Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kellerbier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kellerbier. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

Marcowo - jak przystało na wrzesień. Ale to tylko wymówka.



244. Zlatý Bažant Marcové (Heineken Slovensko) 5,2%
245. Postřižinské Něžný Barbar (Pivovar Nymburk) 5,3%
Hövels Original (Hövels Hausbrauerei) 5,5%
246. Kaiserdom Kellerbier (Kaiserdom Pwivatbrauerei) 4,8%
247. Gloger Marcowy (Browar Miejski Gloger) 5,8%


Dzisiaj takie nie do końca dobrane zestawienie. Mamy dwa marcowe, a to trochę mało, jak na wieczorne posiedzenie dla dwóch osób. Dlatego też postanowiliśmy dorzucić do nich piwka, które jakoś z różnych względów nie chcą się w sposób jasny i jednoznaczny opisać czym one są, a z jakiegoś względu do tych dwóch marcowych nam pasują. Największy problem mamy z niemieckim Hövels Original – ni diabła nie napisali na etykiecie co to za rodzaj piwa, jaka w nim zawartość ekstraktu, jaki poziom IBU, jakimi chmielami chmielone, ani jakimi drożdżami drożdżone. I jak tu poważnie traktować takich piwowarów? Oni naprawdę o krafcie nie słyszeli? Skoro tak, to najpewniej piwo zupełnie do bani, więc nie ma co się przejmować. Jest duża szansa, że w większości wyląduje w zlewie, stąd dzisiaj na stole i w szklankach (o, przepraszam, pokalach! Jak to człowiek musi pilnować się co pisze od kiedy na te strony Wielcy Znawcy zaglądać zaczęli…) pięć różnych piw. Uczucia niedopicia wszak nie lubimy i nie chcemy.

Nie byłoby dzisiejszej degustacji w takiej postaci, gdyby nie pewien Piotrek (wcale nie z Bagien), który przywiózł nam z wielkiego świata dwa piwka z Browaru Miejskiego Gloger w Białymstoku. Dziękujemy. Marcowy Gloger zestawił się nam z Marcowym Złotym Bażantem, i dalej to jakoś tak już poszło. Ciekawi jesteśmy tej nowości, a jednocześnie troszkę drżymy o wyniki tego porównania. Darowanemu koniowi wiadomo gdzie się nie patrzy, więc głupio byłoby tak publicznie wieziony przez całą Polskę prezent wykpić. Postaramy się jednak być obiektywni. Jak zawsze.

Gdyby ktoś zapytał skąd te piwka, gdzie je kupić, to odpowiedź byłaby dość skomplikowana. Zlatý Bažant przyjechał z nami z wakacji, kupiony gdzieś w Zachodniopomorskiem. Postřižinské Něžný Barbar pojawiło się w Tesco z Trutnovie, w Czechach. A potem w naszym koszyku, wreszcie w domu. Hövels Original przyjechał ze mną z wyprawy balonowej do Niemiec, kupiony gdzieś w Gladbeck. Keiserdom Kellerbier występował jakiś czas temu (chyba) na półkach Intermarché. No a Gloger przyjechał do nas – bodaj z Augustowa – w bagażu przyjaciela.

Piana wystąpiła w każdej szklance. Naprawdę. Najmniej trwała na Kaiserdom – zniknęła niemal całkowicie zanim dokończyłem nalewać pozostałe piwa. Również ta na Hövels Original nie zachwyciła trwałością, choć przynajmniej przyjemnie oblepiła ścianki szklanki. Najobfitszą pianę wytworzył Zlatý Bažant, tuż po nim uplasowało się Postřižinské Něžný Barbar. Gloger nie zawiódł, ale też nie przesadził.

Jeśli chodzi o barwę, to najjaśniejszy odcień bursztynu pojawił się w szklance Glogera. Odrobinę ciemniejsza okazała się zawartość butelki z napisem Kaiserdom. Tutaj warto podkreślić przyjemną, obiecującą mętność – na etykiecie napisano, że niefiltrowane, i to się ewidentnie zgadza. Zlatý Bažant  i Postřižinské to już naprawdę głęboki, ciemny bursztyn (obydwa ewidentnie filtrowane), a Hövelsowi już całkiem niedaleko do barwy piw ciemnych, z delikatnym rubinowym pobłyskiem.

Zlatý Bažant Marcové pachnie słodem, pieczonymi kasztanami, skórką świeżego, mocno wypieczonego chleba i karmelem. Mało przyjemnym, sztucznym karmelem, takim dryfującym w stronę gumy arabskiej. Całe szczęście, że nie ma go tam zbyt wiele i na pewno nie dominuje aromatu. W smaku jest lekkie, karmelowo i słodowo słodkie, po czym pojawiają się gorzkie akcenty kawy, gorzkiej czekolady, które pozostają już na podniebieniu do końca i jakoś nie chcą ustąpić innym nutkom smakowym. Po paru chwilach, aromat zdominowany zostaje przez gumę arabską, a smak przez kawową gorycz – gorycz takiej mocno palonej kawy. Zrobiło się bardzo jednowymiarowe i mało przyjemne.

Postřižinské Něžný Barbar w aromacie ma akcenty jednocześnie słodkie i kwaśne – karmel i coś jakby szczaw. Generalnie, aromat jest płaski, wodnisty, mało rozwinięty. Może po chwili, jak mu się nieco podniesie temperatura, obudzi się. W smaku lekka karmelowa słodycz natychmiast przegrywa z wytrawnością; jest cierpkie, ziołowo-roślinne. Pojawiająca się po chwili goryczka również bardziej przypomina łodygi mleczu niż chmiel. Po kilku chwilach aromat robi się bardziej ciepły, uciekają z niego kwaśne akcenty. Pojawiają się bardzo słodkie, soczyste jabłka. W smaku natomiast ciągle jest jakaś ziołowość, lekka cierpkość, kantalupa.

Hövels Original pachnie bardzo delikatnie przyprażonych słodem i karmelem. Plus skoszoną łąką, na której siano nie tylko wyschło, ale zdążyło się trochę należeć – nie jest to ani aromat świeżo skoszonej trawy, ani nawet świeżego siana. W smaku jest najpierw słodko-ziołowe, akcenty podpleśniałych orzechów włoskich, a po chwili na pierwszy plan wysuwa się zbożowa słodycz w towarzystwie delikatnej goryczki. Po kilku chwilach aromat robi się ciepły, stonowany, delikatnie karmelowy, słodowy. Przyjemny. W smaku ciągle występuje słodowość, karmel, ale gdzieś tam w tle pojawiają się akcenty… smażonych krewetek. Smażonych w skorupkach, w całości.

Kaiserdom Kellerbier pachnie miodem i sokiem jabłkowym. Głównie. W smaku jest rozwodniony karmel. Doprawiony sokiem jabłkowym. Więcej nie mam nic do powiedzenia na jego temat. Przynajmniej na razie. Po dobrych paru chwilach, w aromacie ciągle jest sok jabłkowy i miód. W smaku ciągle szarlotka. I właśnie tak, ciasto jabłkowe, nie same jabłka, czy sok jabłkowy. I niewiele więcej, niestety.

Gloger Marcowy w aromacie ma akcenty zbożowe przede wszystkim. Trochę karmelu i jakichś owocowych akcentów. W smaku jest bardzo przyjemnie ciepło-zbożowo, odrobina palonego słodu, bardzo delikatna, wycofana goryczka. Owocowe akcenty z aromatu zdają się być bardzo dojrzałym winogronem, takim na granicy gnicia, ale jeszcze nie za nią. Odrobina prażonego słonecznika. Po paru chwilach, w aromacie dominuje ciepła, prażona słodowość. W smaku jest przepięknie słodowo i owocowo. Plus bardzo dyskretna chmielowa gwardia na straży niekompletnego zemdlenia zbytnią słodyczą. Fajne, w kierunku bardzo fajne.

Gdyby trzeba ustawić dzisiejsze piwka w jakimś tam rankingu, to na pierwszym miejscu postawiłbym Gloger. Uczciwie i szczerze. Na drugim stanąłby Hövels, na trzecim Kaiserdom, na czwartym Postřižinské, a miejsce piąte zarezerwowałbym dla Zlatý Bažant Marcové. Moja ulubiona towarzyszka piwnych peregrynacji twierdzi natomiast, że jej zdaniem wygrywa Postřižinské, drugie jest Kaiserdom, trzecie Gloger, czwarte Zlatý Bažant, a piąte Hövels. Oj, jak dzisiaj się rozbiegliśmy


czwartek, 23 lipca 2015

Niemieckie kellerbier

22/07/2015

162. Allgäuer Büble Bier (Allgäuer Brauhaus AG) 5,3%
163. Kapuziner Kellerweizen (Kulmbacher Brauerei) 5,1%
164. Köstritzer Kellerbier (Köstritzer) 5,4%
165. Pott’s Landbier (Pott’s) 4,8%

Dzisiaj założenie jest takie, że ma być smacznie. Żadnych wynalazków o wątpliwej proweniencji. Tylko tradycyjne, niemieckie kellerbier. Jak uczy doświadczenie, pod tym pojęciem mogą się kryć najprzeróżniejsze gatunki piwa – alty, pszeniczne, dolnej i górnej fermentacji. Co prawda, żadnego z dzisiejszych nie mieliśmy dotąd w ustach, ale też nigdy wcześniej nie zawiedliśmy się na niemieckich nie-koncerniakach. Stąd powyższy zestaw. O żadnym ni wiemy nic. Jedynie Köstritzer jest marką znaną wcześniej – jakiś czas temu piliśmy piwo ciemne z tego browaru.

Kapuziner Kellerweizen i Allgäuer Büble Bier to piwa pszeniczne, klasyczne weizeny, podczas gdy Pott’s Landbier Köstritzer Kellerbier na pierwszy rzut oka są bliżej dunkeli. Wszystkie cztery piwa podczas nalewania wytworzyły przepiękną, gęstą, naturalną pianę. Wszystkie, za wyjątkiem Pott’s, są wyraźnie mętne, niefiltrowane.

Allgäuer Büble Bier ma rześki, lekki aromat typowy dla piwa pszenicznego – akcenty bananów, śliwki, cytrusów, drożdży, słodu pszenicznego. Bardzo przyjemny, bardzo zachęcający. Smak lekki, orzeźwiający. Owocowy – znowu banany, ale też jakiś taki bardziej kwaskowaty owocowy akcent, jakby karambola. Po chwili ujawnia się zboże, na końcu jakiś leciusieńki, delikatny chmiel.

Kapuziner Kellerweizen aromat ma dość oszczędny. Jest tam słód, są owoce, są nawet pomidory (!) ale nie uderza w nozdrza tak intensywnie, jak standardowe weizeny. Smak jest raczej pełny, słodowy, z akcentami prażonymi, ciepłymi. Gdzieś w tle czai się lekka kwaskowość, charakterystyczna dla weizenów, ale całość jest raczej słodka.

Köstritzer Kellerbier pachnie przyjemnie prażonym słodem, może trochę karmelem, z akcentami wiśni, a może raczej powideł wiśniowych. Są też powidła śliwkowe. Smak pełny, choć rześki. Akcenty prażone w dalszym ciągu. Najwięcej prażonych orzechów laskowych, ale też słód, zboże, renklody. Chmiel nie przeszkadza w rozkoszowaniu się smakiem. Jest sobie i się nie wtrąca zbytnio. Na koniec, już w finiszu, pojawia się goryczka, ale jest to coś jakby niedojrzałe śliwki, ale jest to dalej przyjemne. Wspomnienie z dzieciństwa, kiedy u babci się wcinało śliwki prosto z drzewa.

Pott’s Landbier pachnie ciężkimi, palonymi słodami, odrobina wody z ogórków, skórka z chleba, prażony słonecznik. Smak jest pełny, zbożowy, chlebowy, może trochę kawy zbożowej.

Po, a właściwie ciągle jeszcze w trakcie dzisiejszej degustacji, zaproponowałem mojej lepszej połowie, żebyśmy wyemigrowali wreszcie. Do Bawarii. Jeśli tam robią tak dobre piwo, to ludzie nie mogą być źli. Spojrzała na mnie dziwnie. W związku z tym, że dzisiejsze piwka reprezentują zupełnie różne style, postanowiliśmy nie rankingować. Nawet te dwa weizeny są skrajnie różne. Mam wrażenie, że każde z nich rozwaliłoby konkurencję, gdyby je wrzucić do zestawu z innymi reprezentantami tego samego gatunku. Szczególnie jeśli byłyby to polskie krafty. Każde z nich zasługuje na miejsce pierwsze, i każde z nich miejsce pierwsze od nas otrzymuje. Jednogłośnie. A ja zaczynam uczyć się niemieckiego…