Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świdnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świdnica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 grudnia 2016

Idzie zima - okołostoutowo



582. Bumelant (Browar Zakładowy) 4,7%
583. Sheep Szit (Birbant) 7%
584. RIS Blended Barrel Aged (Birbant) 10,5%
585. Coffie (Browar Świdnica) 5%

Poszedłem parę dni temu do Po Robocie i tym razem sięgnąłem na ciemną półkę. Pomyślałem sobie, że czas na stouty – zima idzie, trzeba przestawić się na ogrzewanie wewnętrzne. Przynajmniej częściowo. No a jak zobaczyłem co mi w rękę wpadło, to zdębiałem. Sheep Szit, proszę Państwa, Sheep Szit! Wędzone owczym gównem! Tak mówi etykieta, naprawdę. No i zamurowało mnie, bo nie tak dawno oskarżałem polskich kraftowców o brak jaj. A jednak niektórzy je mają. Ewidentnie! No naprawdę, bez dżołków, na śmiertelnie poważnie – wielki szacun, Birbant! Chylę nisko czoła i czekam na więcej. A jeśli jeszcze piwo okaże się smaczne… No ale co do tego, to zaraz się przekonamy.

No to bez emocji. Piwem, od którego zacząłem składanie dzisiejszego zestawu jest Sheep Szit, Smoked Extra Stout z Browaru Birbant. Słód do jego uwarzenia wędzony był, przynajmniej częściowo, nad owczymi bobkami, zbieranymi i suszonymi osobiście przez piwowarów z Birbanta. Przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja browaru. I ona mnie się podoba i jej się będę trzymał.

Tuż obok na półce stał inny produkt tego samego browaru – RIS Blended Barrel Aged. Do takiego leżakowania w dębowych beczkach po mocnych trunkach od zawsze nastawiony jestem sceptycznie. Jakoś nikt mnie nie przekona, że podczas kilku miesięcy cokolwiek sensownego może się wydarzyć na linii piwo-dębina. Co najwyżej piwo wypłucze ze zwęglonej warstwy drewna (beczki wypala się od wewnątrz, a przynajmniej tostuje, w zależności od rodzaju beczki i rodzaju trunku, który ma w niej leżakować) resztki tego, co w niej wcześniej leżakowało. Tak więc, w gruncie rzeczy, można by do piwa dolać trochę burbona, whisky, rumu, czy czego tam dusza zapragnie – i efekt byłby z grubsza ten sam. Ale jak ludkowie się lubują w ściemie na temat dojrzewania w beczkach dębowych po tym i po owym, to niech sobie mają. Ja nie mam nic przeciwko. Tutaj mamy do czynienia z mieszanką piw leżakowanych wcześniej w beczkach po burbonie, whiskey i rumie. Na dodatek to nie jakieś tam piwo, tylko gimbo-hipsterski Russian Imperial Stout (RIS) o powalającej mocy 10,5%, a więc nie w kij dmuchał. Przekonamy się za chwil parę czy ten RIS nas przekona do siebie, czy potwierdzi sceptycyzm – i do gatunku piwa i do faktu leżakowania. Chociaż, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to akurat dorzucenie do czekoladowo-kawowego profilu stouta akcentów rumu czy burbona wcale nie musi wyjść piwu na złe. Wcale, ale to wcale. Zastanawia mnie tylko kwestia techniczna – jako się rzekło, producent wymienia beczki po rumie, burbonie i whiskey. Właśnie tak, whiskey. Czyli że irlandzka, albo amerykańska z Tennessee (w odróżnieniu od Kentucky bourbon)? Nie szkocka whisky? Nie wiem, nie chce mi się dociekać, ale gdyby tam jeszcze dorzucić akcenty torfowo-dymne z beczki po jakiejś szkockiej whisky z Islay, mogłoby być jeszcze bardziej ciekawie. No nic, za chwilę się przekonamy.

Trzecim wyborem podczas ostatniej wizyty w Po Robocie był Bumelant z Browaru Zakładowego, piwo określane mianem Polskie Ciemne Ale. Tak więc, nie jest to stout, ale wydaje mi się, że wystarczająco blisko, by go w towarzystwie stoutów postawić. Poza tym, Browar Zakładowy dostaje dodatkowe punkty za oprawę graficzną i nazewnictwo swoich piw. Żadnego zadęcia na jakieś tam White Horse, Redemption Ale czy King of Hop, żeby daleko nie szukać. Bumelant, Fajrant, Kombinator, czy Pierwsza Zmiana brzmią zdecydowanie bardziej swojsko. No i – co nie bez znaczenia – o Bumelancie same dobre rzeczy słyszałem.

Na koniec to, co prędzej czy później było nieuniknione. Piwo z Browaru Świdnica. Dłużej nie można unikać spróbowania piwa robionego w mieście, w którym się mieszka. Nawet jeśli nic dobrego się o nim nie słyszało. A że dzisiaj na ciemno i stoutowo, wybór padł na Coffie z Browaru Świdnica, piwo określające się na etykiecie jako stout. Domyślam się, że nazwa ma być nawiązaniem do kawowych akcentów, charakterystycznych dla stoutów, choć nie wiem w jakim języku słowo kawa pisze się właśnie tak. Z drugiej strony, być może tok myślenia twórcy szedł zupełnie inną drogą i Coffie nie ma nic wspólnego z kawą. Podobnie jak szwedzka algfärssoppa to wcale nie zupa z alg, a z łosia. Tak czy owak, zobaczmy co ma do zaoferowania Browar Świdnica, wszak nie byle jaką tradycję piwowarską ma za sobą.

Lejemy. Piana na obydwu Birbantach – klasycznie stoutowo beżowa – pojawiła się i zniknęła. Nieco bardziej trwała była na Sheep Szit niż na RISie. Na Bumelancie pojawiła się obfita i stosunkowo trwała piana, która opadając okleiła ścianki szklanki. W przypadku Coffie pojawiła się dość dziwna, grubopęcherzykowa piana, również beżowa, która dość szybko zredukowała się do zera. Wąchamy i pijemy.

Bumelant Polskie Ciemne Ale (12 Blg, IBU 44, niepasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie kawa, orzechy laskowe, gorzka czekolada, coca-cola, lekko butwiejące jesienne liście, trawa.
Smak przyjemny, pełny. Draże kakaowe, czarna kawa, gorzka czekolada, palony słód. Goryczka chmielowa atakuje dopiero po chwili, jednak zachowuje się bardzo grzecznie. Siedzi na swoim miejscu, nie zalega, nie przeszkadza – ale też nikt nie może piwu zarzucić jej braku. Po chwili pojawiają się przyjemne akcenty ziołowe i biszkopty. Fajne, sympatycznie ułożone piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Sheep Szit Smoked Extra Stout (19,1 Blg, IBU 33, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zarzecze) – w aromacie przede wszystkim wędzony, lekko podkwaśniały oscypek, kawa rozpuszczalna. Wyobraźnię i skojarzenia trudno uwolnić od wiedzy na temat materiału opałowego, wykorzystanego do suszenia słodu – skojarzenie jest więc nieuchronnie z aromatem wnętrza szopy, w której schroniło się stado owiec. Poza tym, czekolada, podkwaśniałe mleko, ciastka digestive, akcenty ziemiste. Aromat intrygujący, sam w sobie jakoś niespecjalnie przyjemny. Z czasem przechodzi w zestaw nutek aromatycznych starego, zleżałego siana gdzieś w kącie wybiegu dla zwierząt gospodarskich. Z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Smak pełny, kremowy, ziemisto-dymny, z akcentami palonego słodu, gorzkiej czekolady, czarnej kawy, wędzonego oscypka, odrobiną siana, lukrecji, palonego karmelu. O ile aromat określiłem dwuznacznie jako „intrygujący”, o tyle smak nie pozostawia złudzeń – mamy w szklance dobre piwo. Bogate, złożone, dobrze zbalansowane. Ot, zaskoczenie.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Russian Imprerial Stout Blended Barrel Aged (24,5 Blg, IBU 50, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zarzecze) – jego aromat to przede wszystkim gorzelniany chuch menela. Poza tym, rum, czekolada, amaretto, cukierki kukułki, kakao z odrobiną mleka. Aromat z każdą chwilą układa się coraz grzeczniej, jest coraz bardziej przyjemny. A już z całą pewnością ten menel przestał nam chuchać w nos. Z czasem pojawiają się akcenty skondensowanego słodkiego mleka z puszki, przypalonego nieco, słodkiego karmelu. Bardzo fajny aromat, bardzo fajny.
Smak jest niewiarygodnie wręcz bogaty, słodki, a przy tym aksamitnie gładki. Ma się wrażenie, że do ust sobie człowiek wlewa płynną esencję cukierków kukułek. Są tu akcenty rumowe, czekoladowe, kakaowe, jest skondensowane słodkie mleko, syrop cukrowy, likier wiśniowy, tort czekoladowy, wanilia. Pięknie, rozkosznie. Całość skontrowana jest goryczką, taką kawowo-czekoladową. Nie ma ani śladu alkoholu. Doskonała rzecz.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Coffie Stout (12 Blg, IBU 30, niepasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie kawa – zimna, odstana zbożówka, mnóstwo ziaren, płatki gryczane, wafle ryżowe. Aromat nie powala w żadną stronę – ani to przyjemne, ani nieprzyjemne, jednak trąci cienizną i niedosytem.
Smak jest… pusty. Rozwodniona kawa, odrobina kaszy gryczanej – jakieś totalne popłuczyny z naczynia, w którym kiedyś piwo przechowywano. Cienkie, płaskie, bez wyrazu, bez charakteru, właściwie bez smaku. Obrzydlistwo.
Kategoria: DO ZLEWU

No i zaliczyliśmy, no i przeżyliśmy. Zarówno owcze gówno, jak i to coś ze świdnickiego browaru. Co prawda, przekrój gatunkowy smakowanych dzisiaj piw jest dość szeroki, jednak pokusimy się o ranking. U mnie wygrywa zdecydowanie RIS (o Boże, co ja mówię!). Okazuje się, że te dodatkowe akcenty rodem przede wszystkim z rumu naprawdę ładnie wpisują się w profil aromatyczno-smakowy tego piwa. A i sam materiał wyjściowy, samo piwo musiało być wysokiej jakości, skoro nie epatuje alkoholem, nie przeszkadza jego moc. Pozytywnym zaskoczeniem było gówniane piwo, choć aromat momentami dość sugestywnie przypominał o tym, skąd te oscypkowe nutki. Bumelant nie zawiódł. Co do Coffie – jak ktoś szuka pamiątek ze Świdnicy, niech sobie posążek dzika lepiej kupi. Tak więc mój dzisiejszy ranking wygląda następująco:

1. RIS Blended Barrel Aged
2. Sheep Shit
3. Bumelant
4. Coffie

Pytam połowicę co ona na to. A ona na to, że nie, że niekoniecznie. Że Coffie owszem, na końcu stawki (prawdę mówiąc, do zlewu trafiło 3/4 szklanki), że Bumelant trzeci, owszem, ale pierwsze i drugie miejsca jej zdaniem trzeba przestawić. No i niech jej będzie, protokół rozbieżności. Przecież nie pokłócimy się o piwo. Na pewno znajdziemy sobie lepszy pretekst.

Wszystkie piwa – również te z Browaru  Świdnica – do kupienia w sklepie Po Robocie, Świdnica, ul. Westerplatte 9. Na weekend jak znalazł.

niedziela, 23 października 2016

I znowu po robocie poszedłem do Po Robocie




[Tekst powstał odrobinę ponad tydzień temu, ale jakoś się nie złożyło...]

564. Sticklebract Singiel (Browar Maryensztadt) 5,5%
565. Hopsbant Fresh IPA (Browar Birbant) 6,7%
566. Piwo Ryżowe (Browar Wąsosz) 3,5%

Dzisiaj druga, nieco już skromniejsza odsłona zakupów w niedawno otwartym w Świdnicy sklepie Po Robocie (ul. Westerplatte 9, Świdnica). Tym razem piwka, o których nie miałem zielonego pojęcia, sięgając po nie na półkę. Podobnie jak poprzednio, nie mają one żadnego wspólnego mianownika, są przedstawicielkami trzech różnych stylów piwnych. Wszystkie trzy pochodzą z browarów kraftowych, co już na samym początku każe mi drżeć o przebieg dzisiejszego wieczoru. Na wszelki wypadek mam w lodówce ze dwie butelki Żywego z Browaru Amber, więc w razie potrzeby będzie można sięgnąć po coś sprawdzonego.

A dlaczego te, a nie inne piwka? Ano różnie. W przypadku Piwa Ryżowego z Browaru Wąsosz, zaintrygowała mnie najpierw etykieta, a potem informacje z tej etykiety – że tylko 9 Blg, że jedynie 3,5% vol., że z ryżem, wreszcie że to z Wąsosza. Wąsosz miewał w ofercie całkiem przyzwoite piwa, więc czemu nie dać szansę temu?

Sticklebract Singiel najpierw przyciągnęło moją uwagę mdłą, zupełnie nie rzucającą się w oczy kolorystyką, potem faktem, że jest to piwo zrobione na jednym słodzie i jednym tylko rodzaju chmielu. No a potem doczytałem skład, gdzie podano „słodY jęczmiennE”. Zgłupiałem, ale było już za późno, piwo już stało na ladzie i czekało na skasowanie. Poza tym, nie przypominam sobie kiedy ostatnio piłem coś z Browaru Maryensztadt, więc o taką decyzję było tym łatwiej. Swoją drogą, ciągle nie wiem czy tam były słody, czy tylko był tam słód.

Wreszcie Hopsbant Fresh IPA z Browaru Birbant. Tu chyba też zaczęło się od etykiety – trochę psychodelicznej, trochę przywodzącej na myśl beatlesowskie bazgroły z czasów Magical Mystery Tour. No i chyba złapali mnie tym „fresh”. Ja lubię jak jest świeżo i przyjemnie. Jakoś nawet te trzy niosące często zgrozę literki IPA nawet mnie nie odstraszyły tym razem. Zobaczymy co tam u Birbanta. Tam też dawno nie zaglądaliśmy.

Kapsle z głów, lejemy. Na wszystkich trzech poprawna piana drobnopęcherzykowa, zredukowana do cienkiej warstwy po kilku minutach. Najchętniej oblepia ścianki szklanki w przypadku Sticklebract Singiel. Jeśli chodzi o barwę, mamy dziś dość szeroki zakres – od bursztynowego Stickelbact Singiel, przez złote Hopsbant do słomkowego Ryżowego. Wszystkie trzy deklarują, że są niefiltrowane, jednak ten fakt jakoś specjalnie nie rzuca się w oczy w szklankach.

Sticklebract Singiel (13 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie cytrusy (głównie skórka pomarańczowa) i żywica, świeże siano, marakuja, dojrzałe brzoskwinie, zboże. Po chwili pojawia się gryka. Aromat robi się coraz bardziej przyjemny. Być może za krótko czekaliśmy po wyjęciu go z lodówki. I rzeczywiście – jeszcze kilka chwil i pojawia się więcej fajnego. Na przykład, melasowa, ciepła, przyjemna słodycz. Fajnie, smacznie pachnie to piwko. Cza go w dziób.
W smaku natychmiast uderza chmiel, pojawia się goryczka. Chyba zbyt intensywna i zbyt jednowymiarowa. Dopiero po chwili do głosu dochodzi zboże i odrobina ciężkich owoców egzotycznych. I tyle. Żadnej finezji, żadnego polotu. Ot, gorzkie piwo. Ani fajne, ani niefajne. Totalnie nijakie.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Hopsbant Fresh IPA (16,5 Blg, IBU 80, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zarzecze) – skórka grapefruitowa plus albedo tegoż przesłaniają wszystko, co mogłoby się tam jeszcze w aromacie zadziać. Spod spodu próbują wychynąć ciężkie, soczyste owoce egzotyczne i trochę tymianku. Ale nie mają łatwego zadania. Grapefruit zatłukł wszystko. Dopiero po jakiejś chwili zaczyna pojawiać się akcent zboża, odrobina żywicy, robi się mniej nieprzyjemnie. Akcent pieczonego korzenia pietruszki. Skorupki krewetek smażonych w całości na oliwie z oliwek. Ciągle jednak aromat nie zachęca. Nic to, nie damy się, posmakujemy. Ważne, że już nie odrzuca.
W smaku jest zaskakująco dobrze. Jest całe mnóstwo akcentów owocowych, takich egzotycznych owoców – i kandyzowanych i świeżych. Plus świeży słonecznik. No i wychodzi po chwili zboże. Goryczka zupełnie nie przeszkadza, nie ma jej za dużo, nie ma jej za mało. Cholera, kto by się spodziewał po aromacie, że tak będzie smakowało! Odszczekuję wszelkie malkontenctwo wyrażone przy analizie aromatu. Dobre piwo, bardzo dobre piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Piwo Ryżowe (9 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie przede wszystkim jaśminowe mydło toaletowe, guma balonowa, kwiatowa woda toaletowa mojej babci. Zapach bardzo przyjemny, miły. Ale nie jeśli ja mam coś takiego pić. Ucieszyłbym się gdyby tak pachniała toaleta w PKP, ale nie piwo, do diaska. Po kilku chwilach pojawia się nieco bardziej przyjemny (konsumpcyjnie przyjemny) aromat grapefruita. Czekamy dalej, ale w aromacie nie robi się wiele lepiej. Ciągle mamy do czynienia z zestawem perfumowo-kwiatowo-toaletowym. Całe szczęście, że ta toaleta czysta się wydaje. Spróbujmy jednak.
Smak ma bardzo lekki, delikatny, jednak zdecydowanie nie wodnisty, jak można by oczekiwać po tak niskiej zawartości ekstraktu. Zaskakująco dobry. Nutki cytrusowe, głównie pomarańcza (owoc, nie skórka), może jakieś rozwodnione mango. Da się wreszcie wyczuć ten ryż. Taki jaśminowy ten ryż, kwiatowy. Nie jest źle, smak nadrabia za nieszczęsny aromat. I to nadrabia z nawiązką. Lekkie, delikatne, orzeźwiające, a przede wszystkim nietuzinkowe piwo. No i chmielenie w sam raz – goryczka świetnie kontruje wszelkie słodycze. Jest fajnie.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

No i takie doświadczenie. Dwa piwa (Ryżowe i Hopsbant) mają ewidentny problem z aromatem. Mydlane akcenty Ryżowego i grapefruitowa domina w Hopsbancie jakoś nie zachęcały do niesienia piwa do ust. A tu bach – takie zaskoczenie. I w jednym i w drugim. Za to ten Sticklebract to jakaś pomyłka. Zdecydowanie pomyłka. Chyba jednak trzeba trochę pokombinować, pozestawiać, proporcje dobrać, żeby dobre piwo uwarzyć. Byle nie przekombinować

Dzisiaj żadnego rankingu nie ma – bo i niby jak? A które z tych trzech najchętniej jeszcze raz kupię? Pewno w lecie chętniej sięgnę po Ryżowe, a po Hopsbanta w porę bardziej ponurą i zimną. Ale trudno powiedzieć. Zbyt różne to piwa, by je zestawiać.

Przypomnę tylko jeszcze mieszkańcom Świdnicy i okolicy (ha! rym!), że piwek dostatek znajdą w zaprzyjaźnionym Po Robocie na ul. Westerplatte 9, co serdecznie polecam.

Jezus, Maria! Sam tam dawno nie byłem, a weekend tuż, tuż. Właściwie już.


piątek, 7 października 2016

Po Robocie - tekst niesponsorowany



557. Basista (Browar Profesja) 5,9%
558. Pospolite Ruszenie (Browar Łańcut) 5,1%
559. Wołek (Browar Miedzianka) 5%
560. Nocne Antały Märzenbier (Browar Miejski Gloger) 5,2%
561. Wojtek (Browar Koneser) 5,5%

Na pierwszy rzut oka widać, że dzisiejszy zestaw to kompletnie różne, nie mającego ze sobą nic wspólnego, przypadkowo ustawione obok siebie piwa. Jest jednak pewien mały, acz ważny element, który je łączy. Z jego to właśnie powodu piwa te znalazły się dzisiaj u nas obok siebie. I dzisiaj właśnie taki zestaw przez podniebienia sobie przelejemy. A co to za element? Wszystko się za chwilę wyjaśni.

Zapowiada się nam mała blogowa rewolucja. Od początku istnienia naszego bloga wychodziliśmy z założenia, że będziemy próbowali tylko tych piw, które są do kupienia niejako przy okazji, bez wypuszczania się na specjalistyczne łowy. I było to bardzo fajne założenie, a jakie wygodne! Nie trzeba było podejmować niemal żadnego wysiłku, a materiału starczyło na grubo ponad pół tysiąca różnych piw, ponad 150 postów. Na dłuższą metę jednak okazało się, że uzależnienie od tego, co nam podrzuci Tesco, Intermarche, Auchan, czy Lidl narzuca nam trudne do zaakceptowania ograniczenia. Kupujemy to, co jest, nie mamy większego wpływu na dobór kolejnych zestawów, zmuszeni jesteśmy do wylewania do zlewu piw, które raczej słabo nam podchodzą, ale akurat one były dostępne, więc na nasz stół trafiły. Że o możliwości zestawienia kilku piw prezentujących ten sam lub podobny styl nie wspomnę.

Jednym z powodów, dla których trzymaliśmy się zasady przypadkowych zakupów był fakt, że w naszym pięknym mieście znaleźć można wiele ciekawych miejsc (mamy, na przykład, wpisany na listę UNESCO Kościół Pokoju, a co!), jednak specjalistycznego sklepu z piwem znaleźć się nie da. A przynajmniej jeszcze do wczoraj znaleźć się nie dało. Wczoraj sytuacja uległa zmianie, po raz pierwszy podwoje swe otworzył sklep Po Robocie (Świdnica, ul. Westerplatte 9), no a skoro jest sklep, a na dodatek otworzyli go i prowadzą znajomi – nie będziemy już więcej dawać zarobić wielkim, międzynarodowym koncernom. Od dziś wspieramy lokalną inicjatywę. I tyle.

Kilka chwil po otwarciu sklepu wpadłem do Po Robocie i zgarnąłem z półek kilka piw. Nie kierowałem się żadnym kluczem dotyczącym gatunków. Ot, wziąłem to, czego od jakiegoś czasu miałem ochotę spróbować, lub to, co polecił Jarek – właściciel sklepu. I tak, w ręce wpadł mi Wojtek, piwo o którym słyszałem dużo dobrego. Poza tym, historia samego niedźwiedzia Wojtka jest mi znana z relacji kogoś, kto Wojtka znał osobiście, więc tym bardziej. Dawno nie piliśmy nic z Glogera, a to jeden z tych browarów, które podbiły nasze serca i udowodniły, że najtrudniejsze gatunki piwne potrafi okiełznać i przekuć w coś pysznego. Stąd do torby powędrowały Nocne Antały, piwo marcowe z Glogera. Wołek z Browaru Miedzianka to piwo, które kiedyś, w jakimś multitapie przywróciło mi wiarę w istnienie dobrego piwa wśród jakichś pomyj kraftowych, którymi wypełniono nam wtedy szklanki. Zresztą, Miedzianka jeszcze nigdy nie zawiodła, dlaczego więc miałaby zawieść teraz?

Basista i Pospolite Ruszenie to z kolei rekomendacje Jarka. Wielką sympatią do Browaru Profesja nie pałam – zarówno do piwa (jakoś nie udało mu się mnie zachwycić), ani do samego browaru – ale skoro jest szansa zmienić to podejście, to ja jestem za. Gdyby Basista wiedział jaki ciężar spoczywa na jego ramionach… Co do Pospolitego Ruszenia, to nie wiem o nim nic. Podobnie jak i o Browarze Łańcut. No i chętnie się przekonam. Tym bardziej, że APA to jeden z tych gatunków, moim zdaniem, gdzie dość łatwo się wyłożyć, pójść na łatwiznę i kiepskie piwo zasypać chmielem. Ku radości niektórych, wśród których akurat mnie nie ma. A jeśli APA jest dobrze skomponowane, to potrafi być przepięknym, bogatym i złożonym piwem (patrz Amber APA). I tego właśnie będziemy szukali.

Naturalnie, jeśli nawet dzisiaj zdecydujemy się na koniec zestawić jakiś ranking, na pewno nie będzie to proste porównanie spróbowanych piw. Co najwyżej stwierdzenie po które z nich sięgnęlibyśmy po raz drugi chętniej, a po które mniej chętnie. Zresztą, jeszcze nie zdecydowano czy jakikolwiek ranking dzisiaj powstanie.

Tymczasem polejmy, spróbujmy, bo ten wstęp zdecydowanie za długi się robi.

Basista, American Parmhouse Ale (13 Blg, IBU 26, niepasteryzowane, niefiltrowane, przygotowane z wykorzystaniem trzech różnych drożdży, w tym dzikich) – w aromacie – przedziwnym, nazwijmy rzeczy po imieniu – akcenty naftowe, pasta do podłogi, cola, akcenty kwaskowate, przemieszane ze słodkimi. Wyraźne Marmite (taki angielski ekstrakt drożdżowy, którego nikt normalny jadł nie będzie).  Całe mnóstwo ziół – rumianek, lubczyk. Aromat jest co najmniej intrygujący. Zobaczymy co się wydarzy na podniebieniu.
Smak – no co ja tu będę dużo mówił, smak jest przekozak! Są w nim te wszystkie akcenty, które na nos się rzuciły, jest tam akcja, interakcja, nieustanne ruchy wojska na podniebieniu. Są tam akcenty słodkie, są ziołowe, jest jakaś pasta do podłóg, ale w wersji, układzie, kompozycji, która każe się tą pastą na podniebieniu cieszyć. Jest jakaś woskowość. Coś naprawdę fajnego, choć być może nie każdemu posmakuje – tak jest różne od standardowych, popularnych gatunków. Jak dla nas (bo tu zgadzamy się obydwoje) jest to odkrycie wieczoru.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Pospolite Ruszenie, Amerykańskie Pale Ale (12,9 Blg, IBU 36, niepasteryzowane, niefiltrowane) – aromat jest zdecydowanie chmielowy – są tu cytrusy, jest żywica, grapefruit sweetie, jest trochę kandyzowanych owoców egzotycznych – papaja, ananas – ale też są kwiaty, winne jabłka, papierówki. Wygląda na to, że Browar Łańcut wie jak stosować amerykańskie chmiele. Aromat jest przepyszny, bogaty, gęsty – ma się wrażenie, że sam aromat da się ugryźć.
Smak jest dokładnie taki, jak zapowiada aromat – pełny, złożony, głęboki. Są tu przede wszystkim owoce leśne, głównie bardzo dojrzałe, soczyste dzikie jeżyny, wanilia, toffi, kolendra, brzoskwinia, odrobina lubczyku. A wszystko to poukładane jak mało kiedy. Bo jak moja żona mówi: „Takie APA to ja mogę pić!” to nie są przelewki. Co to, to nie! A ona tak mówi! I ja się z nią zgadzam. Jest tam gdzieś goryczka, nie za wiele jej, ale stoi tam, gdzie jej miejsce, robi swoją robotę – inaczej piwo byłoby słodkim ulepkiem. A nie jest. Jest naprawdę dobrze. Cholera, drugie piwo i drugi zachwyt.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA (tutaj zaistniał pewien spór, ale to mój blog, ja tu decyduję; jak mówię, że cud, miód, malina, to cud miód i malina. I już)

Wołek, Kölsch (12,5 Blg, niepasteryzowane, niefiltrowane) – orzeźwiające akcenty – melon, agrest, czarny bez, akcenty mokrej, czarnej ziemi. Odrobina gruszek z kompotu i goździków. Prosi o wypicie, nie ma co do tego dwóch zdań.
Smak jest lekki, gryczany, słodowy, owocowy, są tu jabłka. Przy dwóch poprzednich piwach wypada dość blado, jakby tylko echo tego dobrego piwka z Miedzianki, które wcześniej pijaliśmy. Lekka kwaśność, wzmagająca wrażenie wysokiego nagazowania. Jakby Miedziance słabsza warka się trafiła.
Kategoria: SPRAWDŹMY PRZY OKAZJI CO Z TĄ WARKĄ, bo coś jest ewidentnie nie tak.

Nocne Antały, Märzenbier (13,8 Blg, IBU 25, niepasteryzowane) – w aromacie kolendra, akcenty lekko ziemiste, rumianek, wyprawiona skóra, mnóstwo zboża, nieco karmelu. Bardzo przyjemny aromat.
Smak – czysta poezja, symfonia delikatności i harmonii. Jest tu biszkopt, kawa, konfitura truskawkowa. Ogrom przepysznego zboża, prażony słonecznik, toffi, a przy tym lekkość i harmonia. W pewnym momencie wchodzą nutki ziołowe – tymianek, lubczyk. W Glogerze w dalszym ciągu wiedzą jak się robi doskonałe, świetnie poukładane piwo. I to jest wielka ulga, bo po natknięciu się na ich piwa w Tesco, zaczęliśmy się niepokoić, że może niekoniecznie ilość pójdzie w parze z jakością. Wszystko jednak jest tak, jak być powinno.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA. Stanowczo

Wojtek, Golden Ale (14 Blg, pasteryzowane, warzone na licencji Beartown Beer Company Ltd. w Browarze Kaszubskim) – ma aromat piękny, bogaty, głęboki, a w nim jeżyny, dojrzałe brzoskwinie, kandyzowane papaje, żywica sosnowa, odrobina ziół, np. tymianku. Piękny, zachęcający aromat, świetnie poukładany.
Smak zachwyca – jest pełny, głęboki. Są tu akcenty kandyzowania wielkiej ilości różnych owoców, jest zboże, w tym palone zboże, a więc lekko goryczkowe akcenty spalenizny, jest sporo żywicy, ziół, jest syrop na kaszel, jest jałowiec. Goryczka, która z tego wszystkiego wynika, jest naprawdę świetna, nawet ona tutaj ewoluuje na podniebieniu. Z czasem jest jej być może trochę za dużo. Co nie zmienia faktu, że jest to doskonałe, świetnie zestawione piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

No i tak, wyszło na to, że spędziliśmy wieczór z naprawdę dobrymi piwami. W różnych stylach, ale każde miało coś ciekawego do zaoferowania. No, może poza tym Wołkiem, który trochę rozczarował. Jednak wiemy, że Wołek jest inny, piliśmy go kilka razy i nigdy nie zwiódł, dlatego teraz nie będziemy się nad nim wyznęcać. Tak czy owak, jest do wypicia bez większego obrzydzenia. Natomiast wszystkie pozostałe albo ocierają się, albo są niebezpiecznie blisko doskonałości.

Przypominamy – piwa te, i wiele innych można kupić w sklepie Po Robocie, przy ulicy Westerplatte 9 w Świdnicy. Sklep się dopiero rozkręca, więc wspomóżmy. Na pewno na dłuższą metę wszyscy mieszkańcy okolicy tylko skorzystają na tym, że mamy taki sklep pod ręką.

Uprzedzając wszelkie wątpliwości – tekst nie jest sponsorowany, za wszystkie piwa zapłaciłem normalną cenę. I wszystkie były tak dobre, jak napisano powyżej. A fakt, że dwa pierwsze zostały mi polecone przez obsługę, świadczy o poziomie kompetencji tejże. No i zwyczajnie chce mi się wesprzeć taką inicjatywę, więc czynię to tak, jak potrafię.