Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lager. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lager. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

Lagery wszystkich krajów, łączcie się!



---. Warmińskie Rewolucje (Browar Kormoran) 5,2%
555. Hite Pale Lager (Hite Jinro Co.) 4,3%
---. Dolomiti Pils (Birra Castello) 4,9%
556. San Servolo (Bujska Pivovara) 5,1%

Dzięki podróżującym po świecie znajomym wpadło nam w ręce chorwackie piwo. Żadne tam jednak Karlovačko czy Ožujsko – co to, to nie. Wpadło nam w ręce bardzo elegancko opakowane, opatrzone gustowną etykietą piwo, które twierdzi, że jest niefiltrowane, niepasteryzowane, a na dodatek refermentowane w butelce. Co więcej, opisywane jako piwo domowe. A przecież niby tylko lager! San Servolo Svijetlo Pivo. Mamy co do niego pewne obawy, bo nie wiemy jak długo i w jakich warunkach do nas jechało – czy nie dostało w pycho zbytnim upałem czy nadadriatyckim słońcem gdzieś w samochodzie. No bo skoro niefiltrowane i niepasteryzowane, to mogło mu się zrobić niefajnie. Dlatego czym prędzej zabieramy się do spożycia.

A jeśli taki chorwacki cymes nam się trafia, trzeba mu dobrać odpowiednie towarzystwo. Przeszukaliśmy więc sklepy w poszukiwaniu lagerów, które można by z nim zestawić. I wyszedł z tego taki międzynarodowy zestaw. Tym bardziej, że pewna sieć sklepów wielko powierzchniowych, z której usług regularnie korzystamy, zaoferowała nam piwo koreańskie. No co jak co, ale koreańskiego piwa nie pija się na co dzień. Hite zapewnia, że jest jasnym lagerem, a na dodatek piwem dolnej fermentacji. Na wypadek gdybyśmy pierwszemu zapewnieniu nie uwierzyli. Do zestawu dorzuciliśmy włoskie piwko Dolomiti Pils, które już kiedyś piliśmy i całkiem nieźle smakowało. A że akurat w którymś ze sklepów było, to nie zastanawialiśmy się długo.

Do tak interesującego zestawu trzeba było koniecznie dorzucić jakieś polskie piwo, jakiś nasz lager. Niech walczy, broni honoru ojczyzny! Zastanawialiśmy się nad Perłą, Harnasiem, Kasztelanem i paroma innymi Prażubrami. Wybór jednak padł na wyrób Browaru Kormoran, w którym na dobre zakochaliśmy się podczas ostatnich wakacji, w trakcie pobytu na Mazurach. Postanowiliśmy reprezentację Polski powierzyć Warmińskim Rewolucjom.

Dodatkowo, korzystając z oferty innej z naszych ulubionych sieci sklepów, dorzuciliśmy sobie Warsteinera. Poza konkurencją, niejako na skalibrowanie podniebienia. Rozbiegówka tak, rzec można. Taki tam dobry koncerniak, dla kontrastu. Nie będziemy go analizować, opisywać, oceniać. Co najwyżej jako punkt odniesienia.

Tak przy okazji (skoro już Kasztelan wywołany został kilka linijek wyżej), nie tak dawno wlało nam się do szklanek Kasztelan Świeże. Żeby nie było, że ograniczeni jesteśmy, że boimy się prawdziwych wyzwań. Jezus, Maria, co za obrzydliwe coś! Nie piwo, to z całą pewnością. Jakieś coś, co gębę wykręca swoją obrzydliwością bardziej nawet niż niejedna AIPA z polskich browarów kraftowych. Ale to tak na marginesie. Tymczasem lejemy nasze dzisiejsze lagery do szklanek…

Wszystkie spieniły się wręcz wzorcowo. Piana najmniej trwała była na koreańskim Hite, natomiast na Warmińskich Rewolucjach przepięknie oblepiła ścianki szklanki, zostawiając osad nawet w trakcie opadania. Podobnie było na powierzchni Warsteinera. Ewidentnie San Servolo jest niefiltrowane – widać to na pierwszy rzut oka.



Warmińskie Rewolucje (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie przede wszystkim chmiele, odrobina akcentów cytrusowych, trochę gorzkiej czekolady, ugotowany zielony groszek, mnóstwo zboża. Po chwili wychodzi palony słód, akcenty kawy zbożowej, cykorii. Preparowany brązowy ryż. Odrobina karmelu. Palone suche, jesienne liście. Akcenty cytrusowe uciekły gdzieś. Piwo aż prosi, by je wychylić. Jak na lager, aromat jest wyjątkowo rozbudowany i ciekawy.
Smak jest pełny, na granicy wręcz dopuszczalności dla lagera, który ma wszak być piwem lekkim, orzeźwiającym. Bardzo fajny, choć niezbyt złożony smak – zboże, fajnie dobrany chmiel, gdzieś daleko jakieś nieśmiałe nutki owocowe. Wszystko gra i radochę gębie daje.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Hite Pale Lager (10,3 Blg, filtrowane, pasteryzowane, warzone z dodatkiem skrobi kukurydzianej) – pachnie landrynkowo, trochę jak oranżada, lekko ściekowy smrodek na drugim planie, dużo zboża przede wszystkim. Z czasem aromat wytrawnieje, pojawia się lekko palony słód. Ciągle jednak aromat zdominowany jest przez nieco sztuczne, oranżadowe akcenty. Nie jest tak dobrze, jak w Warmińskich Rewolucjach, ale aromat zdecydowanie nie odstrasza.
Smak jest lekki, jakby odrobinę zanieczyszczony akcentami owocowymi – brzoskwinia, jabłko. Goryczka ledwo sobie daje radę ze słodyczą. Trochę za dużo niezbyt naturalnego gazu, jakby piwo dodatkowo nasycono CO2. Pite po Rewolucjach wyraźnie rozczarowuje, choć zdecydowanie nie nadaje się do zlewu.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Dolomiti Pils – pachnie chlebem, takim świeżo wypieczonym prosto z piekarni – to przede wszystkim. Poza tym, sporo zboża, plus jakiś słodki owocowy aromat w tle, może czarna morwa. Suszone liście tytoniu. Po paru chwilach jest przede wszystkim słodowo, pojawiają się akcenty suszonych moreli. Prosi by je wypić.
Smak jest pełny, przepysznie zbożowy. Delikatne, nieśmiałe nutki owocowe i jakieś echo wędzonki tylko dodają piwu uroku, a świetnie dobrany – i co do rodzaju i co do proporcji – chmiel daje delikatną, subtelną goryczkę. Na sam koniec, gdzieś na dnie podniebienia pojawia się subtelna grapefruitowa goryczka.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

San Servolo Svijetlo Pivo (11,9 Blg, niefiltrowane, niepasteryzowane, refermentowane w butelce) – ma bardzo bogaty, złożony aromat – na tle akcentów zbożowych, w tym pszenicznych, nutki oranżady, odrobina ananasa, akcenty drożdżowe. Po chwil ujawniają się akcenty ziołowe – lubczyk, suszony seler. Ciągle jednak wiszą gdzieś tam w tle delikatne nutki kandyzowanych owoców. Pachnie zachęcająco.
Smak jest bardzo ciekawy – pełny, złożony, gdzieś pomiędzy lagerem, a weizenem wręcz. Słodycz słodu, pszenicy, nutki owocowe, drożdżowe, świeży biszkopt. W tle siedzi bardzo fajna, karna goryczka – nie odstępuje ani na krok, ale nie rzuca się w oczy jakoś specjalnie – wypisz, wymaluj, nasi BORowcy podczas wizyty głowy państwa w popegeerowskiej wsi.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Warsteiner – żadnych fajerwerków aromatyczno-smakowych, ale smak lagera jest tu bardzo czysty, szlachetny wręcz. Aż się prosi, byś takiego lagera powszedniego dał nam Panie…

Ranking, jednogłośny dzisiaj:

1. Warmińskie Rewolucje
2. San Servolo
3. Dolomiti Pils
4. Hite Pale Lager

Gdyby musiał byś oceniany również Warsteiner, znalazłby się gdzieś pomiędzy Dolomiti Pils, a Hite. A jeśli wcześniej powiedziano, że to dobry, zacny, wręcz szlachetny lager, niech to będzie najlepszą rekomendacją tych trzech, które z nim wygrały.

Dzisiejsze piwka to także nie lada gratka dla kolekcjonerów kapsli piwnych.


sobota, 20 sierpnia 2016

Bez etykiety



526. Noteckie Pils (Browar Czarnków) 4,2%
527. Zwierzyniec Pils (Browar w Zwierzyńcu) 6%
528. 100 Love Jasne Pełne (Browar Kamienica) 4%
529. Szyszak (Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht) 5%
530. Jurajskie Pils (Browar na Jurze) 3,8%

[tekst powstał 12 czerwca i dopiero dziś doczekał się obróbki i publikacji]

Dzisiaj wzięło nas na lagery. A właściwie to zrobiło się tak, że wpadło nam w ręce kilka piw sprzedawanych w schronisku na Szczelińcu Wielkim (Góry Stołowe), w tym 100 Love Jasne Pełne. Co prawda, w gołych butelkach, bo im etykiety „wyszły”, ale jakie to ma znaczenie? Nie można było go wypić ot tak, trzeba było dobrać mu towarzystwo. A spieszyć się było trzeba, bo piwo niefiltrowane, niepasteryzowane, więc długo nie poczeka. Stąd szybki wyskok na zakupy – i znalazło się jeszcze kilka lagerów. W tym pewne zaskoczenie – piwo Szyszak z Browaru Jan Olbracht. Jakoś z innymi piwami kojarzymy Jana Olbrachta. A tu jeszcze 10,5 Blg, z którego wyciągnięto aż 5% alkoholu. Ciekawe, ciekawe…

Bez większej zwłoki lejemy, wąchamy i próbujemy. Bo nie wolno wszak pozwolić, by lagery nam się zbytnio ogrzały. Najpierw jednak nalewamy i patrzymy co zrobi piana. A piana robi różne rzeczy. Ta na Jurajskim to jakiś żart – jak na coca-coli, najpierw burzliwie się pojawia, po czym zanika niemal bez śladu. Pozostałe pokrywają się przyjemną, co najmniej poprawną pianą. W przypadku Szyszaka i Noteckiego można mówić o wzorcowym wręcz lacingu. Szyszak i 100 Love są ewidentnie niefiltrowane.

Noteckie Pils (11,5 Blg) – w aromacie przede wszystkim zboże i odrobina chmielu, nutki orzechowe, jakieś echo cytryny. Grzeczny, lagerowy aromat bez udziwnień . W smaku lekkie, wręcz ocierające się o wodnistość, wyraźnie słodowe, lekkie akcenty miodu, pieczone jabłka, akcent cytryny. Odrobina orzechów laskowych. Delikatna goryczka dokładnie tam, gdzie jej miejsce. Bardzo przyjemne, lekkie, orzeźwiające piwo.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Zwierzyniec (13 Blg, pasteryzowane) – oprócz obowiązkowych aromatów zboża i bardzo delikatnego chmielu, akcenty starych, zapoconych i zaszczanych portek chłopa w kolejce po piwo w wiejskim sklepie w lecie. Plus nutka przypalonego słonecznika. Smak stosunkowo pełny – jak na lager – ale płaski, jednowymiarowy. Słód, goryczka chmielowa – i tyle. Lekka, mało przyjemna kwaskowość. Piwo, po które nie stanę w kolejce, nawet jeśli będą lali za darmo.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

100 Love (10,3 Blg, niepasteryzowane, niefiltrowane) – bardzo rześki aromat lekkiego zboża, stosunkowo sporo chmielu, odrobina lekkich, nieco cierpkich akcentów owocowych – kwaśne jabłko, żółta porzeczka. Smak jest bardzo lekki, stanowczo za lekki. Początkowe wrażenia to jakby się piło niecałkiem czystą wodę z potoku. Po chwili pojawiają się nutki słodowe, trochę owoców (jabłko papierówka), po czym buduje się chmielowość, przypominająca nieco gorycz skórki migdałów. Wszystkiego tego jednak za mało, by zniwelować wrażenie pustki smakowej, która trwa większość czasu, jaki piwo spędza w ustach.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Szyszak (10,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – pełny, ciężki aromat, a w nim akcenty miodowe, karmelowe, bardzo wyraźny słód, białe morwy. Bardzo obiecujący aromat. Smak jest pełny, owocowy – głównie jabłkowy – i słodowy. Akcenty miodowe, toffi, gorzkiej czekolady. Chmiel rozbudowuje się stopniowo, przyjemnie kontruje słodycz.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Jurajskie Pils (9 Blg, pasteryzowane) – w aromacie, na solidnej słodowej bazie, akcenty jarzębiny, dzikiej róży, prażonego słonecznika, wysezonowane drewno owocowe. W smaku jest bardzo łagodne, gładkie, złożone. Akcenty owocowe – coś jakby marmolada wieloowocowa, nutki malinowe, jarzębinowe, znowu dzika róża. Być może trochę za mało chmielu, który przystopowałby słodycz, ale piwo jest bardzo przyjemne, smaczne, aż prosi się by po nie sięgnąć znowu.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

No i po co nam było to 100 Love, czy ten Zwierzyniec? Tylko się człowiek zniesmaczył. Szyszak zaskoczył pozytywnie, Noteckie i Jurajskie – ot, lagery. No właśnie, przy okazji lagerów wychodzi słabość naszej skali ocen. Nie piłem jeszcze lagera, który wszedłby w kategorię najwyższą, a i trudno sobie wyobrazić lager, który aż trzeba byłoby do zlewu wylewać. Cóż, takie już są i trudno.

Ranking dzisiaj nie był jednogłośny, choć generalnie się zgadzamy w wielu punktach. U mnei wygląda on następująco:

1. Szyszak
2. Jurajskie
3. Noteckie
4. 100 Love
5. Zwierzyniec

Najlepsza ze współdegustatorek twierdzi, że u niej Noteckie wygrywa z Jurajskim (zamieniają się miejscami w stosunku do mojego rankingu), a poza tym, jest git. No i git. 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Lagerowo nie-koncernowo



514. Piwo Opata Jasne Pełne (Benedictus Memes Sp. z o.o.) 5,5%
515. Dobry Pasterz (Browar Wiślany) 6%
--- Wąsosz 12 (Browar Wąsosz) 5,2%
--- Orkiszowe (Browar Kormoran) 5,1%
516. Kormoran Jasny Niefiltrowany (Browar Kormoran) 4,9%
517. Lwówek Książęce (Browar Lwówek) 5,5%

Wakacje, urlopy, rozjazdy… A gdzie człowiek nie pojedzie, tam zerka na półkę z piwem, bo a nuż dają tam coś innego niż u nas. A jak zerka, to i wyzerka. Podczas pobytu na Mazurach, który właśnie wczoraj przeszedł do historii, poiliśmy się wyrobami Kormorana. Nie żebyśmy ich nie znali, ale w Mikołajkach dostawy były regularne, piwo z całą pewnością świeże, a sklep pod bokiem. W szlafroku można by właściwie na zakupy chodzić. No i dużo dobrego zrobił nam ten Kormoran – miło było, mimo takiej sobie pogody. Z kolei, w Zielonej Górze, kilka tygodni wcześniej, stanąłem oko w oko z Dobrym Pasterzem i Piwem Opata. I tak dalej…

I stało się, że na stole stanęły obok siebie piwa jasne, lagery – z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę – warzone w browarach regionalnych, nie mających nic wspólnego z koncernami i ich wyrobami. Lub też warzone Bóg wie gdzie, bo Piwo Opata postanowiło tę informację utrzymać w tajemnicy. Na kontretykiecie napisano tylko, że „wyprodukowano w Polsce dla Benedictus Memes Sp. z o.o.”  Niech im będzie. Ważne, że w Polsce.

Jedynym wyjątkiem dzisiaj na stole jest Orkiszowe z Kormorana, które tylko częściowo jest lagerem. Tak w połowie, mniej więcej. A w drugiej połowie piwem pszenicznym. W zasypie jest tu 55% słodu jęczmiennego i 45% słodu orkiszowego (taka tam odmiana pszenicy). Fermentacja składa się tu z dwóch etapów – najpierw robotę robią drożdże dolnej fermentacji, jak to w lagerze, a na drugim etapie rękawy zakasują drożdże fermentacji górnej – jak to w piwach pszenicznych, na przykład. A że nie mieliśmy dla tego piwa jakiegoś bardziej dobranego towarzystwa, postanowiliśmy je przetestować z lagerami.

Jest tu jeszcze Lwówek Książęce – piwo, które wspominam z łezką w oku jako niegdyś wzorzec piwa, a o którym moje kubki smakowe już zupełnie zapomniały. Takie powroty na stare śmieci potrafią być ryzykowne, bo niby browar ten sam, co kiedyś, ale przecież nie ten sam. Cóż, niech się broni, niech pokaże, że ciągle jeszcze może… Co ciekawe, na etykiecie producent podaje informację tylko o tym, że piwo jest „nieutrwalone”. Nie ma ani słowa o pasteryzacji i filtracji. Sądząc po klarowności, założyć można chyba, że jest filtrowane, ale niepasteryzowane. Szczególnie, że i termin przydatności do spożycia niezbyt długi. A może i filtracja tylko jakaś szczątkowa… Jak by nie było, ostateczny test przejdzie na podniebieniu.

Postanowiliśmy też wprowadzić do naszego bloga pewną innowację. Oprócz tradycyjnego rankingu na koniec każdej sesji, wprowadzamy ocenę każdego piwa z osobna. Jednak, jak na amatorów, lamerów i prześmiewców piwnej rewolucji przystało, nie będziemy tworzyć skali ocen, cmokać i zastanawiać się przy każdym piwie czy zasługuje na 7 punktów, czy to ciągle tylko 6. A może dać mu 6,5. Czy niby wszystko OK, ale odbiega od deklarowanego stylu, albo fajnie jest, ale ten deemesik przeszkadza, albo jakoś tak… Totalnie bez sensu i w gruncie rzeczy – wbrew pozorom – niewiele mówi o piwie. Nas interesuje przecież od samego początku czy piwo jest dobre, czy się nadaje, czy daje radochę, czy warto je znowu wrzucić do koszyka przy kolejnych zakupach. Dlatego nasza skala ocen jest zupełnie inna niż powszechnie przyjęte. Nasza skala jest (1) opisowa; zwięźle, bo zwięźle, ale opisowa; (2) poszczególne kategorie mają różne pojemności. Już wyjaśniam jak to działa:

Ocena najwyższa przyznawana jest bardzo wąskiej grupie piw, które totalnie i zupełnie zawróciły nam w głowie. Z doświadczenia wiemy, że takie piwa zdarzają się niezwykle rzadko, więc zbiór opatrzony nagłówkiem CUD, MIÓD, MALINA z pewnością w szwach pękał nie będzie. Nieco niższą oceną, kategorią półkę niżej jest JESZCZE RAZ TO SAMO – czyli wszystkie te piwa, które chętnie wypijemy raz jeszcze, które nam posmakowały, ale zbyt leniwi jesteśmy, żeby analizować czy piwo A posmakowało nam o punkt wyżej niż piwo B, a może o dwa i pół punktu. W nosie mamy takie dzielenie włosa na czworo. Tak więc ta kategoria będzie baaardzo pojemna, a znajdujące się w niej piwa już nie będą dalej różnicowane. Trzecią, również niezwykle obszerną kategorią będą piwa, które owszem, jak trzeba, to wypijemy, ale jakoś bez większego entuzjazmu i przyjemności. Któż z nas nie zna takich sytuacji – znajomy częstuje taką, nie przymierzając, Pierwszą Pomocą. Nie odmówimy przecież, wypijemy, ale żeby jakoś zakrzyknąć z radością, to raczej nie. Ta kategoria opatrzona została hasłem JAKOŚ JE ZMĘCZĘ. No i ostatnia kategoria, zupełnie bezkompromisowa i chyba niezbyt liczna, to piwa, które są absolutną pomyłką, a ich obecność na naszym stole jest li tylko chwilowa, jednorazowa, a ewentualne właściwości przeczyszczania kanalizacji jak najbardziej pożądane. Ta kategoria to po prostu DO ZLEWU. I tyle.

Tego typu system ocen wydaje się nam najbardziej praktyczny, a przyda się też w sytuacjach gdy mamy piwa różne gatunkowo (np. różne gatunki pochodzące z jednego browaru, smakowane podczas jednego posiedzenia), czy w przypadku jak dziś, gdy takie Orkiszowe wychyla się za bardzo w którąś stronę i nie przystaje do pozostałych. Tradycyjny ranking natomiast daje obraz tego, jak poszczególne piwa plasują się w stosunku do siebie w obrębie danej kategorii.

Zresztą, co tu sobie palce o klawisze obijać po próżnicy. Spróbujemy, zobaczymy jak zadziała. Jakby co, gdyby czytający te wypociny mieli jakieś zdanie, zapraszamy do komentowania pod spodem. Czynność ta zawsze jest mile widziana, choć moderowana, niestety. Takie czasy. Ludzie różne rzeczy wypisują.

Przystąpmy więc do pierwszej wakacyjnej sesji piwnej – nie-koncernowe lagery i coś jeszcze. Nawet jeśli w kolejce czeka kilkanaście tekstów powstałych w ostatnich dwóch miesiącach, a którymi zająć się czasu nie było. Ten wpis idzie na bieżąco, piwka osuszyliśmy wczoraj wieczorem.

Kapsle z głów, lejemy. Piana wręcz wzorcowa na każdym – gęsta, obfita, trwała. Lacing i takie tam. Piwa z Kormora na pierwszy rzut oka niefiltrowane, pozostałe klarowne, przejrzyste. Mimo że Wąsosz też deklaruje się jako piwo niefiltrowane. Barwa wszędzie bursztynowa, typowa dla lagerów. Wąsosz jest nieco ciemniejszy od reszty, Orkiszowe natomiast odrobinę jaśniejsze, co nie dziwi, biorąc pod uwagę cała tę pszenicę.

Piwo Opata (11,9 Blg, pasteryzowane) – w aromacie przede wszystkim zboże, miód, słodkie migdały, brzoskwinie, guma arabska i karmel. Po chwili pojawia się sok jabłkowy. W smaku bardzo łagodne, zbożowe, z mnóstwem miodu. Właściwie to za dużo tego miodu. Szczególnie, że po chwili ten smak miodu robi się coraz mniej przyjemny, coraz bardziej kartonowy. Gdzieś w tle wisi paskudna gorycz. Oj, słabe to piwo, słabe…
Ocena: DO ZLEWU

Dobry Pasterz (pasteryzowane) – aromat zbożowo-karmelowy, płaski, mało wyrazisty, za to z ogromną ilością gumy arabskiej. Słabo. Smak pełny, ale płaski. Nic się tu nie dzieje, nie ma nic. Jest słód, jest jakaś goryczka, ale w sumie człowiek pije i za diabła nie ma punktu zaczepienia, choćby pretekstu, by kubki smakowe zaciekawić. Bardzo słabiutkie piwo.
Ocena: DO ZLEWU

Wąsosz 12 (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – aromat słodu, jarzębiny, karmelu, odrobina gruszek. Aromat bardzo przyjemny. Smak dość płytki, choć grzeczny, ułożony. Jest tu trochę słodu, jest tu trochę owocowych estrów (o Boże!), jest delikatna, grzeczna goryczka. Mam jednak wrażenie, że to już tylko echo pierwszych warek, które jakiś rok temu (a może trochę dawniej) trafiły na nasz stół. Szkoda.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Orkiszowe (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – aromat ma zdecydowanie inny od pozostałych piw, jest on bardziej zbliżony do piwa pszenicznego (co dziwić nie powinno), są tam też płatki gryczane, akcenty kwiatowe – czarny bez, lipa. W smaku – pełnym, przyjemnym, wyrazistym – mnóstwo akcentów zbożowych, jest tu gryka, pszenica, słód jęczmienny. Czekoladowe batoniki zbożowe dla pakerów. Echo akcentów owocowych, coś jakby dojrzały agrest, trochę śliwki. Bardzo przyjemne piwo, dużo zyskuje przy bliższym poznaniu.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Kormoran Jasny Niefiltrowany (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane)  – mnóstwo chmielu (europejskiego, fajnego), truskawki z kompotu, pod tym wszystkim przyjemny słód. Pachnie zachęcająco. Smak pełny, zbożowy przede wszystkim, z delikatnymi akcentami owocowymi i przyjemną, świetnie dobraną – tak jeśli chodzi o moc, jak i rodzaj – goryczką. Bardzo dobra alternatywa dla koncernowych lagero-potworków.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Lwówek Książęce (12,1 Blg, nieutrwalone) – w aromacie kora dębu, młode orzechy włoskie, winne jabłka. Po chwili pojawia się gruszka i zaczyna dominować aromat. Pachnie dość podejrzanie, wszystko zależy od smaku. A w smaku jest lekko i owocowo. I są to owoce niewyszukane – jabłka, gruszki. Nie żeby coś było nie tak z jabłkami i gruszkami. Brakuje tu jednak jakiejś głębi, której oczekiwałby człowiek po tak renomowanym browarze. Słabo.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Ranking jest dzisiaj jednogłośny. Jeśli podejść do sprawy ortodoksyjnie, to pierwsze miejsce trzeba by wyrzucić – i mamy czysty obraz w jakiej kolejności smakowały nam dzisiaj nie-koncernowe lagery. A sam ranking? Oto on:

1. Orkiszowe
2. Kormoran Jasne Niefiltrowane
3. Lwówek Książęce
4. Wąsosz 12
5. Dobry Pasterz
6. Piwo Opata

Co by nie powiedzieć – Kormoran dzisiaj rządzi.


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Kraft - czy to się nie przepłaca?



503. Nieproszony gość (Browar Dukla) 4,6%
---. Pierwsza pomoc (Browar Pinta) 4,1%
504. Pilzner (Inne Beczki) 4,7%
---. Pilsner Urquell 4,4%
505. Trybunał Niefiltrowany Pils 5%
506. Perła Chmielowa Pils 6%
507. Namysłów Pils 6%
508. Miłosław Pilzner 5,4%

Jako się rzekło na samym wstępie tego bloga, nie jesteśmy piwnymi freakami, hopheadami, piwnymi rewolucjonistami. Ani nic z tych rzeczy. Najczęściej wręcz przeciwnie. Kupujemy piwo przy okazji regularnych zakupów, przy okazji wyjazdów, przy okazji gdy nadarzy się sprzyjająca okazja. Nigdy, bądź prawie nigdy nie wchodzimy do specjalistycznych sklepów z piwem, nie chodzimy regularnie do multitapów, nie chłoniemy amerykańskiego chmielu wszystkimi porami naszej skóry. Wychodzimy z założenia, że piwo jest napitkiem pospolitym, a dobrej jakości piwo powinno być dostępne tak, jak dostępne są ogórki, musztarda sarepska, czy mąka krupczatka. Nie zżymamy się na to, że tuż obok tych nielicznych przyzwoitych stoją na półkach również koncernowe koszmary piwopodobne. Bo to trochę tak, jakby zżymać się na deszcz, że pada. I że mokry. A jak nam Grupa Żywiec czy Kompania Piwowarska zaserwują coś nowego, to chętnie sprawdzimy ile to warte. Bez uprzedzeń i żachania się, że są słabi i w ogóle do bani. I niech oni wreszcie odważą się coś porządnego uwarzyć…

No właśnie. Zakupy. Jak człowiek kupuje, to czasem patrzy na cenę. Nie za długo, żeby się nie zdenerwować. Piwa kraftowe, które pojawiają się tu i ówdzie również w sklepach zachodzących i nam drogę od czasu do czasu, są zawsze droższe od koncerniaków. Przyjęło się przyjmować to do wiadomości bez szemrania – przecież lepsze surowce, przecież bardziej staranny proces produkcji, przecież mniejsza skala, i tak dalej. Słowem – za dobry produkt gotowi jesteśmy zapłacić nieco więcej. Po jakimś jednak czasie człowiek zaczyna się zastanawiać. Skoro w zdecydowanej większości kraftowe wynalazki lądują lub prawie lądują w zlewie, to jak to jest z tym naszym za to płaceniem? Koniec końców, to przecież nasza ciężko zarobiona kasa bulgocze sobie radośnie w kanalizacji. Pomyśleliśmy sobie, że może warto spróbować napić się w ciemno i spróbować przekonać się na własnym podniebieniu, czy przypadkiem sami siebie nie robimy w balona. Czy jeśli postawimy obok siebie kilka piw mniej więcej tego samego gatunku, a wśród tych kilku zestawimy piwa koncernowe, te pochodzące z browarów regionalnych i wyroby kraftowe – czy przypadkiem nie okaże się, że przepłacamy, cholera jasna! No bo jeśli za koncerniaka trzeba dać około trzech złotych, za regionalne pod piątkę, a za kraft nawet w okolicach dychy (no dobra, w Tesco 8-9 zł), a okaże się, że te tańsze wcale nie gorsze niż te droższe – to po co przepłacać (jak powiedział pewien mędrek w reklamie proszku do prania).

W najbliższym czasie zrobimy więc sobie kilka testów na ślepo. Postawimy obok siebie piwa z różnego rodzaju browarów i zobaczymy co z tego wyniknie. Na początek bardzo niekraftowy gatunek – pils. Mamy 8 różnych piw, każde z innego browaru, każde inaczej warzone. Nalewamy je do szklanek, mieszamy, próbujemy, oceniamy, rankingujemy, a potem sprawdzamy co jest co i wyciągamy wnioski. Również te na przyszłość, portfelowe w charakterze. Powyższe zdjęcie wykonane zostało długo przed wiwisekcją zawartości butelek i nie ma żadnego związku z kolejnością smakowania.

W dalszej części wpisu posługuję się numerkami zamiast nazw piw, a co który numerek oznacza okaże się zupełnie na końcu. Mam nadzieję się nie pomylić, nie narazić na szwank rzetelności wyników. No i – co ważne – odkładamy na bok naszą milion razy wyrażaną tutaj niechęć do kraftu. Bo co będzie, jeśli okażą się lepsze? Cholera, bez dalszego gadania lejemy, oceniamy, wąchamy, smakujemy.

Piana najszybciej zredukowała się – niemal do zera w szklankach 2, 3, 4 i 7. Piwa nr 1, 5, 6 i 8 pokryły się pianą dość trwałą, drobno- i średniopęcherzykową. Największy ubytek piany – niemal zupełnie do zera krótko po nalaniu w szklance nr 3. W barwie piwa różniły się od siebie o co najwyżej pół odcienia. Najciemniejsze i najmniej klarowne było piwo nr 5.

Piwo nr 1 pachnie karmelową herbatą, trochę jak roibos. Akcenty śmietankowe, toffi. Trochę chmielu, sporo zbożowości. Znowu bardzo przyjemny, pełny aromat. W smaku kremowe – ni to śmietankowe, ni karmelowe. Goryczka chmielowa bardzo zgrabnie równoważy słodkie akcenty toffi i karmelu, ale nawet nie próbuje niczego dominować. Fajna harmonia na podniebieniu. Aż szkoda, że na finiszu pojawia się jakaś tekturowa, zakurzona cierpkość, pustość.

Piwo nr 2 ma aromat lekko słodkawy, czuć w nim tylko odrobinkę chmielu. Poza tym, właściwie standardowa wodnistość. W smaku minimalna słodycz, lekkie akcenty owocowe (brzoskwinie), brak chmielu i goryczki niemal totalny. Poza tym, gładkie, stonowane, płytkie. Piwo, do którego wracać się nie chce.

Piwo nr 3 – w aromacie znowu lekkie bajoro i bagno, ale nad nim unosi się bodaj najprzyjemniejszy, najbardziej naturalny, jak dotąd, chmiel. Tym bardziej, że bagniste akcenty dość szybko się ulatniają. W smaku wyraźna goryczka, ziołowość, pod którymi ukrywa się przyjemna zbożowość. Piwo nie zachwyca, jednak zdecydowanie nie jest pozbawione charakteru, wyrazistości. Przyjemne, nawet eleganckie, rzec można, choć bardzo ascetyczna ta elegancja.

Piwo nr 4 – głąb kapuściany na pierwszy niuch, ale po chwili już jest przyjemnie zbożowo. Chociaż nie, na trzeci niuch jest tam jakaś pietruszka, seler, pełne włoszczyznowe paskudztwo. Po chwili się to jednak ulatnia i pozostaje tylko zbożowość, wcale nie nieprzyjemna. W smaku jest znowu przede wszystkim woda. Woda podprawiona dość przyjemnie akcentami zbożowymi. Niewiele w nim się dzieje, obecność chmielu przejawia się tylko w postaci lekkiej ziołowości, delikatnej goryczki – zdecydowanie jednak chciałoby się jej tutaj trochę więcej. Ogólnie nie jest złe, choć pozostawia lekki niedosyt.

Piwo nr 5 – w aromacie rozgrzany słońcem drewniany pomost, świeże siano z zachwaszczonej, zapuszczonej łąki. Generalnie, pachnie wakacjami. Smak jest pełny, owocowy – świeża truskawka, niedojrzałe gruszki ulęgałki. Straszna szkoda, że chmiel dobrany do tego piwa zupełnie nie współgra z akcentami piwa – wisi gdzieś nad smakiem zasadniczym, ma się do niego nijak, jakby odgrywa zupełnie inne przedstawienie usiłując wprosić się na tę samą scenę. Bardzo nieuporządkowany smak, a szkoda, bo piwo ma potencjał.

Piwo nr 6 pachnie lekko chmielowo, poza tym słód. Odrobina ziołowości i lekko trąci zgnilizną. Aromat raczej mało apetyczny. W smaku gorzkie, dosyć chmielowe, lekko ziołowe. Pod tymi chmielowo-ziołowymi akcentami – woda. Bardzo płytkie, cienkie piwo.

Piwo nr 7 – w aromacie bagniste bajoro i palony plastik. Bardzo mało przyjemne. W smaku jest przede wszystkim kwaśne i siedzi w nim ta plastikowa paloność. Jest zdecydowanie bardziej wysycone CO2, co trochę mu pomaga, ale nie ratuje przed zlewem w naszej kuchni. Po drugim łyku już wiadomo – tutaj jedynie bąbelki na języku robią jakąś robotę. Masakrycznie cienkie piwo.

Piwo nr 8 pachnie czekoladowo, jak lody kakaowe, po czym dość przyjemny, ciepły słód. Jak dotąd, najbardziej pełny, przyjemny aromat. W smaku nieco kakaowo-czekoladowej słodyczy, troszkę nutek palonych, żywicznych, ziołowych. Początkowo zapowiada się świetnie, najlepiej z całej stawki, jak dotąd, ale kończy się czystym smakiem mleczu – cierpkość i gorycz, które przesłaniają wszystko. Bardzo niefajne piwo, bardzo niefajne. A zapowiadało się tak dobrze…

Już podczas smakowania nietrudno odgadnąć niektóre piwa. Nawet jeśli odgadnąć by się nie dało, jasno widać (i czuć), wiadomo które są kraftowe, które na pewno nie. A my je wąchamy, siorbiemy, mlaskamy, cmokamy. Najczęściej jednak krzywimy się, niestety. Z jednej strony na płaskość tych, które ewidentnie pochodzą z koncernów, z drugiej – na nieporadność recepturową, niepoukładanie i zmarnowany potencjał tych ewidentnie kraftowych. A może się mylimy? Ha, człowiek ani by się spodziewał jak bardzo w odbiorze smaku pomaga mu etykieta, podany na niej skład, informacje dodatkowe. Jednak sami chcieliśmy. Ustawiamy ranking i wreszcie sprawdzamy kto jest kto.

Mój ranking wygląda następująco:
5, 1, 4, 3, 6, 2, 8, 7 – choć tak naprawdę, moim zdaniem tylko cztery pierwsze piwa nadają się do picia, a pierwsza trójka z niemałą przyjemnością. Na pozostałe już dłużej patrzeć nie chcę.

Ranking najlepszej piwoszki świata, z kolei, wygląda tak:
1,  4, 5, 8, 2, 3, 6, 7

Różnimy się nieco w ocenach, jak widać, choć bywało nieraz gorzej. Dyskutujemy jeszcze przez chwilę, zanim sprawdzimy co za piwko w której szklance, próbujemy się nawzajem przekonać, ale każde pozostaje przy swoim. Spisujemy protokół rozbieżności.

Oto nasze dzisiejsze piwka:

1. Pierwsza pomoc, Browar Pinta – 10,5 Blg, 4,1% vol., IBU 33, uwarzone w Browarze Zarzecze w Pietrzykowicach, pasteryzowane
2. Namysłów Pils – „dla tych, co się znają”, 12 Blg, 6% vol., pasteryzowane
3. Pilsner Urquell – 11,8 Blg, 4,4% vol., pasteryzowane
4. Trybunał  Niefiltrowany Pils – 10,1 Blg, 5% vol., pasteryzowane, niefiltrowane
5. Nieproszony gość, Browar Dukla – niepasteryzowane, niefiltrowane, 12,5 Blg, 4,6% vol. – zero ściemy na etykiecie (nie podają jaki chmiel, jaki słód, itp. – wszystko do znalezienia na stronie browaru)
6. Miłosław Pils – chmielone na zimno, 12,2 Blg, 5,4% vol., m.in. chmiel aromatyczny z rodziny Golding, pasteryzowane
7. Perła Chmielowa Pils – 6% vol., pasteryzowane, chmiel lubelski – „to dzięki niemu Perła Chmielowa ma tak doskonały smak i unikalny aromat”
8. Pilzner Bohemian Pils, browar Inne Beczki, 12 Blg, 4,7% vol., pasteryzowane, niefiltrowane, odrobina słodu żytniego w zasypie, chmiel Saaz, uwarzono w Browarze Zodiak koło Kłodawy.

No i co się okazuje? Po pierwsze, trzeba głośno odszczekać wszystko zło, które się powiedziało o Pincie. Ich Pierwsza pomoc w zestawieniu z innymi pilsami okazuje się aż nadto dawać radę. Po drugie, jednak wygrywa kraft, co z przykrością niemałą przyznać muszę. W obydwu rankingach w pierwsze czwórce co najmniej dwa piwa to krafty. A nawet trzy. Po trzecie, nie dziwi zgodnie ostatnia pozycja Perły – Boże co za sik! Nigdy wcześniej tego nie piłem i nigdy więcej nie mam zamiaru. Honoru regionalnych broni dzielnie Trybunał. Miłosław nie zaskoczył w żadną stronę. Rozczarował Pilsner Urquell. Tym bardziej, że jeśli wziąć pod uwagę kryterium, które nas skłoniło do takiego porównania, czyli cenę, to cóż, nie ma oczywistych odpowiedzi – Pilsner Urquell kosztował 4,99 zł, podczas gdy Pierwsza pomoc Pinty tylko złotówkę drożej (zakupy robione w tym samym sklepie). Wygrywa bezapelacyjnie Trybunał, który kosztował tylko 2 zł za buteleczkę 330 ml, a który znalazł się w pierwszej trójce obydwu rankingów.

Jedno jest pewne, spodobała się nam ta zabawa, jeszcze ją powtórzymy z innymi gatunkami.