Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne beczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne beczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 stycznia 2017

Polsko-niemieckie koziołkowanie



610. Lübzer Bock (Brauerei Lübz) 7%
611. Bock (Raduga, Inne Beczki, Faktoria) 6,9%
612. Koziołek (Pałacyk Łąkomin) 7,8%
613. Oettinger Bock (Oettinger Brauerei) 6,7%

Przejeżdżałem nie tak dawno przez Niemcy, bo mi S3 w kraju popsuli. Po to, by ją ostatecznie naprawić, ale tymczasem polecam jej unikać, szczególnie na odcinku między Zieloną Górą a Legnicą. Tak czy owak, zrobienie dodatkowych stu paru kilometrów przez zaprzyjaźniony kraj zaowocowało wydłużeniem podróży o 7 minut. O komforcie jazdy wspominał nie będę. Wracałem potem już po polskich drogach i ciężko tej decyzji żałowałem. Tak czy owak, jadąc przez piękną ziemię niemiecką, oddałem się w jednym miejscu pasji fotografowania – oni tam specjalnie przy autostradzie postawili takie zdalnie sterowane fotoaparaty. Wystarczy jechać trochę szybciej niż wartość wskazana na znakach drogowych – i sam się uruchamia. Z fleszem! Taka technika. W innym miejscu natomiast postanowiłem zatrzymać się w okolicy jakiegoś centrum handlowego w celu zapakowania sobie bagażnika piwem. Trafiłem dość pechowo na jakiś Kaufland, więc skazany byłem jedynie na ichnie koncerniaki, głównie lagery, parę kellebierów, bocków, kilka weizenów.

A że powiedziało się bock, to w drodze powrotnej wpadłem do dawno nie odwiedzanego Pałacyku Łąkomin (szczerze polecam wizytę, da się znaleźć w guglach), gdzie jakiś czas temu odkryłem zupełnie nieznany, malutki browarek, w którym ktoś naprawdę potrafi robić piwo. No i zgarnąłem co tam mieli w lodówce, w tym właśnie Koziołka. Do stawki dorzuciłem Bocka, będącego efektem współpracy trzech polskich browarów kontraktowych – Radugi, Innych Beczek i Faktorii – i konkurencja gotowa.

Biorąc pod uwagę fakt, że koźlak to koźlak, przez wielu uważany za gatunek nudny i niegodny uwagi, opis aromatu i smaku pewno ograniczał się będzie do kilku nutek, tych samych za każdym razem, a ocena głównie sprowadzi się do tego, jak zgrabnie udało się tych kilka elementów ze sobą połączyć. I tyle. No, w przypadku kooperacyjnego Bocka najpewniej dojdzie jeszcze nutka wędzonki, bo oni tam deklarują an etykiecie, że to koźlak ze słodem wędzonym. I tyle.

Niemieckie piwa tradycyjnie już milczą na etykietach na temat zawartości ekstraktu, poziomie IBU, filtracji, pasteryzacji, itp. Polskie piwa nie mają przed konsumentem tajemnic.

Proszę bardzo, pierwsza sesja piwna tego roku z jednym z najnudniejszych gatunków piwa. Kapsle precz, lejemy. Lübzer spienił się jak coca-cola – piana była burzliwa, a po chwili nie było po niej ani śladu. Podobnie kiepsko zachował się trójbrowarowy Bock, jednak tutaj przynajmniej jakieś śladowe ilości piany utrzymały się nieco dłużej na powierzchni piwa. Jakieś piętnaście sekund dłużej. Koziołek z Łąkomina i Oettinger Bock pokazały klasę, przynajmniej w zakresie piany – była ona gęsta i trwała, redukowała się powoli. Okazało się, że koźlak koźlakowi nierówny jeśli chodzi o barwę. Generalnie, niemieckie koźlaki były wyraźnie jaśniejsze, przy czym najjaśniejszy był Oettinger. Miał barwę tylko o odcień ciemniejszą od standardowego lagera, a na etykiecie nie było ani słowa o tym, że to jakiś helles bock. Wąchamy, próbujemy. Nie samym wzrokiem wszak człowiek się piwem karmi.

Oettinger Bock  – tu w aromacie przede wszystkim skórka chleba, nieco karmelu, odrobina palonego słodu. Przyjemny, zachęcający aromat, choć w głębi czai się tam nieco mniej przyjemny akcent działu farb olejnych jakiejś castoramy.
Smak jest słodki, karmelowy, nieco alkoholowy. Po chwili pojawiają się ziołowe akcenty goryczkowe. Jest też czerstwe pieczywo, lekka paloność. Rozgrzewające. Rewelacji tu nie ma, ale kto się jej koźlaku spodziewał. Poprawne piwo do wychylenia od czasu do czasu.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Bock (16,3 Blg, IBU 25, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w PPHU Jamard) – w aromacie przede wszystkim słodki karmel, cukierki raczki, ledwo cień obiecywanej na etykiecie dymności. Po chwili pojawia się ciężki, słodki syrop z ciemnych owoców.
Smak jest pełny, a w nim już wyraźna dymność, wędzonka. Poza tym trochę kawy, słodkich lizaków-kogutków, sporo zboża. Odrobina jeżyn, dzikich malin. Goryczka dobrana w sam raz, skutecznie kontruje słodycz, ale nie wybiega na pierwszy plan. Przyjemne piwo do powolnego sączenia.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Koziołek Bock (18 Blg, niefiltrowane) – w aromacie przede wszystkim przypalony karmel, odrobina lukrecji, nieco miodu.
Smak jest bardzo wyraźnie chlebowy, a chleb ten polany jest przerozkosznym, naturalnym miodem. Ponadto dużo zboża, syrop cukrowy, a wreszcie na koniec delikatna goryczkowa kontra. I o takiego koźlaka nasi dziadowie walczyli.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Lübzer Bock – ma aromat najmniej intensywny z całej dzisiejszej stawki. Jest tu odrobina coli, nieco prażonego słodu, trochę zboża w ogóle, odrobina skórki chleba. Bady ten aromat, mniej więcej jak piana, która (nie) okryła tego piwa po nalaniu do szklanki.
Smak jest lekki, karmelowy, delikatnie chlebowy, zbożowy. Odrobina kawy rozpuszczalnej. Stosunkowo wysoko – na tle dzisiejszej konkurencji – wysycone, co dodaje mu nieco głębszego wymiaru. Jednak niewiele mu chyba może pomóc, bo generalnie jest słabe, płaskie i nudne.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

No i tak – z jednej strony baliśmy się, że wystawienie niemieckich, koncernowych bocków przeciw wyrobom polskiego rzemiosła, postawi je z definicji na straconej pozycji. Koncern jakoś nie lubi wygrywać z rzemiosłem. Z drugiej strony, to przecież Niemcy są specjalistami od koźlaków, więc nawet w wersji koncernowej powinni sobie poradzić. Okazało się, że nie doceniliśmy potęgi polskich rzemieślników. Co prawda, miejsce drugie i trzecie nie było tak zupełnie oczywiste – trzeba było tu trochę dłużej posączyć, pomlaskać i oczami poprzewracać, żeby podjąć decyzję – ale już miejsca pierwsze i czwarte przyznane zostały miażdżącą przewagą głosów zebranych. No i nasi górą. Jak na tych czterech skoczniach ostatnio. Z czego się bardzo cieszymy. I jednego i drugiego, znaczy.

Ranking jest dzisiaj jednogłośny i przedstawia się następująco:

1. Koziołek z Łąkomina
2. Bock z trzech browarów
3. Oettinger zza zachodniej granicy
4. Lübzer z Lübz, również za zachodnią granicą

Żadne ze smakowanych dzisiaj piw nie zostało kupione w zaprzyjaźnionym sklepie Po Robocie przy ul. Westerplatte 9 w Świdnicy, ale i tak serdecznie porobotną ekipę pozdrawiamy.


czwartek, 22 grudnia 2016

Assorted Pale Ale



596. Pacific Pale Ale (Browar Artezan) 5%
597. Pop Up Pale Ale (Inne Beczki) 4,5%
598. Smoke (Browar Nepomucen) 4,8%
599. Cascadian Dark Ale (piwo domowe) ???

Po niedawnych przygodach z APA zachciało mi się piwa górnej fermentacji, ale, lecz bez amerykańskiego zacięcia chmielowego. Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby znaleźć jakieś ale, które nie będzie epatować cytrusami i żywicami do zagłuszania podniebienia, a raczej takie, które da się nacieszyć efektami zestawienia zasypu, doboru słodów, w którym słodycz będzie jedynie skontrowana goryczką. Najchętniej w bardziej tradycyjnym, europejskim wydaniu. Przeleciałem więc półki Po Robocie w poszukiwaniu piwa, na którego etykiecie będzie napisane Pale Ale, lecz ani słowa o Ameryce. A że spieszyło mi się, ułożył mi się zestaw niekoniecznie taki, jakiego szukałem. Cóż, trzeba będzie wypić to piwo, którego nam nawarzyli.

Najpierw w ręce wpadło mi Pacific Pale Ale z Browaru Artezan. No i chyba na dzień dobry oblałem z geografii, o wiedzy na temat piwa nie wspominając. Pacific, człowieku, Pacific! A jak o geografii świata nic nie wiesz, to noś ze sobą do sklepu okulary do czytania. I sprawdź skład, przynajmniej w sekcji „chmiel”. A że Artezan już jakoś tam kiedyś rozkosznie podniebienie popieścił, nie było głowy, żeby się zastanawiać. Potem trafiłem na Pop Up Pale Ale z Innych Beczek. Tutaj też trzeba było czytać drobnym druczkiem. W sekcji skład. No trudno, przynajmniej etykietki mają ładne, więc niech już będzie. Następnym piwem było Smoke z Browaru Nepomucen. Tutaj już było wiadomo, że cokolwiek by się nie działo, zestaw będzie mało jednorodny. Wszak Smoke to piwo wędzone. Na dodatek, wędzone drewnem gruszy, co obiecuje wiele. No i z Nepomucena, a to już u nas zaczyna robić za rekomendację. Niech więc dołączy do zestawu. Na koniec, do torby włożono mi (dzięki wielkie Po Robocie) piwo bez etykiety, bez opisu, z wymalowanymi mazakiem na kapslu literkami CPA, co niby miało znaczyć Cascadian Pale Ale. Piwo uwarzone przez pewien zaprzyjaźniony browar domowy. Zaprzyjaźniony z Po Robocie. Browar jest ciągle w budowie, a właściwie brnie właśnie przez biurokrację. Mamy nadzieję, że wkrótce objawi się jakoś szerzej. Jak się później okazało, tam na tym kapslu stało jednak CDA, czyli Cascadian Dark Ale, co już zupełnie zaburzyło koncepcję tego wieczoru. Nie dość, że piwa mamy jednak chmielone po amerykańsku, to jeszcze nie wszystkie są tak całkiem jasne. Jasne jednak jest, że ich nie wylejemy dopóki się ewentualnie nie przekonamy, że na to właśnie zasługują. Mamy nadzieję, że nie. Aha, o tym CDA nie wiemy zupełnie nic, nie ma żadnej etykiety. Do chwili zdjęcia kapsla, nie wiedzieliśmy nawet, że jest ciemne. Ot, taka ciekawostka-niespodzianka.

Tak więc, miały być piwa górnej fermentacji, pozbawione nowofalowych, amerykańskich wpływów chmielowych, a wyszło niemal jak zawsze. Jak się później okazało (piszę to już po spróbowaniu wszystkich dzisiejszych zawodników), dobrze się stało, bo odkryliśmy piwko zjawiskowe. A co najmniej zasługujące na uwagę, nawet jeśli nie lubi się tego wszystkich tych wszechobecnych kraftowych niedociągnięć warsztatowych. Pojawiło się piwo, po które chętnie ustawię się w kolejce, jeśli będzie taka konieczność.

Otwieramy i lejemy. Najładniejsza, najtrwalsza i najbardziej oblepiająca ścianki szklanki piana pojawiła się na Pacific. Wzorcowa, można powiedzieć. Niewiele mniej przykładna piana pokryła powierzchnię Smoke. Ta na Pop Up Ale zredukowała się dość szybko do poszarpanej, cienkiej warstwy. Piana na tajemniczym Cascadian Dark Ale natomiast okazała się wręcz dziełem sztuki – równiutka, gęsta, trwała, w apetycznym beżowym kolorze. Przypominała nieco pianę na porządnym stoucie. Wygląda to zachęcająco.

Pacific Pale Ale (12,5 Blg, IBU 40, pasteryzowane, niefiltrowane) – co za rozkoszny aromat! Przede wszystkim ananasy, a tuż obok cytrusy, a wśród nich słodkie, soczyste mandarynki, kumkwaty, słodkie grapefruity. Do tego sporo wonnej, bardzo przyjemnej żywicy, oraz intensywna marakuja. Wata cukrowa. Jest tam również odrobina słodowości, ale tropikalno-żywiczna warstwa jest dowodem na to, że decydując się na nowofalowe chmielenie wcale nie trzeba spieprzyć piwa. Przynajmniej jeśli chodzi o aromat. Doskonałe wręcz – jak dotąd.
Smak jest przerozkoszny. Przypomina mi dostępne czasem w sklepach soki będące multiwitaminową mieszanką soków z owoców tropikalnych. Jest tu owoc smoczy, jest bardzo wyraźne mango, jest papaja, są kumkwaty, słodkie mandarynki, bardzo dojrzały ananas. W tle jest bardzo grzeczna zbożowość. I jak już człowiek zacznie się zastanawiać czy nie za bardzo to słodkie, nie za mdłe – wtedy pojawia się goryczka. Jedna z przyjemniejszych goryczek, z jakimi miałem w życiu do czynienia. Cytrusowa w charakterze, jednak nie chamsko grapefruitowo-albedowa, a raczej taka z połączenia żywicy z kumkwatem. Rewelacyjna rzecz, jak pragnę zdrowia! A jeśli już kiedyś na tym blogu byłeś, to wiesz jak bardzo nie znoszę nowofalowego psucia piwa w wykonaniu polskiego kraftu. Tutaj mamy do czynienia z majstersztykiem najwyższej próby.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA

Pop Up Pale Ale Oatmeal Pale Ale (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie bardzo wyraźne amerykańskie chmiele – sporo tu cytrusów (pomarańcze, grapefruity, limonki), niemało owoców egzotycznych (marakuja, papaja), nieco akcentów kwiatowych i odrobina słodu. W aromacie do głosu dochodzą również płatki owsiane. Mimo zastosowania amerykańskiego chmielenia, aromat jest harmonijny, nieprzesadzony, przyjemny.
Smak rozczarowuje. Jest wodnisty i płaski. Akcenty owocowe, odrobina zboża, trochę owsianki. Goryczka nie pojawia się od razu, nie jest zbyt intensywna, ale jest tego najgorszego sortu – namolna, tępa, obleśna. Ciężko będzie skończyć tę szklankę.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Smoke Smoked Pale Ale (12,7 Blg, IBU 11, pasteryzowane, niefiltrowane, wędzone drewnem gruszy) – w aromacie przede wszystkim wędzonka – jakbym wszedł do wędzarni, dawno temu, przed Świętami. Wędzone szynki, boczki, kiełbasy. Czuje się też, że ta wędzonka to wyraźnie na drewnie owocowym. Pewno w ciemno nie obstawiłbym koniecznie akurat gruszy, ale na pewno drewno owocowe. Poza tym, mnóstwo przerozkosznej słodowości, tony zboża. Ciężkie, dojrzałe owoce – pewno nawet gruszki, ale też jakby lekko przysuszone. Poza tym, jabłka, śliwki węgierki, echo czarnego bzu. Aromat bardzo stonowany, ale niezwykle miły dla nosa. Prosi się, żeby spróbować.
Smak zaskakująco pełny, przyjemny. Akcenty wędzonki trzymają się nieźle również w smaku. Dochodzi do nich bardzo smaczny, łagodny wędzony ser (nie oscypek), jest tam gorzka czekolada, są delikatne akcenty owocowe (suszone śliwki kalifornijskie), jest świeże siano. Goryczka jest wyraźna, ale świetnie wyważona – kontruje, punktuje, ale nie zalega, nie przeszkadza. Bardzo smaczne piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Cascadian Dark Ale (???) – ciemne, palone słody, a więc akcenty gorzkiej czekolady, kawy, przełamane są tu całkiem przyjemnym zestawem cytrusowo-żywicznym. Czarne żelki, nawet w stronę lukrecji. Fajnie ułożony, zachęcający aromat.
Smak przyjemnie pełny, z mnóstwem akcentów palonych, zbożowych, kakaowych, czekoladowych, kawowych. Gdyby nie równolegle tupiące po podniebieniu, choć raczej nieśmiałe, akcenty cytrusowo-żywiczne. Goryczka, która pojawia się dość niedługo, robi jednak krecią robotę całej kompozycji smakowej. Jest jakoś kiepsko skomponowana z całą resztą i po chwili zaczyna zalegać na podniebieniu. Z każdym łykiem coraz mniej sympatycznie.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Z tego wszystkiego wyszło, że znowu wypiliśmy przede wszystkim APA, o co zupełnie nie chodziło. Tak to jest ze spontanicznymi decyzjami zakupowymi. Na drugi raz trzeba sprawę dokładniej przemyśleć i zorganizować. I zabrać ze sobą okulary na zakupy. Co mają siedzieć w domu, w samotności… Ale nie wyszło źle. Pacific Pale Ale jeszcze długo będzie się nam śniło. Niesamowite piwo. Ciekaw jestem czy to – jak czasami się zdarza – nie kwestia chwili, sprzyjający układ sensoryczno-baryczno-towarzyski, czy rzeczywiście da radę obronić się pite drugi raz (bo na pewno będzie). Pięknie spisało się Smoke z Nepomucena. Inne Beczki idą swoim standardem, a jeśli chodzi o wyrób domowy – kto wie, może to CDA w towarzystwie innych, podobnych ciemnych ale wypadłoby lepiej. Może to kwestia skalibrowania podniebienia poprzednimi, jasnymi ale. Pite było jako ostatnie. Czas pokaże.

Tymczasem ranking dzisiejszy – jednogłośny – wygląda tak:

1. Pacific Pale Ale
2. Smoke
3. Domowe CDA
4. Pop Up Pale Ale


poniedziałek, 19 września 2016

I znowu pszenica po amerykańsku (cz. 2)




551. HedgeHog American Weizen (Brokreacja) 4,9%
552. Pony Express American Wheat (Faktoria) 5,7%
553. Topaz American Wiezen (Inne Beczki) 4,8%
554. Summer Memories American Wheat (Fabryka Piwa) 5,2%

Kontynuujemy przygodę z amerykańską pszenicą. Wbrew zapowiedzi, mamy dzisiaj cztery, a nie tylko trzy piwa, przy czyn dwa z nich to American weizen, czyli klasyczny bawarski styl nachmielony po amerykańsku, a dwa pozostałe to American wheat, czyli piwa bardziej zorientowane na chmiel, goryczkę. Powtarzać wątpliwości na ich temat nie będziemy, bo po co.

Mamy dzisiaj na stole piwo z serii HedgeHog – mimo zaklinania się niegdyś, że nigdy więcej HedgeHoga na naszym stole. Oto okazuje się, że wbrew temu, co sobie myśleliśmy, piwa z tej serii nie robi tylko nasz ulubiony browar kraftowy Kraftwerk. Co więcej, HedgeHog American Weizen już nam wpadło w szklanki – i zrobiło całkiem przyzwoite wrażenie. Czemu więc nie zestawić go z paroma innymi? No dobra, lejemy.

Przyzwoicie, jak na pszeniczne piwo przystało, spieniły się tylko Summer Memories i Topaz. Te dwa również klasycznie oblepiają ścianki szklanek. Piana na HedgeHog i Pony Express była minimalna i niemal natychmiast zredukowała się niemal do zera. Wszystkie cztery piwa już na pierwszy rzut oka wyglądają na piwa niefiltrowane, wszystkie mają niemal tę samą barwę, plus/minus pół odcienia. Najjaśniejsze jest Topaz, najciemniejsze Pony Express.

HedgeHog American Weizen (12 Blg, IBU 20, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) – w pierwszym rzucie aromaty cytrusowe, ale jest też melon, zielone jabłko, odrobina wosku, żywicy. Z czasem akcenty cytrusowo-żywiczne ustępują, pojawia się banan i cała reszta nutek klasycznych dla pszenicznego piwa. Zaskakująco miły i uporządkowany ten aromat. Smak jest znowu klasycznie pszeniczny przede wszystkim, choć od samego początku flanki obstawia cytrusowa goryczka. Jednak nie kłóci się tu ona z niczym, niczemu nie przeszkadza. Mogłoby jej nie być i piwo by na tym zyskało, ale i tak dość harmonijnie układa się z cała resztą. Myślałem, że nigdy tego nie powiem, ale w serii HedgeHog trafiło się całkiem przyzwoite piwo.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Pony Express American Wheat (13,1 Blg, IBU 29, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w PPHU Jarmand Marianna Kacprzak) – w aromacie powidła truskawkowe, jeżyny i pasta do podłóg, oraz pigwowce. Gumowy materac dmuchany. Aromat mało przyjemny, chaotyczny. Aromat owoców podchodzi pod owoce zepsute, lekko podgniłe. Słabo, mało obiecująco. Smak jest wodnisty, syntetycznie owocowy z mało przyjemną, dość agresywną goryczką. Jest tu też ta materacowa gumowatość, ble!
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Topaz American Weizen (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zodiak) – aromat rześki, a w nim świeży grapefruit, malina, herbata czarna z sokiem malinowym, jagody, kredki świecowe. Żelki Maynard’s Wine Gums, w syntetykę te owoce niebezpiecznie wpadają. W sumie ani to fajne ani niefajne – nie ma czym się zachwycić, ale też nie ma za co zganić. Zobaczymy co nam powie smak. A w smaku jest malinowo, cukierkowo (skittles?) i jest goryczka. Znowu intensywna, jak na piwo pszeniczne, znowu mało dopasowana w charakterze do reszty tego piwa. Duże wysycenie przeszkadza trochę w smakowaniu. Na samym końcu akcent gorzkich migdałów.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Summer Memories American Wheat (12 Blg, IBU 28, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie karmel, wanilia, fasolki wszystkich smaków, toffi. Znowu syntetycznie i mało zachęcająco. Z czasem toffi zaczyna dominować aromat. Pojawiają się akcenty tytoniu. Smak ma najpełniejszy, najmniej wodnisty z próbowanych dzisiaj piw. W nim akcenty orzechów włoskich, jeżyn, wiórków kokosowych. Odrobina akcentów tytoniowych. No i jest ta goryczka, która – podobnie jak w dwóch poprzednich piwach – nijak nie pasuje do charakteru piwa pszenicznego. No za cholerę nie. Szkoda, bo psuje to całkiem przyzwoite, fajne piwo. I to psuje je do tego stopnia, że zaczynamy debatować czy to jest ciągle „jeszcze raz to samo”, czy może jednak „jakoś je zmęczę”.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Ranking dzisiaj jest jednogłośny:

1. HedgeHog
2. Summer Memories
3. Topaz
4. Pony Factory

I chyba zrobimy sobie przerwę w popijaniu amerykańskiego piwa pszenicznego – czy w tym, czy tamtym stylu. Szkoda pary, lepiej sięgnąć po przyzwoity weizen albo klasycznego witbiera. I tego będziemy się trzymać.


środa, 31 sierpnia 2016

I znowu APA, APA, APA i APA



542. Amber APA (Browar Amber) 5,2%
543. Zissou APA (Inne Beczki) 5%
544. Sosnowe APA (Browar Miłosław) 4,8%
545. Jasny Grom APA (Browar Perun) 5,6%

Idziemy za ciosem, tych APA trzeba się pozbyć z piwnicy. Najchętniej poprzez własny układ pokarmowy, a w razie konieczności za pośrednictwem kanalizacji, w którą nasze mieszkanie wyposażyli mądrzy inżynierowie. Jakby przewidzieli, że piwo będzie się nią lało. Spryciugi.

Mamy dziś na tapecie ponownie cztery APA, w tym wspominane w ostatnim wpisie APA z Browaru Amber, które bardzo dobre wrażenie na nas zrobiło. Na nas, heretykach piwno-rewolucyjnej religii, nie lubiących durnego, amerykańskiego chmielenia. Za to lubiących dobre piwo.

Amber APA jest jedynym piwem w dzisiejszym zestawie, które wcześniej próbowaliśmy. Do pozostałej trójki podchodzimy z tradycyjnie, staropolsko otwartymi ramionami i równie otwartymi umysłami, a także całymi zastępami (również otwartych) kubków smakowych. Inne Beczki dawały nam już trochę radochy, Perun też miewał u nas dobre chwile. Miłosław dał się poznać jako wielkie niewiadomoco – raz im wyszło, raz nie wyszło, raz smakowało, raz do zlewu poszło. Tak więc, wszystko jest dziś możliwe. No i Miłosław ma dzisiaj przewagę nad pozostałymi już na starcie – uwarzyli swoje APA z dodatkiem pędów sosnowych, więc można spodziewać się większego urozmaicenia smaku i aromatu piwa.

Lejemy, obserwujemy jak się pieni. Na Jasnym Gromie piana pojawiła się tylko w postaci szczątkowej i zaraz jej nie było. Zissou APA też nie zachwyciło, ale tam już w miarę poprawna piana się wytworzyła i chwilę pozostała na powierzchni piwa. Piękna, gęsta i trwała piana pojawiła się na powierzchni Sosnowego APA z Miłosławia i APA z Ambera. W tym ostatnim przypadku piana od razu przystąpiła do oblepiania ścianek szklanki, zachowując się wręcz wzorcowo w tej sprawie. Lepsi niż my fachowcy mówią na to lejsink. Albo nawet lacing.

Na pierwszy rzut oka najbardziej mętnym piwem, najmniej przejrzystym jest Amber APA. Pozostałe też wskazują na zaniechanie filtracji, choć są nieco bardziej klarowne. Jeśli chodzi o barwę, to najgłębszy bursztyn ma Jasny Grom, o dwa tony jaśniejsze jest Amber APA. Pozostałe dwa są gdzieś pośrodku – między złotem a jasnym bursztynem.

Amber APA (12,1 Blg, IBU 35-40, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie ma wyraźną kolendrę, skoszoną pokrzywę, cały zestaw amerykańskiego chmielu – cytrusy i żywica – choć wyraźnie w umiarkowanych ilościach i dobrze dobrane w charakterze. Pod spodem zbożowość i odrobina miękkich owoców. Całość skomponowana bardzo sympatycznie. Po chwili pojawiają się akcenty toffi i trochę zioła. Tak, tego zioła. Fajne, ciągle fajne. Po tej chwili, znaczy.
Smak jest pełny, przyjemnie gęsty, pełen głębi. Jest tu przemiła zbożowość i akcenty owocowe, a chmiele robią tu za straż przyboczną, goryczka jest lekka, świeża w smaku, absolutnie nie zalega, nie przeszkadza. Świetne piwo, pije się je doskonale, i chce się jeszcze i jeszcze.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Zissou APA (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zodiak) – w aromacie jest dużo słabiej już na pierwszy niuch – są tu podgniłe cytrusy, miód sztuczny, jakaś zbożowość w tle. Chaos i pomieszanie. Nie, tutaj nie ma ani umiaru, ani porządku. Nieciekawie się zapowiada. Ale nie samym aromatem stoi piwo, więc go nie skreślamy. Póki co. Ostatecznie, ma ładną etykietkę.
Smak ma jakiś taki wodnisty, brak w nim głębi. Smakuje jak mocno podchmielona, gorzka woda, w której utopiono zgniłe brzoskwinie. Gorzkie, kwaśne, stęchłe. Dramat jakiś. Płyn do płukania gardła właściwie. Tylko że płyn się wypluwa, a piwo raczej wypadałoby połknąć. Robię to bez cienia przyjemności.
Ocena: DO ZLEWU

Sosnowe APA (12 Blg, IBU 37, EBC 17, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone z dodatkiem pędów sosny) – aromat niemal nie występuje, jest bardzo słaby. Jest tu pewna kwiatowość (kwiaty koniczyny), kwiatowo-owocowa słodycz. Kiepskie to i mało obiecujące. Gdybym na etykiecie nie przeczytał, że są w tym piwie pędy sosny, to pewno bym ich nie wyczuł. Owszem, jest tu jakaś sosnowa żywiczność, ale widocznie ma za słabe łokcie, by wyjść na plan pierwszy, czy choćby drugi. Po chwili zaczyna dominować ta charakterystyczna dla kiepskich piw chmielonych po amerykańsku mieszanka gnijących owoców egzotycznych, w tym głównie cytrusów. Słabe. Po jakiejś chwili pojawia się aromat konopi, oraz nie dający się pomylić z niczym smród zaszczanego kibla przy autostradzie. Obrzydlistwo.
Mimo oporów próbujemy smaku. Tu jest zaskakująco lepiej niż się można było spodziewać. Jest w nim trochę ciała, jest trochę akcentów owocowych, całkiem nawet przyjemnych – cierpka pomarańcza, kumkwat. Odrobina zboża. Spore wysycenie, może trochę za wysokie. Goryczka wali po podniebieniu, ale jest jakiś sens w jej kompozycji i jej układzie w stosunku do reszty smaku. Nawyznęcał się człowiek nad aromatem, a smak całkiem-całkiem.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Jasny Grom APA (13,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarach Regionalnych Wąsosz) – w aromacie rum, bakalie, rodzynki, marcepan i powidła śliwkowe – a wszystko to rozmemłane na sierści dawno nie mytego psa. No śmierdzi to i tyle, co tu się rozpisywać.
Spróbujmy jak smakuje, twardzi bądźmy. Smakuje to straszliwie – zgniły miąższ owocowy, który zaprawiono piołunową, rumiankową i szałwiową goryczą i dopilnowano, by przypadkiem odrobina CO2 się nie dostała do końcowego produktu – obleśne, oślizgłe, bez krztyny smaku. O przepraszam, smak jest. Taka gorycz niebieskiej pleśni niektórych kiepskiej jakości serów – pleśń i stęchlizna. Pestki moreli, sok ze zgniłego mango. Obrzydliwe.
Ocena: DO ZLEWU

Już na etapie analizy aromatu Amber znokautował konkurencję. Co do tego nie ma cienia wątpliwości. Przy całej naszej niechęci do amerykańskiego chmielenia, to piwo można postawić a wzór. Jest doskonałym dowodem na to, że nie mamy tak naprawdę nic przeciwko amerykańskim chmielom jako takim, mamy natomiast dużo przeciwko bezsensownie przesadnemu, bezmyślnemu amerykańskiemu chmieleniu. To bardzo ciekawa konstatacja, bo już zacząłem się obawiać, że ja w ogóle po prostu piwa nie lubię. Tak czy owak, przy Amber APA pozostałe piwa wypadają straszliwie blado. Po analizie aromatu, przelewanie piw przez podniebienie tylko tę opinię wzmocniło. Dzisiaj nie ma wątpliwości jak powinien wyglądać ranking. A właściwie wątpliwość jest, i to poważna. Nie wiemy – a odbyła się tu dość długa debata na ten temat – które piwo powinno zająć trzecie, a które czwarte miejsce. Obydwoje stwierdziliśmy, że nie chcemy tej wątpliwości rozstrzygać, gdyż wiązałoby się to z koniecznością wzięcia jeszcze co najmniej jednego łyka każdego z dwóch spornych piw. A tego robić nie chcemy. Dlatego dzisiaj nie ma trzeciego miejsca, są dwa czwarte ex aequo. Na pewno nie będziemy więcej pysków maczać w Zissou APA, czy w Jasnym Gromie. Co to, to nie. A od browarów oczekujemy zwrotu kosztów – płaciliśmy za piwo, a dostaliśmy szczyny, jak się okazało.

Dzisiejszy ranking jest jednogłośny, a wygląda następująco:

1. Amber APA
2. Sosnowe APA
3. ---
4. Zissou APA / Jasny Grom