Pokazywanie postów oznaczonych etykietą browar miejski gloger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą browar miejski gloger. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Po Robocie - tekst niesponsorowany



557. Basista (Browar Profesja) 5,9%
558. Pospolite Ruszenie (Browar Łańcut) 5,1%
559. Wołek (Browar Miedzianka) 5%
560. Nocne Antały Märzenbier (Browar Miejski Gloger) 5,2%
561. Wojtek (Browar Koneser) 5,5%

Na pierwszy rzut oka widać, że dzisiejszy zestaw to kompletnie różne, nie mającego ze sobą nic wspólnego, przypadkowo ustawione obok siebie piwa. Jest jednak pewien mały, acz ważny element, który je łączy. Z jego to właśnie powodu piwa te znalazły się dzisiaj u nas obok siebie. I dzisiaj właśnie taki zestaw przez podniebienia sobie przelejemy. A co to za element? Wszystko się za chwilę wyjaśni.

Zapowiada się nam mała blogowa rewolucja. Od początku istnienia naszego bloga wychodziliśmy z założenia, że będziemy próbowali tylko tych piw, które są do kupienia niejako przy okazji, bez wypuszczania się na specjalistyczne łowy. I było to bardzo fajne założenie, a jakie wygodne! Nie trzeba było podejmować niemal żadnego wysiłku, a materiału starczyło na grubo ponad pół tysiąca różnych piw, ponad 150 postów. Na dłuższą metę jednak okazało się, że uzależnienie od tego, co nam podrzuci Tesco, Intermarche, Auchan, czy Lidl narzuca nam trudne do zaakceptowania ograniczenia. Kupujemy to, co jest, nie mamy większego wpływu na dobór kolejnych zestawów, zmuszeni jesteśmy do wylewania do zlewu piw, które raczej słabo nam podchodzą, ale akurat one były dostępne, więc na nasz stół trafiły. Że o możliwości zestawienia kilku piw prezentujących ten sam lub podobny styl nie wspomnę.

Jednym z powodów, dla których trzymaliśmy się zasady przypadkowych zakupów był fakt, że w naszym pięknym mieście znaleźć można wiele ciekawych miejsc (mamy, na przykład, wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju, a co!), jednak specjalistycznego sklepu z piwem znaleźć się nie da. A przynajmniej jeszcze do wczoraj znaleźć się nie dało. Wczoraj sytuacja uległa zmianie, po raz pierwszy podwoje swe otworzył sklep Po Robocie (Świdnica, ul. Westerplatte 9), no a skoro jest sklep, a na dodatek otworzyli go i prowadzą znajomi – nie będziemy już więcej dawać zarobić wielkim, międzynarodowym koncernom. Od dziś wspieramy lokalną inicjatywę. I tyle.

Kilka chwil po otwarciu sklepu wpadłem do Po Robocie i zgarnąłem z półek kilka piw. Nie kierowałem się żadnym kluczem dotyczącym gatunków. Ot, wziąłem to, czego od jakiegoś czasu miałem ochotę spróbować, lub to, co polecił Jarek – właściciel sklepu. I tak, w ręce wpadł mi Wojtek, piwo o którym słyszałem dużo dobrego. Poza tym, historia samego niedźwiedzia Wojtka jest mi znana z relacji kogoś, kto Wojtka znał osobiście, więc tym bardziej. Dawno nie piliśmy nic z Glogera, a to jeden z tych browarów, które podbiły nasze serca i udowodniły, że najtrudniejsze gatunki piwne potrafi okiełznać i przekuć w coś pysznego. Stąd do torby powędrowały Nocne Antały, piwo marcowe z Glogera. Wołek z Browaru Miedzianka to piwo, które kiedyś, w jakimś multitapie przywróciło mi wiarę w istnienie dobrego piwa wśród jakichś pomyj kraftowych, którymi wypełniono nam wtedy szklanki. Zresztą, Miedzianka jeszcze nigdy nie zawiodła, dlaczego więc miałaby zawieść teraz?

Basista i Pospolite Ruszenie to z kolei rekomendacje Jarka. Wielką sympatią do Browaru Profesja nie pałam – zarówno do piwa (jakoś nie udało mu się mnie zachwycić), ani do samego browaru – ale skoro jest szansa zmienić to podejście, to ja jestem za. Gdyby Basista wiedział jaki ciężar spoczywa na jego ramionach… Co do Pospolitego Ruszenia, to nie wiem o nim nic. Podobnie jak i o Browarze Łańcut. No i chętnie się przekonam. Tym bardziej, że APA to jeden z tych gatunków, moim zdaniem, gdzie dość łatwo się wyłożyć, pójść na łatwiznę i kiepskie piwo zasypać chmielem. Ku radości niektórych, wśród których akurat mnie nie ma. A jeśli APA jest dobrze skomponowane, to potrafi być przepięknym, bogatym i złożonym piwem (patrz Amber APA). I tego właśnie będziemy szukali.

Naturalnie, jeśli nawet dzisiaj zdecydujemy się na koniec zestawić jakiś ranking, na pewno nie będzie to proste porównanie spróbowanych piw. Co najwyżej stwierdzenie po które z nich sięgnęlibyśmy po raz drugi chętniej, a po które mniej chętnie. Zresztą, jeszcze nie zdecydowano czy jakikolwiek ranking dzisiaj powstanie.

Tymczasem polejmy, spróbujmy, bo ten wstęp zdecydowanie za długi się robi.

Basista, American Parmhouse Ale (13 Blg, IBU 26, niepasteryzowane, niefiltrowane, przygotowane z wykorzystaniem trzech różnych drożdży, w tym dzikich) – w aromacie – przedziwnym, nazwijmy rzeczy po imieniu – akcenty naftowe, pasta do podłogi, cola, akcenty kwaskowate, przemieszane ze słodkimi. Wyraźne Marmite (taki angielski ekstrakt drożdżowy, którego nikt normalny jadł nie będzie).  Całe mnóstwo ziół – rumianek, lubczyk. Aromat jest co najmniej intrygujący. Zobaczymy co się wydarzy na podniebieniu.
Smak – no co ja tu będę dużo mówił, smak jest przekozak! Są w nim te wszystkie akcenty, które na nos się rzuciły, jest tam akcja, interakcja, nieustanne ruchy wojska na podniebieniu. Są tam akcenty słodkie, są ziołowe, jest jakaś pasta do podłóg, ale w wersji, układzie, kompozycji, która każe się tą pastą na podniebieniu cieszyć. Jest jakaś woskowość. Coś naprawdę fajnego, choć być może nie każdemu posmakuje – tak jest różne od standardowych, popularnych gatunków. Jak dla nas (bo tu zgadzamy się obydwoje) jest to odkrycie wieczoru.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Pospolite Ruszenie, Amerykańskie Pale Ale (12,9 Blg, IBU 36, niepasteryzowane, niefiltrowane) – aromat jest zdecydowanie chmielowy – są tu cytrusy, jest żywica, grapefruit sweetie, jest trochę kandyzowanych owoców egzotycznych – papaja, ananas – ale też są kwiaty, winne jabłka, papierówki. Wygląda na to, że Browar Łańcut wie jak stosować amerykańskie chmiele. Aromat jest przepyszny, bogaty, gęsty – ma się wrażenie, że sam aromat da się ugryźć.
Smak jest dokładnie taki, jak zapowiada aromat – pełny, złożony, głęboki. Są tu przede wszystkim owoce leśne, głównie bardzo dojrzałe, soczyste dzikie jeżyny, wanilia, toffi, kolendra, brzoskwinia, odrobina lubczyku. A wszystko to poukładane jak mało kiedy. Bo jak moja żona mówi: „Takie APA to ja mogę pić!” to nie są przelewki. Co to, to nie! A ona tak mówi! I ja się z nią zgadzam. Jest tam gdzieś goryczka, nie za wiele jej, ale stoi tam, gdzie jej miejsce, robi swoją robotę – inaczej piwo byłoby słodkim ulepkiem. A nie jest. Jest naprawdę dobrze. Cholera, drugie piwo i drugi zachwyt.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA (tutaj zaistniał pewien spór, ale to mój blog, ja tu decyduję; jak mówię, że cud, miód, malina, to cud miód i malina. I już)

Wołek, Kölsch (12,5 Blg, niepasteryzowane, niefiltrowane) – orzeźwiające akcenty – melon, agrest, czarny bez, akcenty mokrej, czarnej ziemi. Odrobina gruszek z kompotu i goździków. Prosi o wypicie, nie ma co do tego dwóch zdań.
Smak jest lekki, gryczany, słodowy, owocowy, są tu jabłka. Przy dwóch poprzednich piwach wypada dość blado, jakby tylko echo tego dobrego piwka z Miedzianki, które wcześniej pijaliśmy. Lekka kwaśność, wzmagająca wrażenie wysokiego nagazowania. Jakby Miedziance słabsza warka się trafiła.
Kategoria: SPRAWDŹMY PRZY OKAZJI CO Z TĄ WARKĄ, bo coś jest ewidentnie nie tak.

Nocne Antały, Märzenbier (13,8 Blg, IBU 25, niepasteryzowane) – w aromacie kolendra, akcenty lekko ziemiste, rumianek, wyprawiona skóra, mnóstwo zboża, nieco karmelu. Bardzo przyjemny aromat.
Smak – czysta poezja, symfonia delikatności i harmonii. Jest tu biszkopt, kawa, konfitura truskawkowa. Ogrom przepysznego zboża, prażony słonecznik, toffi, a przy tym lekkość i harmonia. W pewnym momencie wchodzą nutki ziołowe – tymianek, lubczyk. W Glogerze w dalszym ciągu wiedzą jak się robi doskonałe, świetnie poukładane piwo. I to jest wielka ulga, bo po natknięciu się na ich piwa w Tesco, zaczęliśmy się niepokoić, że może niekoniecznie ilość pójdzie w parze z jakością. Wszystko jednak jest tak, jak być powinno.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA. Stanowczo

Wojtek, Golden Ale (14 Blg, pasteryzowane, warzone na licencji Beartown Beer Company Ltd. w Browarze Kaszubskim) – ma aromat piękny, bogaty, głęboki, a w nim jeżyny, dojrzałe brzoskwinie, kandyzowane papaje, żywica sosnowa, odrobina ziół, np. tymianku. Piękny, zachęcający aromat, świetnie poukładany.
Smak zachwyca – jest pełny, głęboki. Są tu akcenty kandyzowania wielkiej ilości różnych owoców, jest zboże, w tym palone zboże, a więc lekko goryczkowe akcenty spalenizny, jest sporo żywicy, ziół, jest syrop na kaszel, jest jałowiec. Goryczka, która z tego wszystkiego wynika, jest naprawdę świetna, nawet ona tutaj ewoluuje na podniebieniu. Z czasem jest jej być może trochę za dużo. Co nie zmienia faktu, że jest to doskonałe, świetnie zestawione piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

No i tak, wyszło na to, że spędziliśmy wieczór z naprawdę dobrymi piwami. W różnych stylach, ale każde miało coś ciekawego do zaoferowania. No, może poza tym Wołkiem, który trochę rozczarował. Jednak wiemy, że Wołek jest inny, piliśmy go kilka razy i nigdy nie zwiódł, dlatego teraz nie będziemy się nad nim wyznęcać. Tak czy owak, jest do wypicia bez większego obrzydzenia. Natomiast wszystkie pozostałe albo ocierają się, albo są niebezpiecznie blisko doskonałości.

Przypominamy – piwa te, i wiele innych można kupić w sklepie Po Robocie, przy ulicy Westerplatte 9 w Świdnicy. Sklep się dopiero rozkręca, więc wspomóżmy. Na pewno na dłuższą metę wszyscy mieszkańcy okolicy tylko skorzystają na tym, że mamy taki sklep pod ręką.

Uprzedzając wszelkie wątpliwości – tekst nie jest sponsorowany, za wszystkie piwa zapłaciłem normalną cenę. I wszystkie były tak dobre, jak napisano powyżej. A fakt, że dwa pierwsze zostały mi polecone przez obsługę, świadczy o poziomie kompetencji tejże. No i zwyczajnie chce mi się wesprzeć taką inicjatywę, więc czynię to tak, jak potrafię.


niedziela, 31 stycznia 2016

Trzy razy AIPA, poproszę!



Atak Chmielu (Pinta) 6,1%
442. Bilet do Frisco (Browar Miejski Gloger) 6%
443. Wrężel AIPA (Browar Wrężel) 6,8%

Z zestawu Sympatie Glogera zostało nam jeszcze jedno piwo, Bilet do Frisco, American IPA, najmniej pożądany gatunek piwa na naszym stole. Prawda jednak jest taka, że już dzioby w Bilecie maczaliśmy i wiemy co wart jest ów Bilet – nie ma co się krzywić. A że w ostatnim czasie w naszym lokalnym Tesco pojawiło się Wrężel AIPA oraz nowa warka znienawidzonego pintowego Ataku Chmielu, postanowiliśmy się przekonać co tam, panie, nowego u pionierów piwnej rewolucji. Kto wie, może nauczyli się wreszcie warzyć piwo. Na pewno nauczyli się, że te kolorowe, lakierowane etykiety to koszmar festyniarstwa w najlepszym wydaniu. Etykiety Pinty pozbyły się lakieru, zmatowiały i wyglądają wreszcie w miarę elegancko. Nie etykieta jednak stanowi o piwie. Nalewamy.

Wszystkie trzy mają głęboką barwę bursztynową, jednak w trzech różnych odcieniach – najjaśniejsze jest Bilet do Frisco, a potem co pół tonu ciemniej, Wrężel AIPA i Atak Chmielu. To ostatnie to już o czerwonawe, wiśniowe odcienie się ociera. Piana najdłużej utrzymała się na Bilet do Frisco i tutaj też ładnie osadziła się na ścianach szklanki już podczas opadania. Najmniej apetyczna była na Ataku Chmielu – poszarpana, nieregularna, sporo średniej wielkości pęcherzyków. Na Wrężel AIPA zredukowała się równomiernie do cienkiej warstwy głównie drobnych pęcherzyków.

Atak Chmielu (15,1 Blg, IBU 58, pasteryzowane) pachnie zaskakująco dobrze i obiecująco. Wyraźna, ciężka, słodowa baza, nad którą unoszą się złowieszcze nuty cytrusowe i żywiczne. Sporo dojrzałych, słodkich owoców, takiej gęstej marmolady wieloowocowej. Są delikatne nutki spalenizny, palonego słodu. Pachnie nieźle. Zdecydowanie jest to inne piwo od tej warki, którą piłem jakiś rok temu. W smaku jest już nieco mniej optymistycznie – od samego początku atakują cytrusy. W pierwszej fazie to nawet przyjemne akcenty pomarańczowe, kandyzowana skórka pomarańczy, odrobina cytryny. Jednak po chwili uruchamiają się bardzo mocne, natrętne wręcz nuty grapefruitowego albedo. Da się wyczuć solidny słód z tymi akcentami owocowymi, które tak obiecująco pachniały, ale giną one natychmiast. Wystarczy ćwierć sekundy nieuwagi, żeby je w ogóle przegapić. Szkoda, bo zapowiadało się już nieźle. Tak czy inaczej, Pinta zrobiła spory postęp od mojej ostatniej przygody z Atakiem Chmielu. I polega on nie tylko na rezygnacji z tych dętych, pachnących wiejskim odpustem, lakierowanych etykiet.

Bilet do Frisco American IPA (15 Blg, IBU 51, niepasteryzowane) ma aromat wyraźnie lżejszy od poprzedniczki, mniej intensywne są tu akcenty cytrusowo-żywiczne, więcej bardzo przyjemnego zboża, mnóstwo owoców, jednak nie tak ciężkich, przywodzących na myśl marmoladę, jak powyżej. Są tu dojrzałe brzoskwinie, mandarynki, odrobina limonki. Smak jest pełny, słodki, owocowo-słodowy, poprzeplatany goryczkowymi (nie gorzkimi) akcentami amerykańskiego chmielu. Mnóstwo akcentów owoców egzotycznych, w tym kandyzowanych, są truskawki, morele, jest dobrze. Jedno z najlepiej poukładanych, smacznych AIPA, jakie wyszło z kadzi polskich piwowarów i trafiło do mojej szklanki.

Wrężel AIPA (16,5 Blg, IBU 70, pasteryzowane, niefiltrowane) – tutaj w aromacie jest jakiś lekki tytoń z cygar, nieco piołunu i generalnie ziół, trochę owoców tropikalnych, nieco żywicy, odrobina karmelu. Aromat nie porywa w żadną stronę – ani nie odrzuca, ani nie zachęca do sięgnięcia po szklankę. W smaku jest zaskakująco delikatnie. Jest tam przede wszystkim słód i zboże, wcale nie zagłuszone przez jakieś dzikie harce amerykańsko-chmielowe. Zdecydowanie mniej owocowych akcentów niż u poprzedników, większa wytrawność. Cytrusowo-żywiczne akcenty chmielowe są tu zupełnie ujarzmione. Piwu brakuje trochę wyrazistości, sprawia ogólne wrażenie takiego ubogiego krewnego – w stosunku do stojącego obok na stole Biletu do Frisco – ale dalej jest to szlachetna krew, a i to ubóstwo wcale jakoś w oczy (ani w podniebienie) nie razi. Pozytywne zaskoczenie.

Ranking dzisiaj bardzo łatwo ustalić. Wygrywa Gloger, co do tego nie ma dwóch zdań. Na drugim miejscu jest Wrężel, na trzecim Pinta. Werdykt znowu jest jednogłośny i długo nad nim nie trzeba było się zastanawiać. 


wtorek, 26 stycznia 2016

Po belgijsku



434. Petrus Gouden Tripel (Brouwerij de Brabandere) 7,5%
435. Belgijski Zaciąg Belgian Blond Ale (Browar Miejski Gloger) 6,5%
436. Maredsous Blonde 6 (Abbaye de Maredsous) 6%
437. Miłosław Górnej Fermentacji (Browar Fortuna) 6%

Zebrała się w piwnicy belgijska czwórka, więc czas by rozlać, posmakować, ocenić. Kto wie, może nawet wśród nich jest jakieś dobre piwo. Mamy dzisiaj dwóch prawdziwych Belgów – Petrus Gouden Tripel i Maredsous Blonde 6, przeciwko którym wystawiamy naszego faworyta, Belgijski Zaciąg, jedno z czterech piw z limitowanej serii Sympatie Glogera, poświęconej pamięci Marszałka Piłsudskiego, oraz Miłosław Górnej Fermentacji. To ostatnie, co prawda, nie określa się samo jako belgijskie, ale myślimy sobie, że zastosowanie belgijskich drożdży górnej fermentacji wystarczy, by wystawić je właśnie w tej kategorii. Zresztą, nie musi to być dokładnie ten sam styl, co pozostałe. Niech broni się smak, aromat.

Kapsle z głów, lejemy. Piana najbiedniejsza na Miłosławiu – rachityczna jakaś, szybko znikła, śladu poważniejszego po sobie nie zostawiła. We wszystkich szklankach biała, jedynie u Glogera lekko kremowa. Najbardziej naturalna, najdrobniejsza, tworząca górki i doliny (oraz wzorcowy wręcz lacing) podczas opadania, na Maredsous. Na Petrusie i Glogerze – bez zarzutu.

Petrus jest ciemnosłomkowe, pozostałe trzy bursztynowe, przy czym Maredsous o pół odcienia jaśniejsze od polskich „Belgów”.

Petrus Gouden Tripel ma w aromacie jabłka, gruszki, zboże, lekko skwaśniałe cytrusy, trochę przypraw (goździki, cynamon, kolendra). Po paru chwilach robi się z tego mało przyjemny kwach. Odnosi się wrażenie, że to nie tylko cytrusy są nieco skwaśniałe, ale i te jabłka, i gruszki, a i zboże, które było w miarę sympatycznie czuć krótko po otwarciu butelki, teraz też pokryło się zgnilizną. Plus nutki ze starej, zleżałej beczki z kapustą kiszoną wątpliwej jakości. No, pić się tego nie chce. Smak jest lekki, za to bardzo alkoholowy. Alkohol uderza od samego początku. Jest w smaku również trochę zboża, jest mnóstwo jabłek, soku jabłkowego. No i kwas. Nieprzyjemnie, bardzo nieprzyjemnie.

Belgijski Zaciąg Belgian Pale Ale (15 Blg, IBU 20, niepasteryzowane) – powiew aromatu świeżego zboża, tak intensywny, że aż człowiek słyszy jak falują złote, dojrzałe łany. Twarda marmolada wieloowocowa, galaretki pomarańczowe w cukrze. Truskawki ze słodkiego kompotu. Niesamowicie apetyczny, wręcz porywający aromat. W smaku bardzo wyraźny słód, odrobina kawy zbożowej, zielona herbata, preparowany ryż. Trudno znaleźć tu akcenty owoców, które czuć było w aromacie, co nie zmienia faktu, że smak jest rewelacyjnie wręcz poukładany i piękny. Takie piwo mogę pić codziennie.

Maredsous Blonde 6 ma w aromacie zboże, banany, skórkę chleba, odrobinę kolendry, kardamonu. Jest też trochę miodu i nutki bardzo fajnej, aromatycznej pleśni z sera brie. Przyjemny aromat. Smak jest dość lekki, w nim sporo zboża, lekka kwaskowatość (roślinna w charakterze, coś bardziej w stronę szczawiu niż ewentualnie cytrusów). Jest tu też odrobina kolendry. Piwo raczej wytrawne, nie uwodzi bogactwem akcentów aromatyczno-smakowych, ale

Miłosław Górnej Fermentacji (13,2 Blg, pasteryzowane) śmierdzi bagienkiem, ulatniającym się z kuchenki gazem, a po paru chwilach, robi się nijakie.  Po paru kolejnych chwilach, ze szklanki pachnie opalaną nad gazem kurą na rosół. Trochę gazu (tak, tego z kuchenki), trochę drobiowej spalenizny, mokre resztki pierza. Obrzydliwie. W smaku przede wszystkim uderza wysokie wysycenie, sporo gazu, który na chwil parę paraliżuje kubki smakowe, oszukuje, że piwo nie jest złe. Sam smak, jak już przez bąbelki się człowiek przebije, jest trudny do określenia. Jest tu bardzo nieprzyjemna goryczka, zupełnie niepasująca charakterem do tego, co chyba ma tu robić za słodową bazę. Jakieś mało wyraziste i niezbyt przyjemne zboża, jakaś niefajna, buraczano-melasowa słodycz, jakieś zielsko. Hmmm, jest to trzecia butelka tego piwa w naszym domu – i z całą pewnością ostatnia.

Trudno nie odnieść wrażenia, że założeniem piwowarów z Miłosławia było uwarzenie właśnie belgijskiego pale ale, na co wskazywałyby belgijskie drożdże. Ale coś się po drodze walnęło, wyszedł ni pies, ni wydra, więc na wszelki wypadek nazwano to tak, jak nazwano – Miłosław Górnej Fermentacji. I pewno już więcej tego czegoś nie będzie, bo nie wierzę, by oni sami chcieli coś takiego pić.

Ranking:
1. Gloger Belgijski Zaciąg – piwo, które pozostałe trzy ma bardzo daleko za sobą
2. Maredsous Blonde 6 – poprawnie, ale nic ponadto
3. Petrus Gouden Tripel – słabo, spore rozczarowanie
4. Miłosław Górnej Fermentacji – Boże, uchowaj nas od takich piw!

Werdykt jednogłośny, przez obie strony ustalony bez większych problemów, bez potrzeby dzióbania w kolejne szklanki i mlaskania z mądrym wyrazem ciężkiego zastanowienia na twarzy.


wtorek, 5 stycznia 2016

Czterech nadmorskich bagażowych



398. Karty Na Stół (Browar Miejski Gloger) 9%
399. Komes Porter Bałtycki (Browar Fortuna) 9%
400. Ciechan Porter Grudniowy (Browar Ciechan) 9%
401. Lwówek Porter (Browar Lwówek) 8,5%

Dzisiaj pokładamy naszą nadzieję w tych browarnikach, w których jedyna nadzieja, jak się wydaje. Browary regionalne – ani to rzemieślnicze wygłupy, ani koncernowy kabaret. A że nie tak dawno trafiłem w pewnym sklepie na litrową buteleczkę limitowanej edycji czteroletniego Porteru Grudniowego z Browaru Ciechan (1700 numerowanych butelek), to nie mogłem pozwolić jej zarosnąć kurzem. Właściwie to powinienem, ale właśnie zaczął się nowy rok, spadł wreszcie śnieg, zrobiło się zimowo, a porter to przecież takie zimowe piwo…

W szranki stają u nas dzisiaj: kolejne piwo z limitowanej edycji Sympatie Glogera, uwarzonej przez Browar Miejski Gloger, poświęconej Marszałkowi Piłsudskiemu, a mianowicie porter bałtycki Karty Na Stół. Obok Marszałka na stole pojawi się Porter Bałtycki Komes z Browaru Fortuna, wspomniany już czteroletni Porter Grudniowy od Ciechana i Porter z Browaru w Lwówku Śląskim. Spośród nich dwa są dla nas nowością – nigdy jeszcze nie maczaliśmy dziobów w porterach od pana Jakubiaka, czyli z browarów Ciechan i Lwówek. Smakowany niedawno porter Karty Na Stół bardzo się nam spodobał, o czym już wspominałem w poprzednim wpisie. Z kolei, porter Komes z Browaru Fortuna zawiódł jakiś czas temu na całej linii. Była to jednak warka sprzed ponad roku, być może dwóch, kto wie w jakich warunkach przechowywana zanim do nas trafiła, a że nadzieja zawsze umiera ostatnia, tak i my optymistycznie patrzymy na przeznaczone na dzisiejszy wieczór butelki. W tym również na Komesa.

Tak na marginesie, ciągle nie rozumiem dlaczego współczesne portery muszą być tak mocne – okolice dziewięciu procent to naprawdę spora przesada. Pamiętam porter żywiecki (wiem, wiem, już o tym pisałem) z czasów, kiedy miał tylko nieco ponad sześć procent i był naprawdę pysznym piwem. Ale i cały Browar Żywiecki był zupełnie innym browarem. Komu to, panie, przeszkadzało?

Piana na Ciechanie, Komesie i Glogerze – obfita, gęsta, karmelowa, drobno- i średniopęcherzykowa. Najtrwalsza wydaje się być na Glogerze. Tutaj też pojawia się klasyczne oblepianie ścianek szklanki w rozkoszne esy-floresy. Piana na Lwówku bardzo wątła, jasna, szybko zanikająca. W przypadku Lwówka, barwa piwa jest najmniej ciemna, z rubinowymi przebłyskami. Pozostałe trzy są niemal nieprzenikliwie czarne.

Karty Na Stół (limitowana edycja Sympatie Glogera, 22 Blg, IBU 45, niepasteryzowane) – w aromacie zboże, karmel, orzechy laskowe, kakao, gorzka czekolada. Z czasem na plan pierwszy wychodzą kakao i orzechy. Pojawia się też akcent mandarynkowy. Smak aksamitny, gładki, a w nim na pierwszy plan natychmiast wychodzi wyraźna goryczka rodem z palonych słodów. Sporo spalenizny pałęta się po podniebieniu, goryczka wygasza się stopniowo, ustępując pola bardziej wyraźnej zbożowości (choć dalej palonej), gorzkiej kawie, czekoladzie. Nad tym wszystkim unosi się pewna dość nieśmiała słodycz, jakby cytrusowa w charakterze (kandyzowane skórki pomarańczy, kumkwaty?). Ogólnie, bardzo przyjemne piwo

Komes Porter Bałtycki 2015 (21 Blg, pasteryzowane) – w aromacie bardzo wyraźna kawa, karmel, toffi, mleczne cukierki z czekoladowym nadzieniem, trochę gumy arabskiej. Lekka sugestia leśnych grzybów. Prażony, a nawet lekko przypalony słonecznik. Smak jest słodki, trochę jak kawa z mlekiem, nutki rodzynek i karmelu, lekka kwasowość, jak z kwasu chlebowego, w tle przez cały czas przewijają się akcenty palonego słodu, przypalonego słonecznika. Bardzo fajne, przyjemne piwo. Pamiętam, że wcześniej smakowana warka, jakiś rok temu, wcale tak dobrego wrażenia nie zrobiła. Hmmm… Może trzeba kupić kilka butelek i zostawić w piwnicy do leżakowania?

Ciechan Porter Grudniowy (22 Blg, pasteryzowane, edycja limitowana, 1700 litrowych, indywidualnie numerowanych butelek, leżakowało „blisko cztery lata”, butelka nr 1465) – orzechy włoskie, słodzona kawa z odrobiną mleka, kakao, po chwili wychodzi też trochę gumy arabskiej, niestety. Smak jest od początku dość toporny, mało wyrafinowany, płaski. Palony słód, gorycz spalenizny, rozwodniona kawa, pewna kwaskowość na finiszu. Zdecydowanie za niskie nasycenie. Słabe, mdłe piwo, z rozbrykaną, niczemu nie służącą goryczą, którego nie chce się kończyć. Dobrze, że chociaż butelka fajna, przyda się na soki domowej roboty.

Lwówek Porter Bałtycki (18,1 Blg, pasteryzowane) – poza palonymi słodami i mleczną czekoladą, aromat zawiera akcenty niepokojąco sztuczne – galaretki pomarańczowe, oranżada, żelki owocowe. Po chwili ujawniają się nutki biszkoptowe. W smaku nieco mniej spalenizny niż u konkurencji, sporo starej, zleżałej brzoskwini, plus chemiczne, wyraźnie sztuczne, bardzo dziwaczne akcenty – ni to owocowe, ni to kwaskowe. Coś jak cukierki Skittles. Nie jest to w sumie jakieś straszne, nieprzyjemne, czy coś. Po prostu dziwne.

Ranking jest dziś jednogłośny i wygląda następująco:

1. Komes
2. Gloger
3. Lwówek
4. Ciechan

Kto wie, może niesłusznie zarzuciliśmy bojkot pana Jakubiaka.

A przy okazji – weszliśmy właśnie w piątą setkę.