Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gloger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gloger. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Po Robocie - tekst niesponsorowany



557. Basista (Browar Profesja) 5,9%
558. Pospolite Ruszenie (Browar Łańcut) 5,1%
559. Wołek (Browar Miedzianka) 5%
560. Nocne Antały Märzenbier (Browar Miejski Gloger) 5,2%
561. Wojtek (Browar Koneser) 5,5%

Na pierwszy rzut oka widać, że dzisiejszy zestaw to kompletnie różne, nie mającego ze sobą nic wspólnego, przypadkowo ustawione obok siebie piwa. Jest jednak pewien mały, acz ważny element, który je łączy. Z jego to właśnie powodu piwa te znalazły się dzisiaj u nas obok siebie. I dzisiaj właśnie taki zestaw przez podniebienia sobie przelejemy. A co to za element? Wszystko się za chwilę wyjaśni.

Zapowiada się nam mała blogowa rewolucja. Od początku istnienia naszego bloga wychodziliśmy z założenia, że będziemy próbowali tylko tych piw, które są do kupienia niejako przy okazji, bez wypuszczania się na specjalistyczne łowy. I było to bardzo fajne założenie, a jakie wygodne! Nie trzeba było podejmować niemal żadnego wysiłku, a materiału starczyło na grubo ponad pół tysiąca różnych piw, ponad 150 postów. Na dłuższą metę jednak okazało się, że uzależnienie od tego, co nam podrzuci Tesco, Intermarche, Auchan, czy Lidl narzuca nam trudne do zaakceptowania ograniczenia. Kupujemy to, co jest, nie mamy większego wpływu na dobór kolejnych zestawów, zmuszeni jesteśmy do wylewania do zlewu piw, które raczej słabo nam podchodzą, ale akurat one były dostępne, więc na nasz stół trafiły. Że o możliwości zestawienia kilku piw prezentujących ten sam lub podobny styl nie wspomnę.

Jednym z powodów, dla których trzymaliśmy się zasady przypadkowych zakupów był fakt, że w naszym pięknym mieście znaleźć można wiele ciekawych miejsc (mamy, na przykład, wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju, a co!), jednak specjalistycznego sklepu z piwem znaleźć się nie da. A przynajmniej jeszcze do wczoraj znaleźć się nie dało. Wczoraj sytuacja uległa zmianie, po raz pierwszy podwoje swe otworzył sklep Po Robocie (Świdnica, ul. Westerplatte 9), no a skoro jest sklep, a na dodatek otworzyli go i prowadzą znajomi – nie będziemy już więcej dawać zarobić wielkim, międzynarodowym koncernom. Od dziś wspieramy lokalną inicjatywę. I tyle.

Kilka chwil po otwarciu sklepu wpadłem do Po Robocie i zgarnąłem z półek kilka piw. Nie kierowałem się żadnym kluczem dotyczącym gatunków. Ot, wziąłem to, czego od jakiegoś czasu miałem ochotę spróbować, lub to, co polecił Jarek – właściciel sklepu. I tak, w ręce wpadł mi Wojtek, piwo o którym słyszałem dużo dobrego. Poza tym, historia samego niedźwiedzia Wojtka jest mi znana z relacji kogoś, kto Wojtka znał osobiście, więc tym bardziej. Dawno nie piliśmy nic z Glogera, a to jeden z tych browarów, które podbiły nasze serca i udowodniły, że najtrudniejsze gatunki piwne potrafi okiełznać i przekuć w coś pysznego. Stąd do torby powędrowały Nocne Antały, piwo marcowe z Glogera. Wołek z Browaru Miedzianka to piwo, które kiedyś, w jakimś multitapie przywróciło mi wiarę w istnienie dobrego piwa wśród jakichś pomyj kraftowych, którymi wypełniono nam wtedy szklanki. Zresztą, Miedzianka jeszcze nigdy nie zawiodła, dlaczego więc miałaby zawieść teraz?

Basista i Pospolite Ruszenie to z kolei rekomendacje Jarka. Wielką sympatią do Browaru Profesja nie pałam – zarówno do piwa (jakoś nie udało mu się mnie zachwycić), ani do samego browaru – ale skoro jest szansa zmienić to podejście, to ja jestem za. Gdyby Basista wiedział jaki ciężar spoczywa na jego ramionach… Co do Pospolitego Ruszenia, to nie wiem o nim nic. Podobnie jak i o Browarze Łańcut. No i chętnie się przekonam. Tym bardziej, że APA to jeden z tych gatunków, moim zdaniem, gdzie dość łatwo się wyłożyć, pójść na łatwiznę i kiepskie piwo zasypać chmielem. Ku radości niektórych, wśród których akurat mnie nie ma. A jeśli APA jest dobrze skomponowane, to potrafi być przepięknym, bogatym i złożonym piwem (patrz Amber APA). I tego właśnie będziemy szukali.

Naturalnie, jeśli nawet dzisiaj zdecydujemy się na koniec zestawić jakiś ranking, na pewno nie będzie to proste porównanie spróbowanych piw. Co najwyżej stwierdzenie po które z nich sięgnęlibyśmy po raz drugi chętniej, a po które mniej chętnie. Zresztą, jeszcze nie zdecydowano czy jakikolwiek ranking dzisiaj powstanie.

Tymczasem polejmy, spróbujmy, bo ten wstęp zdecydowanie za długi się robi.

Basista, American Parmhouse Ale (13 Blg, IBU 26, niepasteryzowane, niefiltrowane, przygotowane z wykorzystaniem trzech różnych drożdży, w tym dzikich) – w aromacie – przedziwnym, nazwijmy rzeczy po imieniu – akcenty naftowe, pasta do podłogi, cola, akcenty kwaskowate, przemieszane ze słodkimi. Wyraźne Marmite (taki angielski ekstrakt drożdżowy, którego nikt normalny jadł nie będzie).  Całe mnóstwo ziół – rumianek, lubczyk. Aromat jest co najmniej intrygujący. Zobaczymy co się wydarzy na podniebieniu.
Smak – no co ja tu będę dużo mówił, smak jest przekozak! Są w nim te wszystkie akcenty, które na nos się rzuciły, jest tam akcja, interakcja, nieustanne ruchy wojska na podniebieniu. Są tam akcenty słodkie, są ziołowe, jest jakaś pasta do podłóg, ale w wersji, układzie, kompozycji, która każe się tą pastą na podniebieniu cieszyć. Jest jakaś woskowość. Coś naprawdę fajnego, choć być może nie każdemu posmakuje – tak jest różne od standardowych, popularnych gatunków. Jak dla nas (bo tu zgadzamy się obydwoje) jest to odkrycie wieczoru.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Pospolite Ruszenie, Amerykańskie Pale Ale (12,9 Blg, IBU 36, niepasteryzowane, niefiltrowane) – aromat jest zdecydowanie chmielowy – są tu cytrusy, jest żywica, grapefruit sweetie, jest trochę kandyzowanych owoców egzotycznych – papaja, ananas – ale też są kwiaty, winne jabłka, papierówki. Wygląda na to, że Browar Łańcut wie jak stosować amerykańskie chmiele. Aromat jest przepyszny, bogaty, gęsty – ma się wrażenie, że sam aromat da się ugryźć.
Smak jest dokładnie taki, jak zapowiada aromat – pełny, złożony, głęboki. Są tu przede wszystkim owoce leśne, głównie bardzo dojrzałe, soczyste dzikie jeżyny, wanilia, toffi, kolendra, brzoskwinia, odrobina lubczyku. A wszystko to poukładane jak mało kiedy. Bo jak moja żona mówi: „Takie APA to ja mogę pić!” to nie są przelewki. Co to, to nie! A ona tak mówi! I ja się z nią zgadzam. Jest tam gdzieś goryczka, nie za wiele jej, ale stoi tam, gdzie jej miejsce, robi swoją robotę – inaczej piwo byłoby słodkim ulepkiem. A nie jest. Jest naprawdę dobrze. Cholera, drugie piwo i drugi zachwyt.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA (tutaj zaistniał pewien spór, ale to mój blog, ja tu decyduję; jak mówię, że cud, miód, malina, to cud miód i malina. I już)

Wołek, Kölsch (12,5 Blg, niepasteryzowane, niefiltrowane) – orzeźwiające akcenty – melon, agrest, czarny bez, akcenty mokrej, czarnej ziemi. Odrobina gruszek z kompotu i goździków. Prosi o wypicie, nie ma co do tego dwóch zdań.
Smak jest lekki, gryczany, słodowy, owocowy, są tu jabłka. Przy dwóch poprzednich piwach wypada dość blado, jakby tylko echo tego dobrego piwka z Miedzianki, które wcześniej pijaliśmy. Lekka kwaśność, wzmagająca wrażenie wysokiego nagazowania. Jakby Miedziance słabsza warka się trafiła.
Kategoria: SPRAWDŹMY PRZY OKAZJI CO Z TĄ WARKĄ, bo coś jest ewidentnie nie tak.

Nocne Antały, Märzenbier (13,8 Blg, IBU 25, niepasteryzowane) – w aromacie kolendra, akcenty lekko ziemiste, rumianek, wyprawiona skóra, mnóstwo zboża, nieco karmelu. Bardzo przyjemny aromat.
Smak – czysta poezja, symfonia delikatności i harmonii. Jest tu biszkopt, kawa, konfitura truskawkowa. Ogrom przepysznego zboża, prażony słonecznik, toffi, a przy tym lekkość i harmonia. W pewnym momencie wchodzą nutki ziołowe – tymianek, lubczyk. W Glogerze w dalszym ciągu wiedzą jak się robi doskonałe, świetnie poukładane piwo. I to jest wielka ulga, bo po natknięciu się na ich piwa w Tesco, zaczęliśmy się niepokoić, że może niekoniecznie ilość pójdzie w parze z jakością. Wszystko jednak jest tak, jak być powinno.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA. Stanowczo

Wojtek, Golden Ale (14 Blg, pasteryzowane, warzone na licencji Beartown Beer Company Ltd. w Browarze Kaszubskim) – ma aromat piękny, bogaty, głęboki, a w nim jeżyny, dojrzałe brzoskwinie, kandyzowane papaje, żywica sosnowa, odrobina ziół, np. tymianku. Piękny, zachęcający aromat, świetnie poukładany.
Smak zachwyca – jest pełny, głęboki. Są tu akcenty kandyzowania wielkiej ilości różnych owoców, jest zboże, w tym palone zboże, a więc lekko goryczkowe akcenty spalenizny, jest sporo żywicy, ziół, jest syrop na kaszel, jest jałowiec. Goryczka, która z tego wszystkiego wynika, jest naprawdę świetna, nawet ona tutaj ewoluuje na podniebieniu. Z czasem jest jej być może trochę za dużo. Co nie zmienia faktu, że jest to doskonałe, świetnie zestawione piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

No i tak, wyszło na to, że spędziliśmy wieczór z naprawdę dobrymi piwami. W różnych stylach, ale każde miało coś ciekawego do zaoferowania. No, może poza tym Wołkiem, który trochę rozczarował. Jednak wiemy, że Wołek jest inny, piliśmy go kilka razy i nigdy nie zwiódł, dlatego teraz nie będziemy się nad nim wyznęcać. Tak czy owak, jest do wypicia bez większego obrzydzenia. Natomiast wszystkie pozostałe albo ocierają się, albo są niebezpiecznie blisko doskonałości.

Przypominamy – piwa te, i wiele innych można kupić w sklepie Po Robocie, przy ulicy Westerplatte 9 w Świdnicy. Sklep się dopiero rozkręca, więc wspomóżmy. Na pewno na dłuższą metę wszyscy mieszkańcy okolicy tylko skorzystają na tym, że mamy taki sklep pod ręką.

Uprzedzając wszelkie wątpliwości – tekst nie jest sponsorowany, za wszystkie piwa zapłaciłem normalną cenę. I wszystkie były tak dobre, jak napisano powyżej. A fakt, że dwa pierwsze zostały mi polecone przez obsługę, świadczy o poziomie kompetencji tejże. No i zwyczajnie chce mi się wesprzeć taką inicjatywę, więc czynię to tak, jak potrafię.


niedziela, 31 stycznia 2016

Trzy razy AIPA, poproszę!



Atak Chmielu (Pinta) 6,1%
442. Bilet do Frisco (Browar Miejski Gloger) 6%
443. Wrężel AIPA (Browar Wrężel) 6,8%

Z zestawu Sympatie Glogera zostało nam jeszcze jedno piwo, Bilet do Frisco, American IPA, najmniej pożądany gatunek piwa na naszym stole. Prawda jednak jest taka, że już dzioby w Bilecie maczaliśmy i wiemy co wart jest ów Bilet – nie ma co się krzywić. A że w ostatnim czasie w naszym lokalnym Tesco pojawiło się Wrężel AIPA oraz nowa warka znienawidzonego pintowego Ataku Chmielu, postanowiliśmy się przekonać co tam, panie, nowego u pionierów piwnej rewolucji. Kto wie, może nauczyli się wreszcie warzyć piwo. Na pewno nauczyli się, że te kolorowe, lakierowane etykiety to koszmar festyniarstwa w najlepszym wydaniu. Etykiety Pinty pozbyły się lakieru, zmatowiały i wyglądają wreszcie w miarę elegancko. Nie etykieta jednak stanowi o piwie. Nalewamy.

Wszystkie trzy mają głęboką barwę bursztynową, jednak w trzech różnych odcieniach – najjaśniejsze jest Bilet do Frisco, a potem co pół tonu ciemniej, Wrężel AIPA i Atak Chmielu. To ostatnie to już o czerwonawe, wiśniowe odcienie się ociera. Piana najdłużej utrzymała się na Bilet do Frisco i tutaj też ładnie osadziła się na ścianach szklanki już podczas opadania. Najmniej apetyczna była na Ataku Chmielu – poszarpana, nieregularna, sporo średniej wielkości pęcherzyków. Na Wrężel AIPA zredukowała się równomiernie do cienkiej warstwy głównie drobnych pęcherzyków.

Atak Chmielu (15,1 Blg, IBU 58, pasteryzowane) pachnie zaskakująco dobrze i obiecująco. Wyraźna, ciężka, słodowa baza, nad którą unoszą się złowieszcze nuty cytrusowe i żywiczne. Sporo dojrzałych, słodkich owoców, takiej gęstej marmolady wieloowocowej. Są delikatne nutki spalenizny, palonego słodu. Pachnie nieźle. Zdecydowanie jest to inne piwo od tej warki, którą piłem jakiś rok temu. W smaku jest już nieco mniej optymistycznie – od samego początku atakują cytrusy. W pierwszej fazie to nawet przyjemne akcenty pomarańczowe, kandyzowana skórka pomarańczy, odrobina cytryny. Jednak po chwili uruchamiają się bardzo mocne, natrętne wręcz nuty grapefruitowego albedo. Da się wyczuć solidny słód z tymi akcentami owocowymi, które tak obiecująco pachniały, ale giną one natychmiast. Wystarczy ćwierć sekundy nieuwagi, żeby je w ogóle przegapić. Szkoda, bo zapowiadało się już nieźle. Tak czy inaczej, Pinta zrobiła spory postęp od mojej ostatniej przygody z Atakiem Chmielu. I polega on nie tylko na rezygnacji z tych dętych, pachnących wiejskim odpustem, lakierowanych etykiet.

Bilet do Frisco American IPA (15 Blg, IBU 51, niepasteryzowane) ma aromat wyraźnie lżejszy od poprzedniczki, mniej intensywne są tu akcenty cytrusowo-żywiczne, więcej bardzo przyjemnego zboża, mnóstwo owoców, jednak nie tak ciężkich, przywodzących na myśl marmoladę, jak powyżej. Są tu dojrzałe brzoskwinie, mandarynki, odrobina limonki. Smak jest pełny, słodki, owocowo-słodowy, poprzeplatany goryczkowymi (nie gorzkimi) akcentami amerykańskiego chmielu. Mnóstwo akcentów owoców egzotycznych, w tym kandyzowanych, są truskawki, morele, jest dobrze. Jedno z najlepiej poukładanych, smacznych AIPA, jakie wyszło z kadzi polskich piwowarów i trafiło do mojej szklanki.

Wrężel AIPA (16,5 Blg, IBU 70, pasteryzowane, niefiltrowane) – tutaj w aromacie jest jakiś lekki tytoń z cygar, nieco piołunu i generalnie ziół, trochę owoców tropikalnych, nieco żywicy, odrobina karmelu. Aromat nie porywa w żadną stronę – ani nie odrzuca, ani nie zachęca do sięgnięcia po szklankę. W smaku jest zaskakująco delikatnie. Jest tam przede wszystkim słód i zboże, wcale nie zagłuszone przez jakieś dzikie harce amerykańsko-chmielowe. Zdecydowanie mniej owocowych akcentów niż u poprzedników, większa wytrawność. Cytrusowo-żywiczne akcenty chmielowe są tu zupełnie ujarzmione. Piwu brakuje trochę wyrazistości, sprawia ogólne wrażenie takiego ubogiego krewnego – w stosunku do stojącego obok na stole Biletu do Frisco – ale dalej jest to szlachetna krew, a i to ubóstwo wcale jakoś w oczy (ani w podniebienie) nie razi. Pozytywne zaskoczenie.

Ranking dzisiaj bardzo łatwo ustalić. Wygrywa Gloger, co do tego nie ma dwóch zdań. Na drugim miejscu jest Wrężel, na trzecim Pinta. Werdykt znowu jest jednogłośny i długo nad nim nie trzeba było się zastanawiać. 


środa, 11 listopada 2015

Siła złego na jednego, czyli polski pszeniczniak walczy.



327. Dunkel Hirsch (Privatbrauerei Höss) 5,2%
328. Gloger Pszeniczne Ciemne (Browar Miejski Gloger) 5,2%
Paulaner Hefe-Weißbier Dunkel (Paulaner Brauerei) 5,3%
329. Schöfferhofer Hefeweizen Dunkel (Schöfferhofer) 5%

Dzisiaj ciemne pszeniczniaki. Styl piwa, który w gruncie rzeczy mógłby dla mnie nie istnieć. Styl, którego z reguły nie lubię. Ale przecież nie poddajemy się – zawsze znajdzie się taki piwowar, który wyczaruje coś dobrego w każdym, najbardziej nawet nudnym stylu. Są tacy, co nawet koźlaka potrafią dobrze zrobić (np. radomska Pivovaria), więc tym bardziej ciemnego pszeniczniaka.

Tak naprawdę, to postanowiliśmy dzisiaj wystawić pszeniczne ciemne z naszego ostatnio najbardziej ulubionego browaru, białostockiego Glogera, rzucić je na pożarcie niemieckim odpowiednikom. Nawet i z Bawarii, a co! Doszliśmy do wniosku, że krajowa konkurencja nie ma za bardzo szans z piwami z Białegostoku, więc postanowiliśmy skonfrontować je z Niemcami. Ostatecznie, kto potrafi robić porządne piwa pszeniczne lepiej niż niemieccy piwowarzy? Dlatego dzisiaj w szranki stanie Gloger Pszeniczne Ciemne i trzy piwa z Niemiec, w tym dwa z Bawarii. Niech sobie nasze chłopaki radzą. Albo niech ich pożre konkurencja. Zobaczymy co się wydarzy. Oprócz Glogera wystawiamy dzisiaj Dunkel Hirsch z browaru Höss w bawarskim Sonthofen, Schöfferhofer z Mainz w Nadrenii-Palatynacie, oraz znane wszystkim, popularne Paulaner z Monachium (Bawaria, jakby co).

Po nalaniu do szklanek okazuje się, że Schöfferhofer jest najjaśniejsze (albo najmniej ciemne), pozostałe trzy to klasyka gatunku, jeśli chodzi o barwę – ciemne, ciemnobrązowe.
Piana – z nalaniem do szklanek największe problemy robiły Schöfferhofer i Paulaner. Dunkel Hirsch nalało się grzecznie, spieniło, ale bez fajerwerków. Najmniej obfita piana pojawiła się na Glogerze.

Dunkel Hirsch zdecydowanie pachnie piwem pszenicznym na lekko palonym słodzie (co akurat zaskoczeniem nie jest, prawda?), aromat lekko kwaskowy, drożdżowy, może trochę nutek kwaśnych jabłek. W smaku jest lekkie, wręcz wodniste, nieco cierpkie, z akcentami słodu, lekkimi drożdżami, echem cytrusów. Smak jest bardzo subtelny i delikatny, może wręcz jest go trochę za mało. Jest jednak harmonijnie poukładany, przyjemny.

Gloger Pszeniczne Ciemne (13,5 Blg, niepasteryzowane) – w typowym aromacie piwa pszenicznego (słód pszeniczny, drożdże, subtelna kwaskowość) da się wyszukać akcenty ciemnych owoców – jeżyny, ciemne winogrona, słodka, bardzo przyjemna marmolada z ciemnych owoców, czarne porzeczki, porzeczkowe cukierki skittles. Bardzo miły dla nosa, złożony aromat. Na podniebieniu jest znowu lekko, owocowo (czarne porzeczki), po chwili na pierwszy plan wychodzi bardzo przyjemny, lekko palony słód, po czym subtelna, delikatna kontra chmielu. Smakuje jak deser porzeczkowy z herbatnikami. Nie wiem co pokażą pozostałe dwa piwa, ale Gloger znowu nie zawodzi, oj nie.

Paulaner Hefe-Weißbier (12,4 Blg) pachnie wytrawnym pszeniczniakiem – drożdże, słód pszeniczny, odrobina karmelu i niewiele więcej. Aromat jest surowy, szorstki, bez udziwnień. Nie żeby był nieprzyjemny. Bynajmniej. W smaku jest zdecydowanie mniej wielowymiarowo niż w przypadku poprzedników. Smak jest zdecydowanie bardziej wytrawny, nie ma żadnych zabaw z owocami – jest słód, drożdżowa kwaskowość, echo cytrusów i odrobinka chmielu. Piwo nie jest nieprzyjemne, jednak zdecydowanie bardziej płaskie od poprzedników.

Schöfferhofer Hefeweizen Dunkel (11,6 Blg) oprócz drożdży i pszenicy pachnie ciepło słodkimi pomarańczami, głównie kandyzowaną skórką z pomarańczy – ciężka słodycz złamana lekko kwaskowatością. Plus nieśmiałe nutki melona. W smaku jest dość wyraziste, choć i tutaj jest dość jednowymiarowo, płasko. Smak słodu, palonego słodu, drożdże, banany, być może melon, po czym lekka chmielowa goryczka.

Zanim ustawimy ostateczny ranking (który przecież sam się układa na bieżąco, wraz z kolejnymi szklankami unoszonymi do ust), próbuję każdego piwa po raz kolejny i kolejny, żeby upewnić się, że jestem obiektywny, że nie ustawiam wyniku pod z góry założoną tezę, pod pozasmakowe preferencje, wynikające z tego czy owego. Ale nie, wszystko się zgadza za każdym razem, gdy omywam podniebienie tym i tamtym piwem. U mnie wygrywa dziś Gloger Pszeniczne Ciemne. Co do tego nie ma cienia wątpienia. Jest to piwo najbardziej złożone, najbardziej wyraziste i harmonijne spośród smakowanej dzisiaj czwórki. Uwielbiam ten czarno-porzeczkowy akcent, który tam błąka się po podniebieniu. Na drugim miejscu postawiłbym Schöfferhofer Hefeweizen Dunkel, które tylko o włos wyprzedza Paulanera. Poza podium znajdzie się dzisiaj jeden z dwóch gości z Bawarii, Dunkel Hirsch. Trzeba jednak podkreślić, że jak generalnie nie lubię ciemnych pszenicznych, tak dzisiejsze piwka zawsze znajdą dla siebie przytulne miejsce w mojej lodówce. Nawet wyrzucę zalegające tam Perły, Kasztelany, czy Żubry, żeby tylko zrobić dla nich miejsce. Cholera, trzeba będzie niedługo znowu zrobić jakieś kraftowe IPA, AIPA, PIPA, SHIPA, BIPA, a nawet APA, żeby człowiek nie pomyślał, że na świecie jest tylko dobre piwo!

Okazuje się, że ten ranking wcale nie jest tak jednomyślny. Nie wolno zapominać, że jest nas tu dwoje. U mojej kobity wygrywa… Gloger (ha!). Drugi jest Paulaner, trzeci Schöfferhofer, a stawkę zamyka Dunkel Hirsch. No, to przynajmniej co do pierwsze i czwartego się zgadzamy. A to najważniejsze miejsca.

Zasnęła bidulka, zmorzona trudami dnia. No i dobrze, to ja dopiję Glogera. Nie będę musiał się dzielić...


niedziela, 1 listopada 2015

Znowu lagery



301. Pils (Browar Kraftwerk) 5,1%
302. Gloger Classic (Browar Miejski Gloger) 5,2%
303. Postřižinské Bogan (Pivovar Nymburk) 5,5%
Kormoran Jasny (Browar Kormoran) 4,9%

Dzisiaj wkraczamy w czwartą setkę opisywanych, porównywanych i ocenianych piw. Może by tak coś tam… Eee, świętować będziemy pierwszy tysiąc.

Obowiązująca na Dolnym Śląsku pogoda zamiast promować nadejście sezonu na piwa mocne, ciężkie, rozgrzewające, od dobrych paru dni podsyca nastroje pro-lagerowe. Zajrzeliśmy więc w czeluście i inne zakątki kryjące u nas piwo i wyciągnęliśmy całkiem niezły zastęp piw jasnych, lagerów. Zupełnie niechcący, wyciągając je jak popadnie, ustawiliśmy dzisiejszą stawkę – trzech polskich zawodników, w tym dwa piwa z browarów rzemieślniczych (Kraftwerk, Gloger) i jeden regionalny Kormoran Jasny. Czoła spróbuje im stawić przedstawiciel narodu, który wie dobrze jak się robi wyśmienite lagery – czeskie Postřižinské Bogan. Już po opstrykaniu butelek i nalaniu piwa do szklanek okazało się, że Kormoran Jasny już raz u nas występował, dlatego powyżej pozbawiony jest numeru.

Mogę się mylić, ale to chyba Pils warzony przez Kraftwerk (a właściwie przez Browary Regionalne Wąsosz dla Browaru Kraftwerk Sp. z o.o.) wywołał gdzieś tam w internetach dyskusję na temat tego, czy browarom kraftowym wypada warzyć lagery. Bo przecież lagery są fuj, są koncernowe, że krafty nie powinny, bo lager to przecież takie nierewolucyjne piwo. Naprawdę, marzy mi się rewolucja piwna, której celem będzie robienie dobrego piwa. Ani mniej, ani więcej. Niezależnie od wybranych przez piwowarów gatunków. Tymczasem mamy zwykle do czynienia z cudakami, których najczęściej zwyczajnie nie da się pić. Ot, rewolucja.

W przypadku kraftwerkowego Pilsa, z etykiety – skromnej, acz gustownej – dowiadujemy się, że piwo to powstało w kooperacji Browaru Kraftwerk i Kattowitzer Bräuhaus. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż warzone było w Browarach Regionalnych Wąsosz, lista płac, jaką musi wypełnić treścią konsument końcowy wydłuża się poza granice przyzwoitości, co ma odzwierciedlenie w ostatecznej cenie piwa. Miejmy nadzieję, że jest jej warte. Choć umieszczenie w centralnym miejscu etykiety informacji (po niemiecku), że piwo wyprodukowano zgodnie z Bawarskim Prawem Czystości z 1516r. każe podejrzewać, że coś więcej niż tylko wyśmienita jego jakość ma zdobyć mu przychylność piwoszy.

Bogan to harcerski pseudonim Bohumila Hrabala, postaci dość blisko związanej z browarem Nymburk, a podobizna pisarza zdobi etykietę piwa.

Wszystkie cztery piwa mają typową, lagerową jasno-złotą barwę, przy czym Postřižinské Bogan jest o pół tonu ciemniejsze od pozostałych. Wszystkie pokryły się poprawną, białą, naturalną pianą, która wydaje się najtrwalsza w szklance z Pilsem z Kraftwerka. To piwo jest też wyraźnie niefiltrowane – w szklance pojawiło się smakowite zmętnienie.

Pils Kraftwerk (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane), jak przystało na pils, pachnie zbożem, słodem, delikatnie chmielem. Nie ma tam żadnych fajerwerków aromatycznych, ale też nie ma żadnych, absolutnie żadnych nutek obcych, niepożądanych. Nie chwal dnia przed zachodem słońca, nie licz kurczaków zanim się nie wylęgną, a przysłowia mądrością narodów. Już po paru chwilach okazuje się, że aromat Pilsa z Kraftwerka chwalony był przedwcześnie. Pojawia się bardzo nieprzyjemny akcent stęchlizny, bagna. W smaku jest przede wszystkim słód, na drugim planie gorycz (nie goryczka). Po chwili słodowa baza ustępuje kwaśnym, coraz bardziej dominującym akcentom, a gorycz siedzi na podniebieniu i nie chce sobie iść. Paskudna, zalegająca gorycz, która przykrywa wszystko. Piwo jest słabe, kiepskie, nieprzyjemne.

Gloger Classic (12 Blg, niepasteryzowane) ma aromat pełniejszy, bardziej złożony. Jest tam oczywiście przede wszystkim słód i trochę chmielu, ale też jest pewna doza nutek owocowych (maliny) i śmietankowych. Po paru chwilach te dwa akcenty łączą się w wyraźny budyń malinowy. Nie żeby dominował, nie. Stanowi tylko dodatkowy wymiar. Bardzo przyjemne wrażenia. Smak Gloger Classic jest tak elegancki, jak etykieta na butelce – bardzo wyraźna, wyważona słodowa baza, delikatne akcenty owocowe, a chmielu dokładnie tyle i dokładnie takiego, jak trzeba, by zrównoważyć słodycz, a nie zniechęcić podniebienia do kolejnego łyka. I kolejnego. I kolejnego. Wszystko poukładane grzecznie, wyważone, wzorcowo wręcz zharmonizowane. Subtelne, wyrafinowane piwo. Żadnego chaosu, od początku do końca wiadomo o co w nim chodzi. Aż żal, że Białystok jest tak daleko.

Postřižinské Bogan oprócz obowiązkowego słodu i chmielu (znowu niewiele tegoż, co wadą absolutnie nie jest) ma w aromacie mniej przyjemne nutki kwaskowe i lekki zaciąg pasty do podłóg. Po chwili pojawiają się akcenty żółtych jabłek. Trzeba jednak jasno powiedzieć sobie – wąchanie Bogana nie jest ucztą dla nozdrzy. Sprawdźmy więc jak smakuje. Już po pierwszym łyku wiadomo, że… w smaku Postřižinské Bogan jest przebrzydłe. Słodko-kwaśne, obleśne, na koniec gorzkie. Mydlane. Do tego nadmiernie nagazowane. Owszem, są tam akcenty pieczonych jabłek, są śliwki i rodzynki. Nie da się o nim powiedzieć, że to piwo płaskie w smaku, jednak panujący tam chaos i dominacja nad wszystkim ciężkiej słodyczy, nieprzyjemnej kwasowości i zalegającej goryczy dyskwalifikuje je w naszych oczach.

Kormoran Jasny (12,5 Blg, pasteryzowane) pachnie słodem i chmielem, ale też ma wcale nie delikatne, wcale nie przyjemne akcenty kwaśnych jabłek i miodu. Po chwili pojawiła się nieśmiała nutka galaretki pomarańczowej, przypominająca do złudzenia żelki zatopione w legendarnej czekoladzie Studenckiej, przywożonej zza południowej granicy. Mimo zapewnień na etykiecie o mocnym chmieleniu, jakoś tego chmielu w dużych ilościach tutaj nie ma. W smaku jest to piwo o smaku kiepskiej jakości soku jabłkowego, doprawionego sokiem z surowej kapusty. Goryczka, która próbuje ratować sytuację, powoduje tylko jeszcze więcej szkód na podniebieniu. Jest płasko, a do tego nieprzyjemnie. A „nieprzyjemnie” jest tutaj klasycznym przykładem eufemizmu. To piwo jest obrzydliwe. Jest to piwo, w przypadku którego perspektywa wypicia samodzielnie całego pół litra przyprawia o ciarki. Jak dobrze, że parę metrów stąd jest zlew.

Wygrywa Gloger Classic. Co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. W kategoriach lekkoatletycznych, Gloger mija linię mety niemal równo z pozostałymi piwami, ale tamte mają jeszcze jedno okrążenie stadionu przed sobą. W kategoriach piwnych, na stole mamy tylko jedno piwo, które da się pić z przyjemnością. Na dalekim drugim miejscu plasuje się Kraftwerk Pils. Na dużo dalszym trzecim Postřižinské Bogan, któremu po piętach depcze Kormoran Jasny. Werdykt jest jednogłośny i nieodwołalny.