw. O żadnym ni wiemy nic. Jedynie Köstritzer jest marką znaną wcześniej – jakiś czas temu piliśmy piwo ciemne z tego browaru.

Kapuziner Kellerweizen i Allgäuer Büble Bier to piwa pszeniczne, klasyczne weizeny, podczas gdy Pott’s Landbier Köstritzer Kellerbier na pierwszy rzut oka są bliżej dunkeli. Wszystkie cztery piwa podczas nalewania wytworzyły przepiękną, gęstą, naturalną pianę. Wszystkie, za wyjątkiem Pott’s, są wyraźnie mętne, niefiltrowane.

Allgäuer Büble Bier ma rześki, lekki aromat typowy dla piwa pszenicznego – akcenty bananów, śliwki, cytrusów, drożdży, słodu pszenicznego. Bardzo przyjemny, bardzo zachęcający. Smak lekki, orzeźwiający. Owocowy – znowu banany, ale też jakiś taki bardziej kwaskowaty owocowy akcent, jakby karambola. Po chwili ujawnia się zboże, na końcu jakiś leciusieńki, delikatny chmiel.

Kapuziner Kellerweizen aromat ma dość oszczędny. Jest tam słód, są owoce, są nawet pomidory (!) ale nie uderza w nozdrza tak intensywnie, jak standardowe weizeny. Smak jest raczej pełny, słodowy, z akcentami prażonymi, ciepłymi. Gdzieś w tle czai się lekka kwaskowość, charakterystyczna dla weizenów, ale całość jest raczej słodka.

Köstritzer Kellerbier pachnie przyjemnie prażonym słodem, może trochę karmelem, z akcentami wiśni, a może raczej powideł wiśniowych. Są też powidła śliwkowe. Smak pełny, choć rześki. Akcenty prażone w dalszym ciągu. Najwięcej prażonych orzechów laskowych, ale też słód, zboże, renklody. Chmiel nie przeszkadza w rozkoszowaniu się smakiem. Jest sobie i się nie wtrąca zbytnio. Na koniec, już w finiszu, pojawia się goryczka, ale jest to coś jakby niedojrzałe śliwki, ale jest to dalej przyjemne. Wspomnienie z dzieciństwa, kiedy u babci się wcinało śliwki prosto z drzewa.

Pott’s Landbier pachnie ciężkimi, palonymi słodami, odrobina wody z ogórków, skórka z chleba, prażony słonecznik. Smak jest pełny, zbożowy, chlebowy, może trochę kawy zbożowej.

Po, a właściwie ciągle jeszcze w trakcie dzisiejszej degustacji, zaproponowałem mojej lepszej połowie, żebyśmy wyemigrowali wreszcie. Do Bawarii. Jeśli tam robią tak dobre piwo, to ludzie nie mogą być źli. Spojrzała na mnie dziwnie. W związku z tym, że dzisiejsze piwka reprezentują zupełnie różne style, postanowiliśmy nie rankingować. Nawet te dwa weizeny są skrajnie różne. Mam wrażenie, że każde z nich rozwaliłoby konkurencję, gdyby je wrzucić do zestawu z innymi reprezentantami tego samego gatunku. Szczególnie jeśli byłyby to polskie krafty. Każde z nich zasługuje na miejsce pierwsze, i każde z nich miejsce pierwsze od nas otrzymuje. Jednogłośnie. A ja zaczynam uczyć się niemieckiego…




Marcowe w lipcu

19/07/2015

152. Aecht Schlekerla Rauchbier Märzen (Brauerei Heller Bamberg) 5,1%
153. Miłosław Marcowe (Browar Fortuna) 6%
154. Żywiec Marcowe (Żywiec) 5,4%

Dziś wybór padł na piwa marcowe. Głównie ze względu na potrzebę jakieś odmiany, a także dlatego, że do naszej lodówki przywędrowało ciekawie zapowiadające się piwo marcowe z Bawarii, do którego dokupiłem naprędce dwa polskie piwa marcowe, w tym wyrób z Żywca, a ta marka bardzo rzadko gości na naszym stole. Tak więc, znowu degustacja wyjątkowa.

Wszystkie trzy piwa pokryły się gęstą i obfitą pianą, wszystkie trzy trzeba było nalewać na dwa razy, wszystkie trzy wyglądają smakowicie. Co prawda, niemieckie marcowe jest bardzo ciemne, jak ciemny koźlak, niemal jak porter, podczas gdy polskie mają barwę bardziej zbliżoną do lagera – Miłosław jest o jeden odcień ciemniejsze, a Żywiec ma lekko rubinowy odcień. No i słowo „Rauchbier” na etykiecie Bawarczyka wskazuje, że będzie to zupełnie inny rodzaj marcowego, ale co tam, niech walczą i niech najlepszy wygrywa.

Schlenkerla w aromacie jest bardzo przyjemne, delikatne. Akcenty wędzone (domowa szynka), dymne, pod którymi króluje słód. Wszystko eleganckie, delikatne, nieco przygaszone. W smaku daje się wyczuć wyraźnie dymne akcenty, osmolone drewno, palony słód. Słabe, choć wystarczająco wyraźne akcenty chmielu dopełniają obrazu. Świetnie zharmonizowane, wysoce pijalne.

Miłosław pachnie delikatnym karmelem, prażonym miodem. Wypisz, wymaluj miodowe batoniki Crunchie oblane mleczną czekoladą. Do tego słód i odrobina chmielu. W smaku – pełnym, przyjemnym, rześkim – wyraźne akcenty miodowe, delikatna czekolada, solidna słodowa baza. Chmiel na swoim miejscu, czyli daleko w tle. Zna swoje miejsce.

Żywiec na pierwszy rzut nosa nie pachnie niczym. Bardziej wnikliwy nos wyczuje tu owoce czarnego bzu. Bardzo delikatne, przygaszone, jakby przyczajone. W smaku karmel, jakiś taki sztuczny, mało przyjemny, który natychmiast przykrywa chmielowa goryczka. Akcenty spirytusowe.

Bodaj po raz pierwszy w historii naszych wspólnych degustacji nie ma o czym dyskutować w fazie oceniania. Absolutnie, bezwzględnie i jednogłośnie rządzi Schlenkerla. Rozważamy emigrację do Bawarii. Nawet niemieckiego się nauczę, co mi tam. Na drugim miejscu Miłosław – również świetne piwo. Pewno w innej konfiguracji, w porównaniu z innymi piwami marcowymi wymiotłoby konkurencję. Na końcu Żywiec, którego… nie polecamy.




środa, 22 lipca 2015

Lagery polskie i ościenne

25/06/2015

99. Das Naturtrübe (Schwaben Bräu) 5%
100. Świeże Niepasteryzowane (Browar Kormoran) 6,2%
101. Plon Niebieski (Browar Kormoran) 6,2%
102. Kazimierskie Pasteryzowane (Browar Jagiełło) 5,1%
103. Švyturys Ekstra (Švyturys) 5,2%

Po tych wszystkich ciężkich stoutach, ale’ach i innych wynalazkach, zapragnęliśmy lekkiego, swojskiego orzeźwienia. Tym bardziej, że pogoda za oknem nastraja do delektowania się chłodnym, lekkim, orzeźwiającym piwem. (Dla potomności dorzucę tylko, że mamy piękną, wczesnowiosenną pogodę za oknem – jest zimno i mokro, ale są perspektywy na jakieś lato. Kiedyś na pewno.) Dlatego wybór nasz padł dzisiaj na lagery. W szranki stanęły trzy wyroby polskich browarów, jeden Niemiec i jeden Litwin. Test piany bez mrugnięcia okiem wygrało Das Naturtrübe z niemieckiego Schwaben Bräu, jednak niedaleko za nim dreptał kormoranowy Plon Niebieski. I jedno i drugie nalewać trzeba było w kilku podejściach. Świeże, Kazimierskie i Švyturys nalały się bez problemów, a to co utworzyło się na Świeżym trudno nawet pianą nazwać. Średnio więc Kormoran prezentuje bardzo przyzwoitą pianę.

Po wyczynach Das Helle, pochodzącego z tego samego browaru, Das Naturtrübe występuje tu w roli faworyta. Jak wspomniałem, pokryło się piękną, gęstą pianą, a na dodatek naturalna, słomkowa barwa i wyraźna mętność (niefiltrowane) obiecują wiele. W aromacie da się wyczuć drożdże, a właściwie świeże ciasto drożdżowe, jakby świeżo wypieczone ciasto na pizzę. W tle da się wyczuć bardzo delikatne cytrusowe, ciepłe (słodkie pomarańcze, kumkwaty) akcenty chmielu. W smaku jest dość przyjemnie słodowo, choć bez fajerwerków, po chwili do akcji wkracza – bardzo delikatnie, bardzo subtelnie – chmiel. I to tak, jak Pan Bóg przykazał – najpierw muska podniebienie swoim aromatem, a dopiero po chwili pojawia się goryczka. I to jest rzeczywiście goryczka, nie gorycz. Przyjemne piwo, choć nieco rozczarowuje. Być może oczekiwania były zbyt wysokie? Sprawdźmy konkurencję, porównajmy.

Świeże z Kormorana znalazło się w tej stawce głównie dlatego, że jest niepasteryzowane, więc boimy się by zbyt długie przechowywanie nie wpłynęło negatywnie na jego jakość. Kupione wczoraj, termin ważności ma do początku lipca, a więc już niedługo. Czyżby tak długo leżało w sklepie? Aromat Świeżego jest najpierw lekko kwiatowy, po chwili robi się miodowy. Po kolejnej chwili nie tam już nic. Jakby wąchać wodę. Świeżą wodę. W smaku jest bardziej wyraziste, bardziej wysycone, pełniejsze od poprzednika. Wyraźnie czuć tu słód, lekkie akcenty miodowe, może ananasowe (ananas z puszki), po czym leciutką, bardzo delikatną warstwę chmielu. Pozytywne zaskoczenie, bo szczerze mówiąc, niewiele spodziewałem się po Kormoranie.

Plon Niebieski ma ciemną, bursztynową barwę, co sugeruje, że – wbrew temu, co wyczytać można na etykiecie – różni się od Świeżego nie tylko rodzajem chmielu i pasteryzacją. Słody wykorzystane w jego produkcji też musiały być nieco inne. W aromacie wyraźnie czuć brzoskwinie z puszki, a po chwili galaretkę pomarańczową. Bardzo ciekawy aromat. W smaku słodkie owoce, ciepłe, czerwone owoce. Bardzo dojrzałe, wręcz przejrzałe, a część z nich to susz owocowy. Byłoby to może nawet przyjemne, gdyby nie atak chmielowej goryczy (nie goryczki), który wcale nie równoważy słodyczy, a zwyczajnie z nią walczy. Przekombinowane, słabe.

Kazimierskie nalaliśmy tylko i wyłącznie z reporterskiego obowiązku. Degustowana jakiś czas temu wersja niepasteryzowana nie zachwyciła nas. Z wyglądu jest to piwo jak każdy pospolity lager – jasne, klarowne, umiarkowana piana. W zapachu nie dzieje się tutaj nic szczególnego, godnego odnotowania. Poza zapachem kartonu, nad którym wisi trochę delikatnego chmielu. Po paru chwilach w aromacie Kazimierskiego uwydatnia się zapach zatęchłych szczyn (tak, tak, nie mocz czy uryna) w bramie starej kamienicy. I pomyśleć, że ja za chwilę mam to wziąć do ust i spróbować. Okazuje się, że jednak warto było – słodycz Kazimierskiego przypomina smak wywaru z suszonych owoców, głównie gruszek i jabłek. Chmiel jest daleko w tle i co najwyżej uzupełnia wrażenie całości. Za aromat dyskwalifikacja, ale duży plus za smak. Źrenica mojego oka twierdzi jednak, że niczego takiego nie wyczuwa w smaku i jej Kazimierskie zupełnie nie pasuje. No, mnie pasuje podwójnie w takim razie – sam dokończę zawartość szklanki.

Švyturys skusiło nas zapewnieniem na etykiecie, że jest to piwo Premium, że zastosowano w jego produkcji „selected ingredients”, że na etykiecie widnieje podpis głównego piwowara, oraz że ładnie się prezentuje butelka. Aha, no i jakieś tam medale. Od razu wiadomo, że będzie pyszne. Aromat to przede wszystkim kredki woskowe. Plus podgniłe arbuzy. W smaku kompot ze świeżych węgierek. Plus zwyczajowa w takich sytuacjach warstwa chmielowej goryczki, wycofana jednak wyraźnie i przyzwoicie skomponowana z całą resztą akcentów smakowych. W sumie, niewiele się tutaj dzieje. I na plus, i na minus.

Oceniamy, rankingujemy. Bo przecież porządek musi być. Po zebraniu opinii zebranych (albo, jak mi podpowiadają styliści językowi, po sparowaniu opinii), okazuje się, że nie ma jednomyślności, oj nie ma. Moje druga połowa twierdzi, że najlepsze jest Das Naturtrübe. Na drugim miejscu w jej rankingu znalazło się Świeże. Na trzecim litewskie Švyturys, na czwartym Kazimierskie, a stawkę zamyka Plon Niebieski. I tutaj, na samym końcu jesteśmy jednogłośni. Lepiej późno niż wcale, jak wiadomo. U mnie w dwóch miejscach piwka się pozamieniały miejscami w stosunku do źrenicowej opinii. Moim zdaniem, wygrywa Świeże, na drugim miejscu jest Das Naturtrübe. Kolejne dwa miejsca też się przestawiły – u mnie trzecie miejsce zajmuje Kazimierskie, a czwarte Švyturys. Na końcu jest Plon Niebieski, którego resztka trafia nieodwołalnie do zlewu.




Pszeniczne raz jeszcze

14/06/2015 

86. Krušovice Pšeničné (Krušovice ) 4,6%
87. Pszeniczne Weizen (Browar Witnica) 5%
88. Primátor Weizenbier (Primátor) 4,8%
89. Sanrajza American Amber Wheat (Pinta) 5%
90. Schöfferhofer Hefeweizen 5%

Kolejny zestaw piw pszenicznych (wiem, wiem, nie wszystkie z tej samej bajki). I na dodatek takie trochę starcie tytanów. Są wśród nich te, które od dawna znamy i lubimy. No i ciekawe jak poradzą sobie w zaprezentowanym towarzystwie. Bo to zawsze ciekawe – czy to, co lubimy jest naprawdę dobre, czy jest dobre, bo to lubimy. Czy jakoś tak. Aha, na koniec ujawnię które to te ulubione. No i jest tu jeden chłopiec do bicia. Zdecydowanie. Ale tego chyba dość łatwo odgadnąć.

Test piany absolutnie wygrywa Schöfferhofer. Nalanie szklanki zabiera jakieś dwa popołudnia. Podobnie wredne, choć nie aż tak bardzo, są Primator i Krušovice. Pinta udaje, że wie co to piana, ale spokojnie nalewa się za jednym podejściem. Witnica nie udaje, że wie. Nie wie nawet, że powinna wiedzieć.

Krušovice Pšeničné grzecznie pachnie drożdżami, cytrusami, owocami, słodem. Smakuje również nienagannie – mnóstwo zboża, lekka kwasowość, delikatne cytrusy. Tak, jak powinno smakować piwo pszeniczne.

Pszeniczne z Witnicy śmierdzi. Po prostu, zwyczajnie śmierdzi. Jakimś bagnem, kanalizacją może nawet, a już na pewno takim zabrudzonym paskudnym potoczkiem. Ot, Pełcznica na wysokości Książańskiego Parku Krajobrazowego – wypisz, wymaluj. Smakuje jakby rzeczywiście do butelki nabrano wody z tejże Pełcznicy tamże. I pozwolono jej skwaśnieć. Cholera, do zlewu.

Primator ma nieco mniej intensywny zapach niż Krušovice, ale tam też                              

Schöfferhofer pachnie gumą Turbo. No i drożdżami, cytrusami, i tak dalej. I natką pietruszki. Bardzo ładnie pachnie. W smaku trochę chyba za mało ciała, nieco rozczarowuje wodnistością. Takie raczej piwo na upały. Jest jednak wzorcowo słodkie (brzoskwinia?), zbożowe, drożdżowe. Troszkę ziołowe.

Sanrajza wyróżnia się spośród pozostałych intensywnymi akcentami chmielu, nutkami cytrusowymi prosto z chmielu. Dominują nad wszystkim. A jak już troszkę wywietrzeją, pojawia się klasyczny aromat – bardzo zmęczonej ścierki do podłogi. Ni mniej, ni więcej. No dobrze, więcej – ścierki, którą wycierano rozlaną wodę z ogórków kiszonych. W smaku jest… słabo. Obrzydliwie niespójne, chaotyczne akcenty chmielowe wojują na całego z tym wszystkim co skutecznie udaje im się przykryć. Gdzieś tam jest ta pszenica, są cytrusy, są owoce. Ale dostają tęgie baty, krwawią obficie na tym polu bitwy, padają jak muchy. Nad wszystkim unosi się gorzkie, cytrusowe – jakby rzuć skórki pomarańczy i grapefruitów – buczenie roju chmielowych, wszechobecnych owadów, powodujących uczucie osaczenia, świadomość nieuchronnej zguby przez zażądlenie. Paskudne. Plus mało przyjemne akcenty ogórków małosolnych.

Oceniamy, ustawiamy, rankingujemy. Moim zdaniem, konkurencję wygrywa Krušovice Pšeničné. Bezapelacyjnie. Na drugim miejscu plasuje się Schöfferhofer. Na trzecim Primator. Miejsce czwarte – Sanrajza z Pinty. Pszeniczne z Witnicy jest poza jakąkolwiek konkurencją. Trzeba mieć tupet, by to coś nazwać piwem. Po konsultacji ze szczęściem żywota mego, okazuje się, że werdykt jest jednogłośny. I niech tak zostanie.

Na wszelki wypadek wyjaśnię które było starym ulubieńcem, które chłopcem do bicia, itp. Od dawna kocham się w pszenicznym z Krušovic i w Schöfferhoferze. Chłopcem do bicia była Witnica. Sanrajzy ani pszenicznego z Primatora nigdy wcześniej nie piłem.



Targowisko staroci

26/05/2015

58. Stare Ale Jare (Pinta) 5%
59. Po Godzinach kwiecień 2015 (Browar Amber) 4,8%
60. Schlüssel Original 5%
61. Gatz Altbier 4,8%

Od niedawnej wizyty w Düsseldorfie, stolicy niemieckiego piwa typu altbier, nosiłem się z zamiarem starcia oryginalnych, tamtejszych altów z wyrobami naszych rodzimych browarników. Wreszcie udało się zasiąść do testu altbierów – dwa z Düsseldorfu, dwa kupione na miejscu, w Świdnicy i w Szczawnie-Zdroju. Zobaczmy jak się spiszą.

Test piany wygrały ex aequo Po Godzinach i Schlüssel Original. Piana sztywna, wysoka. Gatz zachował się grzecznie – ani zbyt obficie, ani zbyt skąpo. Na Starym Ale Jarym piany nie uświadczysz, nawet podczas nalewania. Jeśli chodzi o barwę, to Gatz jest najciemniejsze, ale klarowne. Schlüssel jest odcień jaśniejsze, też klarowne. Stare Ale Jare – kolejny odcień jaśniejsze, podczas gdy Po Godzinach jest zupełnie jasne, jak na altbier, a przy tym mętne jak pszeniczne.

Zaczynamy od Gatz Altbier. Pełny, głęboki, szlachetny, świeży, czysty smak – słód, karmel, palone ziarno, nieco bardzo delikatnej goryczki. Bardzo przyjemne. Przynajmniej na pierwszy rzut podniebienia.

Po Godzinach – w aromacie wyraźne drożdże (stąd ta mętność), akcenty cytrynowe, po chwili ujawniają się nutki świeżo wyprawionej skóry plus jakieś kwiaty (pelargonie?). Również w smaku delikatne cytrusy, dopiero po chwili wyłaniają się dość przyjemne słodowe nutki, jakieś orzechy, delikatna goryczka chmielowa. Drożdżowa kwaskowość w pewnym momencie zaczyna się robić nieprzyjemna. Smak jest jakiś rozchwiany, nie jest to najlepsze piwo, jakie w życiu piłem. Bardzo przypomina zwyczajne, kiepskiej jakości ciemne piwo pszeniczne, a nie alt. Sprawdzam etykietę – no nie, wyraźnie tam stoi „altbier”.

Schlüssel Original wyraźnie pachnie karmelem, gumą arabską. W smaku jest dość wytrawne, rześkie. Lekki posmak metaliczny, który jednak ginie przy drugim łyku (być może efekt interakcji smaków z tego i poprzedniego piwa), wyraźna goryczka, gdzieś tam akcenty suszonych owoców, rodzynek.

Stare Ale Jare ma dość intrygujący aromat – oprócz obowiązkowej gumy arabskiej, jakaś trudna do określenia słodycz. Toffi, suszone gruszki? W smaku wychodzi na to, że gruszki. Suszone. Pełno ich. Plus biała morwa. Taka lekko podgniła, mało przyjemna. Na tym wszystkim chmielowa goryczka. Mniej niż się spodziewałem, ale za dużo i zdecydowanie niezgrana z resztą bukietu. Gryzie się to wszystko nieprzyjemnie, zagłusza słód, który desperacko próbuje walczyć o należne sobie miejsce na podniebieniu. Trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy tego piwa cierpią na przerost ambicji nad umiejętnościami. Wykombinowali sobie zestaw słodów, chmielów, sposobu fermentacji tak sprytnie, żeby pobić tych, którzy altbiery robią od pokoleń. I wyszedł ni pies, ni wydra. Myślę, że gdybym zabrał się za komponowanie – wszak po dogłębnym przesłuchaniu całej dyskografii Pink Floyd – to efekt byłby podobnie żałosny.

Czas na oceny. Pierwsze miejsce jednogłośnie zajmuje Gatz Altbier. Tuż za nim, wcale nie tak daleko, Schlüssel Original. Jednak tu pojawia się rozbieżność opinii. Są tacy, którzy twierdzą, że drugie miejsce zajmuje Po Godzinach. Tę rozbieżność opinii odnotowujemy z całym należnym w Dniu Matki szacunkiem. U mnie na trzecim miejscu jest Po Godzinach. Na końcu jednogłośnie – Stare Ale Jare.




Piątka spod ciemnej gwiazdy

13/05/2015

34. Budweiser Budvar Tmavý Ležák 4,7% 
35. Krombacher Dark 4,3% 
36. Velkopopovický Kozel Černy 3,8% 
37. Krušovice Černé 3,8% 
38. Bohemia Regent Tmavý Ležák Premium 4,4% 

W ciągu ostatnich paru lat dał się zauważyć zdecydowany wzrost popularności piwa ciemnego. Mam wrażenie, że picie akurat ciemnego stało się hipsterskie – nie piję zwykłego browaru, ale przecież od piwa nie stronię. Przy okazji, ciemne piwo jest łatwiejsze w smaku – z reguły nie ma charakterystycznej, chmielowej goryczki, a bywa, że jest wręcz jest zwyczajnie słodkie. Takie sobie piwo dla drobnych siusiaków.

Schładzam, nalewam, próbuję. Najpierw piana – ta jest obfita w przypadku każdego z nalanych piw. Nawet jeśli opada, to w dalszym ciągu utrzymuje się mniej więcej centymetrowa jej warstwa na każdym. Ten test wszystkie przechodzą bez problemu.

Zaczynam od Bohemia Regent. Wyraźnie pachnie karmelem i za bardzo niczym więcej. Może trochę gumą arabską. Karmelem również smakuje. Pierwszy łyk pokazuje nieco goryczki, ale już po chwili karmelowa słodycz dominuje wszelkie wrażenia aromatyczno-smakowe.  Podoba mi się tak sobie. Po trzech łykach mam już wizję tego okropnego, pokarmelowego, kacopodobnego bólu głowy, który mnie jutro czeka.

Krušovice Černé idzie na drugi ogień. Akurat do tego browaru mam słabość – uważam, że jest to jeden z lepszych czeskich browarów, a ich pszeniczne piwo nie ma sobie równego. Černé też nie zawodzi. Tutaj wyraźnie ciemna barwa pochodzi od zastosowanego słodu o wiele bardziej niż od użycia karmelu. Jest elegancko wytrawne, zbożowo-palone w smaku. Akcenty młodych orzechów włoskich. Sympatyczne.

Velkopopovický Kozel Černy. Tutaj jestem ciekaw wrażeń. Kiedy nie tak dawno Kozel zaczął być sprzedawany w Polsce, polscy konsumenci piali z zachwytu właśnie nad Černym w komentarzach na fejsbukowym fanpejdżu (Boże, jakim ja językiem mówię!). Sam prawie nigdy po niego nie sięgałem – wszak drobnym siusiakiem nie jestem, piję poważne piwo, nie jakieś ciemniaki. Sprawdźmy więc. Pierwsze wrażenie pozytywne. Tutaj wydaje się, że złapano dość przyjemną równowagę między palonym słodem, a karmelem. Piwo jest delikatnie słodkie, jednak nie jest to nachalna, chamska słodycz rodem z Bohemia Regent. Przyjemna słodowość, słodycz trochę jakby z coca-coli, akcenty miodu. Bardzo przyjemnie.

Krombacher Dark. Na jego etykiecie widnieje informacja, że warzone było zgodnie z bawarskim prawem czystości z 1516, a więc tutaj mamy do czynienia z produktem z wody, słodu i chmielu. Żadnego karmelu. Sprawdźmy więc. Rzeczywiście, Krombacher robi grzeczne, naturalne wrażenie. Zastosowany tu słód jest jednak dość słodki, piwo nie jest tak wytrawne, jak Krušovice, ale nie tak słodkie, jak Kozel. Smak jednak jest mało intensywny, jakby rozwodniony. Odrobina goryczy. Mnie pasuje.

Budweiser Budvar Tmavý Ležák. Pachnie jak stara, zleżała i zwietrzała kupa. W smaku jest znowu słodowe, palone, wytrawne. Wyraźne akcenty gorzkiej czekolady. Nie jest źle.


Czas na oceny, rankingi. Niełatwe zadanie. Stawka jest bardzo wyrównana. Moja szacowna żona, towarzyszka moich degustacji piwnych, daje pierwsze miejsce Kozłowi, podczas gdy ja raczej skłaniam się ku Krušovicom. Na drugim miejscu u niej Budvar, a u mnie Krombacher. Trzecie miejsce u niej Krombacher, u mnie Kozel. Na czwartym miejscu u niej Krušovice, u mnie Budvar. Po raz pierwszy obydwoje zgadzamy się co do ostatniego miejsca – Bohemia Regent Tmavý Ležák Premium. Zaszczytnie.


wtorek, 21 lipca 2015

Hövels Original, czyli jak to robią w Düsseldorfie

24.05.2015

10. Hövels Original 5,5%


Kolejne piwo przywiezione z Düsseldorfu padło. Bardzo przyjemne, wytrawne w smaku, akcenty słodowe, chlebowe, trochę owocowej słodyczy drożdży, jedynie echo chmielu. Pełny, głęboki smak. Nie wywołało zachwytu, ale zdecydowanie godne jest polecenia.


Pszeniczna trójka

23.04.2015

5. Viva Hel (pszeniczne, browar Gościszewo) 4,8% 
6. Benediktiner Weissbier 5,4% 
7. Krombacher Weizen 5,3% 

Kiedy wyciągałem z lodówki trzy pszeniczne piwa, miałem wrażenie, że zestawiając Viva Hel z browaru Gościszewo z Benediktiner Weissbier i Krombacher Weizen, skazuję polskie piwo na sromotną klęskę. Co więcej, kiedy nalewałem każde z trzech do szklanek, najłatwiej poszło właśnie z Viva Hel – piany było tyle, co kot napłakał, więc można było zawartość całej butelki przelać za jednym razem. Widać to również na zdjęciu. Krombacher ciągle jeszcze nie było nalane w całości, pieniło się najbardziej.

Tymczasem okazuje się, że Viva Hel spokojnie daje sobie radę na podniebieniu. Właściwie wszystkie trzy piwa nie odbiegają jakoś zbytnio od siebie jeśli chodzi o radość smakowania – solidne piwa pszeniczne z akcentami cytrusowymi, drożdżowymi, owocowymi. Nieco kwaskowate, jak to piwa pszeniczne. Smakowo wygrywa Benediktiner, jednak już na drugim miejscu jest Viva Hel, a stawkę zamyka Krombacher, które jest zdecydowanie najbardziej płaskie, najmniej wyraziste. Ot, takie zaskoczenie.