Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąsosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wąsosz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 grudnia 2016

Klasyczna pszenica




592. Wąsosz Pszeniczne (Browar Wąsosz) 5,5%
593. Ryczyn Pszeniczne (Browar Probus) 5%
594. Bytów Pszeniczne (Bytów Browar Kaszubski) 4,5%
595. Landskron Weizen (Landskron Brau-Manufaktur) 5,5%

Dawnośmy nie pili porządnej pszenicy. A że w Po Robocie pojawił się weizen z niemieckiego browaru Landskron, to postanowiliśmy zebrać ekipę, wlać ją do szklanek i zobaczyć co w kraftowej trawie (pszenicy) piszczy. Pszeniczne z Landskron znamy i cenimy. Jak większość piw z tego browaru z Görlitz, niemal lokalnego przecież. Przynajmniej z naszego, dolnośląskiego punktu widzenia. A że nie piliśmy go już pewno z rok, uznaliśmy, że czas najwyższy odnowić znajomość.

Do towarzystwa zgarnęliśmy z porobotowych półek jeszcze trzy inne piwa w stylu klasycznego, niemieckiego weizena, ale pochodzące z kraftowych browarów w Polsce. I tak, pierwszy wybór to Wąsosz Pszeniczne, którego jeszcze nigdy nie mieliśmy na tapecie, a skoro okazja się nadarzyła, to czemu nie? Drugie piwo to Ryczyn z oławskiego browaru Probus, a więc również regionalnie-patriotycznie. Wreszcie Pszeniczne z Bytowa. Bez jakiegoś specjalnego powodu. Ot, była to jedna z możliwych opcji na pszeniczne piwo w Po Robocie tego dnia.

Otwieramy, nalewamy. Piana wszędzie typowo pszeniczniakowa – obfita, trwała, utrudniająca nalewania piwa do szklanek. Tylko w Bytowie dość wstydliwa dla tego gatunku piwa – niewiele jej, nietrwała, bez charakterystycznych dla pszenicznych piw, tworzących się z czasem gór i dolin. Zredukowała się dość szybko do cienkiej warstwy i tak już została. Wszystkie cztery piwa są poprawnie zmętnione, jednak znowu w Bytowie to zmętnienie jest najmniejsze.

Wąsosz Pszeniczne (12,8 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie mnóstwo akcentów zbożowych, nie tylko pszenicznych, sporo ziół, dojrzałe brzoskwinie, banany, morele, świeży chleb, drożdże, odrobina jabłek.
W smaku – zaskakująco pełnym i przyjemnym – miód, brzoskwinie, pszenica. Jest niejaka kwaskowość, ale też pojawia się dość szybko goryczka, ziołowa w charakterze, która odrobinę psuje radość smakowania, nie bardzo pasuje do całej reszty smaku. Nie jest to jednak dolegliwość na tyle istotna, by zdyskwalifikować piwo. Zdecydowanie chętnie sięgniemy po nie jeszcze raz.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Ryczyn Pszeniczne (11,8 Blg, IBU 12,5, niepasteryzowane, niefiltrowane) – nieprzyjemny, bagnisty akcent w aromacie, pasztet prochowicki, akcent ziemisty, odrobina miodu, mydło. Plus tradycyjne pszeniczne aromaty, ale schowane gdzieś w tle, pod dość przytłaczającymi ziemisto-bagienno-mydlanymi akcentami. Po chwili pojawiają się akcenty wafli ryżowych. Aromat nie powala, a wręcz przeciwnie.
W smaku przede wszystkim zielsko – kolendra, lubczyk i szczaw. Są tu też akcenty ciastek pełnoziarnistych, sporo drożdży. Niskie wysycenie i nieprzyjemna w charakterze, choć tylko lekko zaznaczona ziołowa goryczka nie pozwalają się jakoś specjalnie cieszyć smakiem tego piwa. Nie żeby trzeba było je zaraz do zlewu wylać, ale do zachwytu jest nam bardzo daleko.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Bytów Pszeniczne (10 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – klasyczny pszeniczny aromat – są tu banany, kolendra, lekka kwiatowość, odrobina skórki chleba, są drożdże, jest lekka słodka cytrusowość. Przyjemny, jak dotąd najfajniejszy aromat.
Smak jest pełny, przyjemny. Są w nim akcenty truskawek z kompotu, dojrzałych brzoskwiń, odrobina bananów, jest pewna kwaskowość, nie całkiem świeży chleb, trochę drożdży. Niby wszystko OK, ale jakiś ten smak niepoukładany, czegoś mu ewidentnie brakuje. Nie jest to złe piwo, ale znowu – chciałoby się wreszcie pozachwycać.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Landskron Weizen (pasteryzowane, niefiltrowane) – ma w aromacie akcenty wiśni, słodkich cytrusów, świeżo wypieczony chleb na zakwasie, banany, lekka kwaskowość, drożdże. Ładnie poukładane pszeniczne piwo.
Smak można sobie w jakimś Sevres postawić jako wzorzec smaku pszenicznego piwa. A już na pewno na tle dzisiejszej konkurencji takim się jawi. Piwo ma w sam raz ciała – jest nie za lekkie i nie za ciężkie. Ma wszystkie klasyczne akcenty piwa pszenicznego, a więc charakterystyczną zbożowość, owoce (głównie banany, ananasy, odrobinę jabłek), ma lekkie nutki chleba, biszkopta, drożdży. Balans pomiędzy słodyczą, kwaskowością i goryczką (minimalną) wydaje się wręcz idealny. Jest być może odrobinę zbyt wodniste, dobrze zrobiłoby mu trochę więcej ciała, ale to bodaj jedyny mankament.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Dzisiaj jednogłośnie:

1. Landskron
2. Wąsosz
3. Bytów
4. Ryczyn


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Lagerowo nie-koncernowo



514. Piwo Opata Jasne Pełne (Benedictus Memes Sp. z o.o.) 5,5%
515. Dobry Pasterz (Browar Wiślany) 6%
--- Wąsosz 12 (Browar Wąsosz) 5,2%
--- Orkiszowe (Browar Kormoran) 5,1%
516. Kormoran Jasny Niefiltrowany (Browar Kormoran) 4,9%
517. Lwówek Książęce (Browar Lwówek) 5,5%

Wakacje, urlopy, rozjazdy… A gdzie człowiek nie pojedzie, tam zerka na półkę z piwem, bo a nuż dają tam coś innego niż u nas. A jak zerka, to i wyzerka. Podczas pobytu na Mazurach, który właśnie wczoraj przeszedł do historii, poiliśmy się wyrobami Kormorana. Nie żebyśmy ich nie znali, ale w Mikołajkach dostawy były regularne, piwo z całą pewnością świeże, a sklep pod bokiem. W szlafroku można by właściwie na zakupy chodzić. No i dużo dobrego zrobił nam ten Kormoran – miło było, mimo takiej sobie pogody. Z kolei, w Zielonej Górze, kilka tygodni wcześniej, stanąłem oko w oko z Dobrym Pasterzem i Piwem Opata. I tak dalej…

I stało się, że na stole stanęły obok siebie piwa jasne, lagery – z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę – warzone w browarach regionalnych, nie mających nic wspólnego z koncernami i ich wyrobami. Lub też warzone Bóg wie gdzie, bo Piwo Opata postanowiło tę informację utrzymać w tajemnicy. Na kontretykiecie napisano tylko, że „wyprodukowano w Polsce dla Benedictus Memes Sp. z o.o.”  Niech im będzie. Ważne, że w Polsce.

Jedynym wyjątkiem dzisiaj na stole jest Orkiszowe z Kormorana, które tylko częściowo jest lagerem. Tak w połowie, mniej więcej. A w drugiej połowie piwem pszenicznym. W zasypie jest tu 55% słodu jęczmiennego i 45% słodu orkiszowego (taka tam odmiana pszenicy). Fermentacja składa się tu z dwóch etapów – najpierw robotę robią drożdże dolnej fermentacji, jak to w lagerze, a na drugim etapie rękawy zakasują drożdże fermentacji górnej – jak to w piwach pszenicznych, na przykład. A że nie mieliśmy dla tego piwa jakiegoś bardziej dobranego towarzystwa, postanowiliśmy je przetestować z lagerami.

Jest tu jeszcze Lwówek Książęce – piwo, które wspominam z łezką w oku jako niegdyś wzorzec piwa, a o którym moje kubki smakowe już zupełnie zapomniały. Takie powroty na stare śmieci potrafią być ryzykowne, bo niby browar ten sam, co kiedyś, ale przecież nie ten sam. Cóż, niech się broni, niech pokaże, że ciągle jeszcze może… Co ciekawe, na etykiecie producent podaje informację tylko o tym, że piwo jest „nieutrwalone”. Nie ma ani słowa o pasteryzacji i filtracji. Sądząc po klarowności, założyć można chyba, że jest filtrowane, ale niepasteryzowane. Szczególnie, że i termin przydatności do spożycia niezbyt długi. A może i filtracja tylko jakaś szczątkowa… Jak by nie było, ostateczny test przejdzie na podniebieniu.

Postanowiliśmy też wprowadzić do naszego bloga pewną innowację. Oprócz tradycyjnego rankingu na koniec każdej sesji, wprowadzamy ocenę każdego piwa z osobna. Jednak, jak na amatorów, lamerów i prześmiewców piwnej rewolucji przystało, nie będziemy tworzyć skali ocen, cmokać i zastanawiać się przy każdym piwie czy zasługuje na 7 punktów, czy to ciągle tylko 6. A może dać mu 6,5. Czy niby wszystko OK, ale odbiega od deklarowanego stylu, albo fajnie jest, ale ten deemesik przeszkadza, albo jakoś tak… Totalnie bez sensu i w gruncie rzeczy – wbrew pozorom – niewiele mówi o piwie. Nas interesuje przecież od samego początku czy piwo jest dobre, czy się nadaje, czy daje radochę, czy warto je znowu wrzucić do koszyka przy kolejnych zakupach. Dlatego nasza skala ocen jest zupełnie inna niż powszechnie przyjęte. Nasza skala jest (1) opisowa; zwięźle, bo zwięźle, ale opisowa; (2) poszczególne kategorie mają różne pojemności. Już wyjaśniam jak to działa:

Ocena najwyższa przyznawana jest bardzo wąskiej grupie piw, które totalnie i zupełnie zawróciły nam w głowie. Z doświadczenia wiemy, że takie piwa zdarzają się niezwykle rzadko, więc zbiór opatrzony nagłówkiem CUD, MIÓD, MALINA z pewnością w szwach pękał nie będzie. Nieco niższą oceną, kategorią półkę niżej jest JESZCZE RAZ TO SAMO – czyli wszystkie te piwa, które chętnie wypijemy raz jeszcze, które nam posmakowały, ale zbyt leniwi jesteśmy, żeby analizować czy piwo A posmakowało nam o punkt wyżej niż piwo B, a może o dwa i pół punktu. W nosie mamy takie dzielenie włosa na czworo. Tak więc ta kategoria będzie baaardzo pojemna, a znajdujące się w niej piwa już nie będą dalej różnicowane. Trzecią, również niezwykle obszerną kategorią będą piwa, które owszem, jak trzeba, to wypijemy, ale jakoś bez większego entuzjazmu i przyjemności. Któż z nas nie zna takich sytuacji – znajomy częstuje taką, nie przymierzając, Pierwszą Pomocą. Nie odmówimy przecież, wypijemy, ale żeby jakoś zakrzyknąć z radością, to raczej nie. Ta kategoria opatrzona została hasłem JAKOŚ JE ZMĘCZĘ. No i ostatnia kategoria, zupełnie bezkompromisowa i chyba niezbyt liczna, to piwa, które są absolutną pomyłką, a ich obecność na naszym stole jest li tylko chwilowa, jednorazowa, a ewentualne właściwości przeczyszczania kanalizacji jak najbardziej pożądane. Ta kategoria to po prostu DO ZLEWU. I tyle.

Tego typu system ocen wydaje się nam najbardziej praktyczny, a przyda się też w sytuacjach gdy mamy piwa różne gatunkowo (np. różne gatunki pochodzące z jednego browaru, smakowane podczas jednego posiedzenia), czy w przypadku jak dziś, gdy takie Orkiszowe wychyla się za bardzo w którąś stronę i nie przystaje do pozostałych. Tradycyjny ranking natomiast daje obraz tego, jak poszczególne piwa plasują się w stosunku do siebie w obrębie danej kategorii.

Zresztą, co tu sobie palce o klawisze obijać po próżnicy. Spróbujemy, zobaczymy jak zadziała. Jakby co, gdyby czytający te wypociny mieli jakieś zdanie, zapraszamy do komentowania pod spodem. Czynność ta zawsze jest mile widziana, choć moderowana, niestety. Takie czasy. Ludzie różne rzeczy wypisują.

Przystąpmy więc do pierwszej wakacyjnej sesji piwnej – nie-koncernowe lagery i coś jeszcze. Nawet jeśli w kolejce czeka kilkanaście tekstów powstałych w ostatnich dwóch miesiącach, a którymi zająć się czasu nie było. Ten wpis idzie na bieżąco, piwka osuszyliśmy wczoraj wieczorem.

Kapsle z głów, lejemy. Piana wręcz wzorcowa na każdym – gęsta, obfita, trwała. Lacing i takie tam. Piwa z Kormora na pierwszy rzut oka niefiltrowane, pozostałe klarowne, przejrzyste. Mimo że Wąsosz też deklaruje się jako piwo niefiltrowane. Barwa wszędzie bursztynowa, typowa dla lagerów. Wąsosz jest nieco ciemniejszy od reszty, Orkiszowe natomiast odrobinę jaśniejsze, co nie dziwi, biorąc pod uwagę cała tę pszenicę.

Piwo Opata (11,9 Blg, pasteryzowane) – w aromacie przede wszystkim zboże, miód, słodkie migdały, brzoskwinie, guma arabska i karmel. Po chwili pojawia się sok jabłkowy. W smaku bardzo łagodne, zbożowe, z mnóstwem miodu. Właściwie to za dużo tego miodu. Szczególnie, że po chwili ten smak miodu robi się coraz mniej przyjemny, coraz bardziej kartonowy. Gdzieś w tle wisi paskudna gorycz. Oj, słabe to piwo, słabe…
Ocena: DO ZLEWU

Dobry Pasterz (pasteryzowane) – aromat zbożowo-karmelowy, płaski, mało wyrazisty, za to z ogromną ilością gumy arabskiej. Słabo. Smak pełny, ale płaski. Nic się tu nie dzieje, nie ma nic. Jest słód, jest jakaś goryczka, ale w sumie człowiek pije i za diabła nie ma punktu zaczepienia, choćby pretekstu, by kubki smakowe zaciekawić. Bardzo słabiutkie piwo.
Ocena: DO ZLEWU

Wąsosz 12 (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – aromat słodu, jarzębiny, karmelu, odrobina gruszek. Aromat bardzo przyjemny. Smak dość płytki, choć grzeczny, ułożony. Jest tu trochę słodu, jest tu trochę owocowych estrów (o Boże!), jest delikatna, grzeczna goryczka. Mam jednak wrażenie, że to już tylko echo pierwszych warek, które jakiś rok temu (a może trochę dawniej) trafiły na nasz stół. Szkoda.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Orkiszowe (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – aromat ma zdecydowanie inny od pozostałych piw, jest on bardziej zbliżony do piwa pszenicznego (co dziwić nie powinno), są tam też płatki gryczane, akcenty kwiatowe – czarny bez, lipa. W smaku – pełnym, przyjemnym, wyrazistym – mnóstwo akcentów zbożowych, jest tu gryka, pszenica, słód jęczmienny. Czekoladowe batoniki zbożowe dla pakerów. Echo akcentów owocowych, coś jakby dojrzały agrest, trochę śliwki. Bardzo przyjemne piwo, dużo zyskuje przy bliższym poznaniu.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Kormoran Jasny Niefiltrowany (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane)  – mnóstwo chmielu (europejskiego, fajnego), truskawki z kompotu, pod tym wszystkim przyjemny słód. Pachnie zachęcająco. Smak pełny, zbożowy przede wszystkim, z delikatnymi akcentami owocowymi i przyjemną, świetnie dobraną – tak jeśli chodzi o moc, jak i rodzaj – goryczką. Bardzo dobra alternatywa dla koncernowych lagero-potworków.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Lwówek Książęce (12,1 Blg, nieutrwalone) – w aromacie kora dębu, młode orzechy włoskie, winne jabłka. Po chwili pojawia się gruszka i zaczyna dominować aromat. Pachnie dość podejrzanie, wszystko zależy od smaku. A w smaku jest lekko i owocowo. I są to owoce niewyszukane – jabłka, gruszki. Nie żeby coś było nie tak z jabłkami i gruszkami. Brakuje tu jednak jakiejś głębi, której oczekiwałby człowiek po tak renomowanym browarze. Słabo.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Ranking jest dzisiaj jednogłośny. Jeśli podejść do sprawy ortodoksyjnie, to pierwsze miejsce trzeba by wyrzucić – i mamy czysty obraz w jakiej kolejności smakowały nam dzisiaj nie-koncernowe lagery. A sam ranking? Oto on:

1. Orkiszowe
2. Kormoran Jasne Niefiltrowane
3. Lwówek Książęce
4. Wąsosz 12
5. Dobry Pasterz
6. Piwo Opata

Co by nie powiedzieć – Kormoran dzisiaj rządzi.


wtorek, 17 listopada 2015

IPA niejedno ma imię



334. Permon India Pale Ale (Pivovar Permon) 5,8%
335. Maorys Żytnie IPA (Browar Wielkopolski w Bojanowie) 5,5%
336. Nosferatu Black IPA (Raduga) 5,7%
337. Maxim Session India Pale Ale (Kraftwerk) 5,2%
338. Wrężel Simcoe Single Hop IPA (Wrężel) 7%

Niestrudzenie poszukujemy. W najbardziej zepsutej przez polskich domorosłych piwowarów kategorii, India Pale Ale, poszukujemy piwa, które da się wypić z przyjemnością. A przynajmniej bez obrzydzenia i odruchu szukania zlewu. Jak dotąd, udało się nam znaleźć co najwyżej kilka takich. Z reguły w tej kategorii mamy do czynienia z piwami, w których przeładowane, kiepsko zestawione, pewno też słabej jakości amerykańskie chmiele nie pozostawiają miejsca jakimkolwiek innym doznaniom aromatyczno-smakowym, a w najlepszym razie skutecznie je spychają na dalszy plan i psują radość smakowania piwa. Niestety, jesteśmy w mniejszości. Ich twórcy wkrótce znów pojawią się na kolejnym festiwalu piwa, poklepią się po plecach z twórcami równie obrzydliwych piwotworów, odtrąbią premierę czegoś nowego, będą koszulki, szklanki, otwieracze, rewolucyjni blogerzy się zachwycą, nagrody zostaną przyznane. I tylko nie wiadomo dlaczego coraz częściej słyszy się wśród piwoszy – nieśmiałe, póki co, ale jednak – przebąkiwania o tym, jak to fajnie byłoby napić się piwa, w którym będzie coś więcej niż tylko grapefruitowa gorycz. Widać piwna rewolucja jeszcze nie wyrosła z jednoczęściowych śpioszków i ciągle robi pod siebie, licząc na niewyczerpaną cierpliwość konsumentów.

Dość marudzenia. Kto wie, może dzisiaj, może właśnie w tej chwili stoi przede mną co najmniej jedno dobre piwo w stylu IPA. Kto wie…

A co przede mną konkretnie? Pięć różnych wariacji na temat stylu IPA. Mamy czeską wersję IPA. A że pochodzi z browaru Permon, to jest to klasyczna PIPA. Żytnie IPA o wdzięcznej nazwie Maorys (wszak oni tam - Maorysi, znaczy - nic innego nie piją, tylko żytnie IPA) z browaru w Bojanowie. Uważny czytelnik zauważył być może, że złamałem tu jedną ze swoich zasad, ale co tam, przychodzi kiedyś czas zapominania win, wybaczania błędów. No i taki czas właśnie nieśmiało puka do naszych drzwi. Poza tym, mamy dziś Nosferatu, Black IPA, czyli połączenie IPA i stouta, z grubsza rzecz biorąc. To piwo pochodzi z Radugi, jest jednym z „filmowych” piw stworzonych przez radugowych piwowarów. Stoi na stole Maxim, Session IPA z browaru Kraftwerk – niewyczerpanego źródła naszych piwnych frustracji. Ale kto wie, może wreszcie, może tym razem. Co prawda, zawartość alkoholu na poziomie 5,2% to co najmniej górna granica tego, co za „session” można by uznać, ale niech im będzie. Lubią się chłopaki uwalić szybciej niż później. De gustibus… Na koniec, mamy na stole Single Hop IPA, Simcoe z browaru Wrężel – piwo chmielone jednym tylko rodzajem chmielu. Taka piwna „singlovka”, jak swego czasu nasi czescy dostawcy określali whisky single malt. Tak czy owak, jeśli tylko jeden typ chmielu, to jest szansa na jakąś harmonię, jakieś poukładanie, jakiś ład na podniebieniu.

Nalewam. Piana wszędzie stosunkowo obfita, naturalna, dość szybko zredukowana do cienkiej warstwy. Najbardziej obfita i najtrwalsza w Nosferatu. No i pięknie. Raduga, jak dotąd, zawiodła boleśnie może tylko raz. A może nie tak bardzo boleśnie. Barwa – tutaj mamy dość sporą rozbieżność, jak można było się spodziewać. Wrężel i Maxim są najjaśniejsze, mają barwę bursztynową, Permon jest o jeden odcień ciemniejsze, Maorys brązowe, a Nosferatu – czarne, niemal nieprzenikliwe.

Wąchamy, pijemy. Czas najwyższy. Miejmy to już z głowy.

Permon IPA (niepasteryzowane, niefiltrowane) w aromacie ma przede wszystkim nachalny, gorzki grapefruit, trochę bardziej łagodnych cytrusów, pomarańczy, pewną żywiczność, woskowość. W smaku jest gorzkie, nagazowane, wodniste. Nutka smakowa surowej marchewki (z tych gorzkich) jest bodaj jedynym akcentem spoza cytrusowej goryczy, który da się znaleźć w smaku Permon IPA. Plus drzewo sandałowe. Takie z kadzidełek. Gorycz jest dominująca, zalegająca, nieprzyjemna. Nie chce się sięgać po kolejny łyk. Jeśli pominąć słowa nieprzyzwoite, to przy stole o tym piwie nie powiedziano nic. Cisza.

Maorys Żytnie IPA (15 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie ciasto drożdżowe (takie z kruszonką), kawa, palony słód, maślane, mleczne, słodkie karmelki, świeża chałka z masłem. Bardzo przyjemny, miły dla powonienia, złożony aromat. W smaku też jest przyjemnie – akcenty zbożowe, kawy z mlekiem, wyraźna i dominująca goryczka, ale tak skomponowana z resztą, że nie zabija innych akcentów. Da się na podniebieniu również znaleźć tę drożdżówkę z aromatu. Biorąc poprawkę na naszą niechęć do amerykańskich chmielów, to Maorys smakuje zaskakująco dobrze.

Nosferatu Black IPA (14,1 Blg, IBU 60, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie grapefruit, kawa, ciemna czekolada. Aromat jest bardzo stonowany, przyjemny. W smaku jest kawa, są cytrusy, palony słód, przypalony karmel. Jest też posmak słony, morski. No i nie ma tragedii, mimo iż zestawienie IPA i palonych słodów oznacza u nas zwykle pakowanie się do zlewu. Nie dzieje się tu wiele, ale jednak jest jakiś porządek, jakiś ład. A o to chodzi przede wszystkim.

Maxim Session IPA (14 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarach Regionalnych Wąsosz) – aromat lekko kwiatowy, perfumowy, nieco bagnisty. W aromacie nie dzieje się wiele, jest mało złożony, płaski. I na pewno nie porywa. Po chwili pojawiają się nutki galaretek w cukrze. W smaku jest cytrusowo gorzkie, ale ta gorycz jest przełamana owocową słodyczą (brzoskwinie, ananasy), co w efekcie daje zupełnie znośne doznania smakowe. Z Maximem jest problem – z jednej strony, jest piwem najmniej wyrazistym w dzisiejszej stawce, co oznacza, że nie zniechęca, nie odrzuca. Z drugiej strony, jest piwem tak bezpłciowym, że nie wiem czy warto o nim mówić.

Wrężel Simcoe Single Hop IPA (16,5 Blg, IBU 75, pasteryzowane, niefiltrowane) pachnie grzecznie cytrusami i żywicą, jak podano na etykiecie. Odrobina nutek lubczyka, soku pomidorowego, który z czasem staje się coraz bardziej wyraźny i dominujący. W smaku jest tu słodycz landrynek i kandyzowanej skórki pomarańczowej, przykryta wprawdzie przez grapefruitową gorycz, ale dzielnie dająca sobie z nią radę. Nie dzieje się tutaj wiele więcej.

Gdyby uprzeć się na ranking, to u mnie wygrywa Maorys. Zdecydowanie. Na drugim miejscu plasuje się Nosferatu. Na trzecim Wrężel Single Hop IPA. Poza podium znalazł się dzisiaj Maxim, a po piętach drepcze mu Permon. Wygląda na to, że nieliczne browary kraftowe działające u naszych czeskich braci, prezentują poziom dużo gorszy niż ich polskie odpowiedniki. No ale tam naprawdę muszą się postarać, żeby wyróżnić się na tle przyzwoitych lagerów robionych masowo przez znane i lubiane browary. A nie ma nic bardziej zgubnego, niż bardzo chcieć.

Najlepsza z żon mówi, że jej zdaniem wygrywa Maorys, na drugim miejscu plasuje się Wrężel, a na trzecim Maxim. Poza podium jest Nosferatu, a stawkę zamyka Permon. Wygląda więc na to, że zgadzamy się w całej rozciągłości, za wyjątkiem miejsca Nosferatu, które moim zdaniem zasługuje na wyższą pozycję.

Przy okazji znowu (!) wywiązała się dyskusja, czy skoro z założenia nie lubimy, nie chcemy, nie trawimy współczesnych środkowoeuropejskich IPA, czy w ogóle powinniśmy sobie zawracać nimi głowę. Czy nie powinniśmy odpuścić całkowicie, a skupić się na piwach, które nam bardziej podchodzą. Coś w tym jest, ale być może nie należy ustawać w poszukiwaniach. IPA z definicji wcale nie jest gatunkiem piwa, który trzeba odrzucić. Historia zna przypadki IPA, które nam wręcz smakowało. Nie wolno odpuścić, nie wolno ustać w poszukiwaniach. Choć na jakiś czas być może trzeba sobie dać z nimi spokój (napisał, w myślach przeszukując zawartość lodówki i wspominając wszystkie IPA, APA, AIPA i parę innych piwnych wynalazków chmielonych nowofalowo, które tam się znajdują…). Jedno jest pewne – następnym razem to na pewno nie będzie IPA.


wtorek, 10 listopada 2015

Wyspiarska nostalgia




324. Hen’s Tooth (Morland Brewing) 6,5%
Belhaven Scottish Ale (Belhaven Brewery) 5,2%
325. Fuller’s ESB (Fuller Smith & Turner plc) 5,9%
326. Bazyl (Beer City) 5,9%

Zapragnęliśmy przypomnieć sobie smak prawdziwego, wyspiarskiego ale. Nie jakichś mniej czy bardziej udolnych imitacji z Polski czy Czech, charakteryzujących się zwykle brakiem umiaru w stosowaniu wątpliwej jakości amerykańskich chmielów. Nie, my chcemy prawdziwego ale, bitter, czy jak go tam nie nazwać. Stąd na stole dzisiaj trzy butelki właśnie z Wysp – dojrzewające w butelce angielskie Hen’s Tooth, wielokrotnie nagradzane i wyróżniane Fuller’s ESB (Extra Special Bitter) z browaru w Chiswick, oraz znane i lubiane szkockie Belhaven Scottish Ale. Piwo to już u nas występowało, więc pozbawione zostało numeracji powyżej. Jako że nie porzucamy nadziei, iż być może kiedyś wreszcie znajdziemy jakiś polski browar, który zrobi przyzwoite piwo górnej fermentacji, do stawki dorzucamy dziś wyrób browaru kontraktowego Beer City z Krakowa, mianowicie piwo określane przez producenta jako golden summer bitter, Bazyl. Piwo wyróżnia się na półce bardzo ciekawą szatą graficzną etykiety, no i spore uznanie za nawiązania do rodzimej tradycji – zarówno w nazwie, jak i w grafice (choć niemiłosiernie gryzie w oczy znajdujące się na krawatce logo browaru, nawiązujące bezlitośnie do Sin City). Trzymamy kciuki.

Piana wszędzie taka sama – pojawia się dość obficie, natomiast redukuje się szybko i zalega na powierzchni piwa w postaci poszarpanej, cieniutkiej warstwy. Najbardziej trwała na Bazylu. Wszystkie cztery piwa mają typową dla bitter barwę głębokiego bursztynu. Bazyl jest niefiltrowane, co natychmiast pozytywnie rzuca się w oczy.

Hen’s Tooth (14,4 Blg) w aromacie ma wyraźny słód, chmiele, jałowiec, akcenty owocowe – brzoskwinie, truskawki, jeżyny, akcent dymu z cygara, mleczne akcenty typu krówki, toffi, śmietanka. Po jakimś czasie robi się biszkoptowo-morelowe z otwartym szeroko słoikiem kleju do znaczków na poczcie. Dawno nie byłem na żadnej poczcie – czy tam ciągle wystawiają słoiczek kleju z pędzlem w środku? W smaku pełne, wyraziste, owocowo-ziołowe, ziołowo-gorzkie, akcenty karmelu, odrobina gumy arabskiej, no i niestety, dość wyraźnie wyczuwalny alkohol. Szkoda, bo kompozycja aromatyczno-smakowa tego piwa dałaby mu duże szanse na miejsce medalowe w dzisiejszej stawce. Jak ostateczni będzie – zobaczymy. Do zlewu na pewno nie trafi.

Belhaven Scottish Ale – w aromacie przede wszystkim słodowa baza, akcenty ziołowe (majeranek?), suche, wytrawne akcenty chmielowe. Prażony słonecznik, kukurydza, maślany popcorn, słodki karmel, orzechy. W smaku bardzo przyjemne, gładkie, eleganckie. Słód, przyjemny karmel, lekka śmietankowość, akcent gorzkiej czekolady z orzechami i rodzynkami, odrobina chmielowych, bardzo przyjemnych nutek, które tonują słodycz, ale na pewno nie dominują. Bardzo przyjemne piwo do powolnego sączenia. Poukładane i grzeczne.

Fuller’s Extra Special Bitter Champion Ale (13,9 Blg) ma zapach bardzo nostalgiczny – taki zapach unosi się przy barze porządnego angielskiego pubu – te wszystkie piwa, które rozlały się podczas pompowania, lekko skwaśniałe, zmieszane z aromatami pubu i wszystkiego, co dzieje się wokół baru… nutki powideł truskawkowych, akcenty orzechowe, całe mnóstwo bardzo rozkosznego słodu, który tylko lekko skontrowany jest akcentami chmielu. W smaku przyjemne, pełne, gładkie. Przede wszystkim porządna baza słodowa, na jej tle akcenty ziołowe, świeże orzechy włoskie, miód, pieczone kasztany. Bardzo eleganckie piwo, którego chce się jeszcze i jeszcze.

Bazyl (13 Blg, IBU 45, niefiltrowane, pasteryzowane, warzone w Browarach Regionalnych Wąsosz) ma aromat bardzo wyrazisty, rześki - powidła śliwkowe, jarzębina, dzika róża, miód, delikatne akcenty żywiczne, suszone gruszki. Z czasem, ze wzrostem temperatury, coraz wyraźniejsze stają się mdłe akcenty żywiczne, politura, stolarski klej kostny. Na koniec pojawiają się dość wyraźne akcenty przemysłowej gumy z wtryskarki. Ale to dopiero wtedy, gdy piwo (wyciągnięte wszak z lodówki) osiąga temperaturę optymalną dla tego rodzaju piwa. W smaku na początku uderza fala akcentów rodem z kleju do znaczków i gumy arabskiej. Jakiś miechunko-podobny wosk, kwaśno-gorzka ziołowość. Ale przede wszystkim chaos. W smaku tego piwa tak naprawdę nie wiadomo o co artyście chodziło – czy chciał namalować Bitwę pod Grunwaldem, czy Guernicę. A wyszło jak renowacja chrystusowego oblicza w hiszpańskim kościółku w miasteczku Borja parę lat temu. Ot, taki piwny bohomaz wyszedł. Zalegająca na podniebieniu ziołowa gorycz wykrzywia gębę pijącego z maestrią godną pędzla 80-letniej Cecilii Gimenez. Nie o to nam chodziło, nie o to.

Ranking, ranking! Wygrywa Balhaven, na drugim miejscu Fuller’s, na trzecim Hen’s Tooth, na czwartym Bazyli. Dzisiaj to moje lepsza połowa wygłosiła swoją opinię jako pierwsza. Hmmm… Belhaven Scottish Ale już raz triumfowało podczas naszych piwnych wieczorków. Czy na pewno jest lepsze od ESB? Tutaj nie jestem pewien, pociągam kolejne dwa łyki (ha! wiadomo, że to tylko pretekst). Chyba jednak ESB ma za dużo – w porównaniu do Belhaven – gorzkawych, ciężkich akcentów. Wezmę jeszcze łyk dla pewności… Tak, wygrywa Belhaven Scottish Ale, na drugim miejscu plasuje się Fuller’s ESB. Co do trzeciego i czwartego miejsca, już od paru chwil nie miałem najmniejszej wątpliwości – na podium jest jeszcze miejsce dla Hen’s Tooth. Poza nim ląduje Bazyl. I tyle w temacie nadętych polskich kraftów.