niedziela, 24 kwietnia 2016

Czego to ludzie z pszenicy nie uwarzą



Hoegaarden (InBev) 4,9%
467. Pszeniczna Bomba (Browar Pivovaria) 5,1%
468. Rebel Pszenica Dubeltowa (Browar Sulimar) 8%
469. Po Godzinach Koźlak Pszeniczny (Browar Amber) 6,2%

Wpisy coraz rzadziej, bo i nie ma o czym za bardzo pisać. Zdolności odrzucające krajowych browarów kraftowych, jeśli człowiek szuka dobrego piwa do wypicia, są oszałamiające.

Nie dalej jak przedwczoraj, w ramach świętowania kolejnych urodzin, wybrałem się na knajpiany obchód. Trafiłem między innymi w miejsce, gdzie leją krafty. Boże drogi, co tam się działo… Najpierw gębę wykręciła Sztuczna Mgła z Bazyliszka, potem (wiem, miałem nie pić już nigdy więcej Pinty) Table Brett z Pinty sparaliżowało zdolność odczuwania czegokolwiek na dobrych parę minut. Ratunku szukałem w Bersekerze od Kingpina, w nadziei na obiecywane akcenty wrzosowe, jakąś może łagodność, może jakąś pełnię, złożoność smaku… Ni chu-chu, jak mawiają u mnie na wsi. Straszne, traumatyczne wręcz przeżycia. Pustka, kwach, dno. I wtedy pomyślałem, że może jakieś nagrodzone, fetowane piwo, może jakieś barleywine na przykład, może American Barleywine Grand Prix (wiem, znowu Pinta, niepoprawny jestem w swojej naiwności) zrobi mi wreszcie dobrze. I gdy już miałem wrażenie, że rzeczywiście jakoś tam zaczyna koić moje kubki smakowe, ze zdziwieniem skonstatowałem, że to tylko zadziwiająca ludzka zdolność do adaptacji. W porównaniu z poprzednimi wyrobami piwopodobnymi, rzeczywiście pintowe barleywine zdawało się być krainą łagodności i jakiegoś nieobecnego wszędzie wokół piwnego sensu. Ale wtedy dojrzałem na półce butelkę z charakterystycznym górnikiem na etykiecie – jest coś z Miedzianki, czego jeszcze nie piłem! I sięgnąłem po Wołka, piwo w stylu Kölsch. I stała się jasność, i Bóg wiedział, że to było dobre, i tak dalej. I znowu uwierzyłem, że jednak da się zrobić dobre piwo gdzieś na wschód od Odry i Nysy, bez zadęcia i robienia fikołków piwowarskich, które wrażenie robią już chyba tylko na najbardziej zagorzałych wyznawcach kraftowej religii.

No i nie ma o czym pisać. Bo ile można się krzywić i marudzić? Ile można czekać, aż wreszcie ktoś uwarzy smaczne, harmonijne, głębokie piwo? Ile razy można się naciąć, a jednak dalej szukać?

Tyle marudzenia. Poniższy wpis powstał co najmniej miesiąc temu, ale jakoś nie było czasu, ochoty i serca, by publikować.

Dzisiaj cztery zupełnie różne wyroby piwne, dla których podstawą jest pszenica. I to jedyne, co je łączy. Poza tym, to przedstawiciele skrajnie różnych stylów piwnych. I tak, jest u nas klasyczny, belgijski witbier Hoegaarden. Gościło już u nas parę razy, zawsze się podobało, radość podniebieniu sprawiało, więc oczekujemy, że i tym razem nie zawiedzie. A na pewno nie zawiodło Tesco, w którym dużą butelkę Hoegaarden można było nie tak dawno ściągnąć z półki za jedyne 10,49 zł. Prosto z Radomia, z tamtejszej Pivovarii przyjechała do nas Pszeniczna Bomba, klasyczny weizen. Pivovaria też jak dotąd nie zawodziła, choć w przypadku ich piw kluczowe znaczenie wydaje się mieć świeżość. Pszeniczna Bomba dotarła do nas na świeżo, więc oczekujemy czegoś dobrego. Podczas codziennych zakupów wpadła nam do koszyka buteleczka Pszenicy Dubeltowej z Browaru Sulimar – weizena o podwyższonym ekstrakcie i, co za tym idzie, wyższej zawartości alkoholu. Na koniec, wreszcie udało się dopaść kolejną edycję serii Po Godzinach z bardzo przez nas szanowanego Browaru Amber, a mianowicie Koźlak Pszeniczny.

Hoegaarden – jak na białe piwo przystało – jest bardzo jasne. Podczas nalewania do szklanki pokryło się obfitą, gęstą, śnieżnobiałą pianą. Drugie w konkurencji na obfitość piany jest Rebel Pszenica Dubeltowa. Przy tym jest mętne, wygląda jak klasyczny weizen. Koźlak Pszeniczny z Browaru Amber jest również wyraźnie mętne, piana na jego powierzchni jest lekko beżowa, nieco mniej obfita i mniej trwała niż na Rebelu i Hoegaarden. Barwa tego koźlaka jest ciemnobursztynowa, dość wyraźnie wpadająca w odcienie czerwieni. Dość sporym rozczarowaniem, przynajmniej wizualnie, jest Pszeniczna Bomba z Pivovarii, na której piana niemal nie zaistniała, a ta odrobina, która się wytworzyła, zniknęła niemal bez śladu zanim dokończyłem nalewanie pozostałych piw. Jest nieco ciemniejsze od Rebela, raczej herbaciane, wyraźnie mniej mętne. Zobaczmy co są warte w aromacie i na podniebieniu.

Hoegaarden Witbier (11,7 Blg) – w aromacie banany, melon, cytrusy, nutka miodu, lekka kwiatowość, odrobina gruszki, goździki, nieco kolendry. Aromat przyjemny, dobrze znany, nie zawodzi. Po paru chwilach jednak aromat ucieka, wietrzeje. Chciałoby się powiedzieć – subtelnieje, ale on po prostu zanika. W smaku jest lekkie i rześkie. Akcenty cytrusów, lekka drożdżowość, różana konfitura, odrobina tych bananów z aromatu, melon miodowy, delikatne nutki goździków. Bardzo przyjemne, świetnie ułożone piwo. Wymarzone do gaszenia pragnienia w letnie upały. Dobrze, że właśnie zaczyna się wiosna – do tych upałów już niedługo.

Pszeniczna Bomba (12,5 Blg, niefiltrowane, pasteryzowane) – w aromacie czarna herbata, odrobina naftaliny, trochę bananów. Aromat mało złożony, lekki, dość rozczarowujący. Nieznaczny akcent drożdżowego ciasta. W smaku jest bardzo lekkie, żeby nie powiedzieć wręcz wodniste, z akcentami bananów, drożdży, słodu pszenicznego, z odrobiną orzechów laskowych, szczyptą kawy, nutką karmelu. W smaku nadrabia dzielnie wszystkie braki z aromatu – ładnie poukładane, harmonijne piwo pszeniczne. Jego podstawową wadą jest stanowczo zbyt niskie wysycenie. Po paru chwilach spędzonych w szklance piwo prawie nie ma już gazu, a szkoda, bo dopóki go miało, smakowało całkiem przyzwoicie. A tak, wyszedł napój karmelowo-drożdżowy.

Rebel Pszenica Dubeltowa (18,1 Blg) – w aromacie wyraźny banan i melon, biała czekolada, kwiaty bzu – co byłoby bardzo przyjemne, gdyby nie bardzo wyraźnie przebijająca alkoholowość, która wraz ze wzrostem temperatury piwa robi się coraz mniej przyjemna. W smaku wyraźnie bardziej ciężkie od poprzedniczek, nieco zmulone, owocowo słodkie, głównie dojrzały, ciężki banan, skórka chleba, lekka kwaskowość. Jest stanowczo zbyt mało wyraziste, akcenty smakowe są ciężkie, zawiesiste. No i ten alkohol – duży minus całego doświadczenia.

Po Godzinach Koźlak Pszeniczny (15,1 Blg) pachnie gorgonzolą, trawą i ziołami, spod tego wszystkie nieśmiało pokazują głowę akcenty typowe dla pszenicy, a więc banany i melon. Aromat bardzo szybko wietrzeje i staje się dość nijaki. A właściwie zaczyna pachnieć jak niepierwszej czystości rzeczka po przepłynięciu przez wieś, w której szamba albo się rzadko opróżnia, albo na pytanie o szambo pyta się co to właściwie jest szambo. Nieprzyjemnie. W smaku jest lekkie, dość rześkie, jednak bardzo płaskie. Nieco słodka, kwaskowata owocowość (cierpkie jabłka) zmaga się z brudną, nieprzyjemną goryczką – jakby w tych cierpkich jabłkach przegryźć pestki – i za chwilę go nie ma. Piwo krótkie byłoby najlepszym jego określeniem. Tak, jest tam odrobina drożdży, jest troszkę ciemnego, palonego słodu, ale to wszystko ma tylko parę sekund na zaistnienie na podniebieniu, po czym rozmywa się w niebycie. Rozczarowanie.

Wygląda na to, że od samego początku, jeszcze do zdjęcia, piwka dzisiejsze same ustawiły się w końcowy ranking. Nie ma najmniejszej wątpliwości po które piwo sięgnęlibyśmy chętnie po raz drugi i w jakiej kolejności sięgalibyśmy po kolejne. No i nie pierwszy raz Hoegaarden staje na szczycie podium. Nie pierwszy raz Po Godzinach z browaru Amber rozczarowuje, a szkoda, bo przecież stała oferta tego browaru nie ma sobie równych na polskim rynku.

1. Hoegaarden
2. Pszeniczna Bomba
3. Rebel Pszenica Dubeltowa
4. Po Godzinach Koźlak Pszeniczny



czwartek, 7 kwietnia 2016

Trzy portery. Każdy inny



Grand Imperial Porter (Browar Amber) 8%
465. Nafciarz Dukielski (Dukla & Brokreacja) 6,3%
466. Apollo 19 (Browar Setka) 7,8%

Wpadły nam do koszyka ostatnio dwa dymione portery – cieszący się bardzo dobrymi opiniami w internecie Nafciarz Dukielski, efekt kooperacji browarów Dukla i Brokreacja, oraz Apollo 19 z Browaru Setka. I jedno i drugie piwo w zasypie ma słody suszone nad dymem torfowym. Dukla i Brokreacja postanowiły pojechać marketingowo i w nazwie użyć słowa „whisky”, podczas gdy Setka skromnie mówi tylko o tym, że ich piwo jest „smoked”. I ładnie. Torfowe dymienie ostatnio wydaje się dość popularne wśród piwowarów kraftowych – raz po raz ktoś wypuszcza na rynek zadymione piwo. I niech im będzie – dym torfowy dorzuca dodatkowe nutki aromatyczno-smakowe, pomaga stworzyć specyficzny profil. A użyty w odpowiednich proporcjach potrafi dać pijącemu wiele radości. Zobaczymy jak wyszło w tych dwóch przypadkach. Tym bardziej, że obydwa piwa pojawiły się w sporych ilościach w Tesco, więc z dostępnością nie ma większego problemu.

Jakby nie dość było, że dwa wspomniane piwa to zupełnie różne wariacje na temat porteru, i ortodoksyjni rewolucjoniści piwni już marszczą czoło na takie zestawienie – jeśli któryś z nich to w ogóle czyta – na trzeciego dorzuciliśmy tu butelkę znanego nam już wcześniej Grand Imperial Porter z Browaru Amber, piwa nie dość, że nie dymionego, to warzonego w stylu porteru bałtyckiego, czyli zgoła zupełnie innego gatunku. Powodów takiego mezaliansu jest kilka. Po pierwsze, oczywiście, trzy butelki mocnego piwa to nie to samo, co dwie. W łeb musi trzepnąć, nie ma mowy, żeby inaczej. Po drugie, porter bałtycki wszak powstał jako nowy gatunek właśnie dlatego, że zabrakło w basenie Morza Bałtyckiego regularnych dostaw mocnego stoutu/porteru z Anglii (wina Napoleona, jakby co) i poszukiwano sposobów zapełnienia tej niszy rynkowej. Tak więc, pomyśleliśmy sobie, że może porównamy porter bałtycki (fermentowany na dole) z porterami górnej fermentacji i zobaczymy jak mu ta substytucja wyszła. Poza tym, jeśli porter bałtycki jest w jakimś stopniu imitacją smakową porteru, to zobaczmy czy porter z dymem jest wyraźnie lepszy, czy ten dym robi tam robotę. Tak czy owak, na stole dziś dwa dymione portery górnej fermentacji i jeden porter bałtycki. Koniec, kropka. Nalewamy.

Piana najbiedniej wygląda na Apollo 19 – składa się w dużej mierze ze średnich pęcherzyków, które dość szybko pękają , przez co warstwa piany kurczy się dosłownie w oczach. Parę chwil po nalaniu już jej prawie nie ma. Grand Imperial i Nafciarz pokryły się naturalną, głównie drobnopęcherzykową pianą, trwałą i apetyczną.

Grand Imperial Porter (18,1 Blg, pasteryzowane) ma w aromacie przede wszystkim karmel, palony słód, gorzka kawa, rodzynki, czekolada. W smaku pełny, ciężki, słodki. Przede wszystkim karmelowy i słodowy. Z dominującą słodyczą dzielnie walczy goryczka – i ta chmielowa i ta pochodząca z palonych słodów. Nie wiem czy to kwestia tej konkretnej warki, ale Grand Imperial Porter z browaru Amber wspominałem jako piwo bardziej złożone, lepiej zharmonizowane. A tu z dzisiejszej szklanki wyziera dominująca, ciężka słodycz i dość prosta, jednowymiarowa goryczka. Nie jest to piwo niesmaczne, bynajmniej, jednak jakoś rozczarowuje. A może to kwestia idealizowania wspomnienia i wygórowanych oczekiwań.

Nafciarz Dukielski Whisky Rye Double Brown Porter (16 Blg, IBU 60, niepasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) aromat ma wyrazisty, wręcz agresywny. Są w nim bardzo wyraźne nuty torfu, dymu, bandaży wyjałowionych, jodyny, przypalona izolacja w starej instalacji elektrycznej, czekolada. Bardzo to przyjemne, złożone, rokuje dobrze. W smaku wyraźnie bardziej wytrawne niż Grand Imperial, z akcentami torfowymi, nieco kwaskowymi, gorzkiej czekolady, goryczki palonych słodów, ale też typowo ziołowej goryczki. Dodatkowego wymiaru nadaje mu zastosowany słód żytni. Kawa i spalenizna, smoła i asfalt. Gdzieś w tle nieoczywista słodycz lukrecji. Bardzo sympatyczna rzecz, chętnie do niego wrócę.

Apollo 19 Smoked Porter (19 Blg, IBU 40, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Wąsosz) – w aromacie dym, torf, dym z drewna wiśniowego, wędzonka, czekolada, nieco chemiczna, cukierkowa słodycz. Po paru chwilach i podniesieniu się nieco temperatury piwa, na pierwszy plan wychodzi doskonale mi znany słód jęczmienny suszony nad dymem torfowym. W smaku jest bardzo przyjemne, zaskakująco przyjemne, aksamitnie gładkie. Są tam przede wszystkim akcenty palonego słodu, a więc i zbożowość i dymność, pewna goryczka. Nieco palonego karmelu, gorzkiej czekolady. Nie jest źle, jest nawet przyjemnie, ale jakoś płasko, brakuje trzeciego, czwartego i kolejnych wymiarów.

Przy pełnej świadomości, że to nie całkiem te same style piwne, że ortodoksyjny rewolucjonista piwny by ich nie porównywał - a więc tylko na zasadzie „po które piwo najchętniej sięgnąłbym po raz drugi,” dzisiaj wygrywa Nafciarz Dukielski. I to dość zdecydowanie. Na drugim miejscu jest Grand Imperial Porter, a na trzecim Apollo 19. Ale dzisiaj nie ma u nas piw niedobrych. Po wszystkie trzy chętnie sięgnę raz jeszcze, co też wszystkim czytającym te słowa z czystym sumieniem polecam.


wtorek, 29 marca 2016

Dwa razy Belgia wg polskiego kraftu



463. Goedemorgen Belgian IPA (Browar Lotny Trzech Kumpli) 6,5%
464. Naked City Belgian IPA (Browar Raduga) 6,5%

Dzisiaj tylko dwa piwka. A to dlatego, żeśmy się tym razem uparli, żeby porównać piwa jak najbardziej zbliżone do siebie. Żeby nie było, że porównanie z czapy, że coś tam. A że wpadły nam do koszyka dwa kraftowe piwa w stylu Belgian IPA, pochodzące z dwóch browarów, które raczej dotąd nie zawiodły nawet takich kratowych malkontentów, jak my, to nie było co czekać, ani szukać czegoś więcej. Siadamy, otwieramy, lejemy, wąchamy, pijemy. Dokładnie w tej kolejności.

Okazuje się, że Goedemorgen jest bardziej wyraźnie niefiltrowane – mętne, a na dnie butelki (i szklanki, nieuchronnie) pływa sporo mało przyjemnie wyglądających farfocli. Obydwa piwa zachowują się poprawnie w kwestii piany – pokrywają się słuszną jej warstwą, która dość szybko redukuje się do cienkiej, jednak zwartej i w miarę trwałej warstwy.

Goedemorgen Belgian India Pale Ale (15 Blg, IBU 60, niefiltrowane, pasteryzowane, warzone w Rzemieślniczym Browarze Jana w Zawierciu) – na pierwszym tle w aromacie przyjemne, ciepłe i dojrzałe owoce egzotyczne – przede wszystkim soczyste mango, odrobina kokosa, bardzo łagodne, nienachalne cytrusy. Świeże, słodkie, owocowe. Przez to wszystko przebija się słód. Aromat obiecujący, niezwykle nozdrzom przyjazny. Smak jest pełny, jednak od samego początku uderza, czy wręcz chwyta za podniebienie, bardzo nieprzyjemna, piołunowa wręcz gorycz. Gdzieś tam pod nią jest miód, trochę zboża, syrop na kaszel, kolendra. Słodycz, która dzielnie walczy z goryczą jest tutaj dość syropowata, gęsta i ciężka. Na dłuższą metę też mało sympatyczna. Spore rozczarowanie z tą goryczą, bo do tej pory wszystko zapowiadało się tak dobrze.

Naked City Belgian IPA (16 Blg, IBU 65, niefiltrowane, pasteryzowane, warzone w PPHU Jamard ) – aromat ma bardziej ostry, wytrawny, ziołowy. A w nim delikatna wędzonka, kolendra, grapefruit. Są też owoce egzotyczne, ale o ile w Goedemorgen były to niemal przejrzałe, rozciapciane już prawie mango, tutaj są to świeże, jędrne owoce, w tym opuncja figowa, odrobina bergamotki, plus trochę mieszanki owoców kandyzowanych (również egzotycznych). Aromat bardzo złożony, bardzo obiecujący. W smaku jest nieco lżejsze od konkurencji, i tutaj ów smak jest nieco bardziej złożony, mniej przytupany przez goryczkę. Jest tu owocowo (śliwki, brzoskwinie, morele, oczywiście wszędobylskie cytrusy, niestety w swojej niefajnej postaci), jest ziołowo (kolendra). Z czasem goryczka przekształca się w gorycz, dominuje coraz bardziej i jest coraz mniej znośna. Szkoda, bo w początkowej fazie dało się tam wyczuć pewną złożoność, pewne subtelności smakowe. Co z tego, jeśli po trzecim, czwartym łyku czuje się już tylko wszechobecną, dominującą, zalegającą gorycz.

Wygrywa – minimalnie – Naked City, ale powiedzieć trzeba, że obydwa piwa są jednak sporym rozczarowaniem. Kupione zostały ze względu na fakt, iż pochodzą z dwóch browarów, które bodaj nigdy nas nie zawiodły jakoś szczególnie, ale tym razem stało się inaczej. Szkoda.



czwartek, 24 marca 2016

APA: Polska - Niemcy



459. Köstritzer Pale Ale (Köstritzer Schwarzbierbrauerei) 7%
460. Beck’s Pale Ale (Anheuser-Busch InBrev) 6,3%
461. Piękna Nieznajoma (Browar Dukla) 5,2%
462. Jankes Lwóweckie Ale (Browar Lwówek) 4,2%

I stało się tak, że trafiły do nas dwa różne piwa pochodzące z niemieckich koncernów, a które – jak sądzimy – plasują się gdzieś w okolicach stylu American Pale Ale. Przyjrzyjmy się więc jak niemieckie koncerniaki poradzą sobie w starciu z polskimi kraftowymi APA. Właściwie to trzeba by było do stawki dorzucić żywieckie APA, żeby i po naszej stronie pojawił się jakiś koncerniak, ale uznaliśmy, że co za dużo, to nie zdrowo.

Zupełnie przypadkiem – bo akurat dostępne były w Tesco – obok Niemców na stole stanęły dzisiaj Piękna Nieznajoma z Browaru Dukla i Jankes z Browaru Lwówek. Pięknej Nieznajomej – nomen omen – nie znamy, więc zupełnie nie wiemy czego się spodziewać. Jankes natomiast wlewał się już nam kiedyś do szklanek i całkiem nieźle dawał sobie radę z naszą niechęcią do kiepskiej jakości amerykańskiego chmielu, a wręcz smakował. Zobaczmy więc co wydarzy się dzisiaj. Kapsle z głów!

Podczas nalewania do szklanek, najładniej spieniło się Köstritzer Pale Ale – sporo drobnych pęcherzyków, piana obfita i trwała. Podczas opadania, pozostawia apetyczne esy-floresy na ściankach szklanki. Na drugim miejscu Beck’s – pieniło się nieco mniej obficie, jednak niemal tak samo trwale. Polscy zawodnicy w tej pod-konkurencji zachowali się niemal jednakowo – piana na nich utworzyła się niezbyt obfita, szybko opadła, nie przykleiła się za bardzo do ścianek szklanki, sporo w niej pęcherzyków średniej wielkości.  Piana na Pięknej Nieznajomej była nieco bardziej trwała. Na Jankesie dość szybko niemal zupełnie zanikła.

Barwa obydwu polskich piw jest wyraźnie ciemniejsza od niemieckich przyjaciół. Niemcy mają barwę bursztynową. Piękna Nieznajoma jest o ton ciemniejsza, a Jankes jeszcze pół tonu w ciemną stronę. Za wyjątkiem Beck’s Pale Ale, piwa są wyraźnie niefiltrowane, podczas gdy niemiecki koncerniak jest klarowny, przejrzysty.

Köstritzer Pale Ale (chmiele Citra, Delta, Halletrau Blanc, Galaxy, Calypso, zainspirowane tradycyjnymi piwami typu ale) ma w aromacie przede wszystkim akcenty chmielowe – cytrusy, nieco żywicy, ale nie dominują, nie zagłuszają całej reszty. Poza tym zboże, kolendra, odrobina pszenicy. Aromat jest przyjemny, wyważony, głęboki, naprawdę fajny. Zapowiada przyjemny smak. Smak jest pełny, wyraźnie owocowy – gruszki, liczi, trochę pieczonych jabłek. Na podniebienie rzuca się natychmiast kombinacja chmielów europejskich i amerykańskich – w pierwszej fazie jest tu przyjemny, tradycyjny chmiel, a po chwili dochodzą do głosu grapefruitowo-żywiczne akcenty. Gdzieś pomiędzy nimi głowę wychyla całkiem fajna zbożowość. Smak złożony, ciekawa ewolucja na podniebieniu, nie przeszkadza stosunkowo wysoka zawartość alkoholu. Czyżbyśmy mieli od razu lidera? Dajmy szansę pozostałym.

Beck’s Pale Ale (14 Blg, chmiel Cascade) – aromat chmielowy jeszcze delikatniejszy, subtelny, bardziej wycofany. I to może szkoda, bo baza słodowa nie ma tu zbyt wiele do zaoferowania, przynajmniej nie w aromacie. Jest tu trochę zboża, odrobina owoców, ale niepokojąco rzuca się w nozdrza jakiś sztuczny aromat, coś jakby płyn do mycia naczyń. Po paru chwilach płyn do mycia naczyń ucieka, a pojawiają się akcenty tradycyjnego, nieamerykańskiego chmielu. Co przyjmujemy z nadzieją na miłe doznania smakowe. Smak jest nieco lżejszy, nie tak złożony, jak w przypadku Köstritzer, ale za to niezwykle przyjemnie gładki, kremowy wręcz. Są tam akcenty jabłek, jest fajny chmiel, odrobina cytrusów, ale też dość sporo zbożowości. Być może troszkę za bardzo wysycone CO2, pałęta się po podniebieniu jakiś sztuczny, plastikowy akcent, no i w późniejszej fazie smakowania wychodzi dość wyraźnie mało przyjemny alkohol. Mimo obiecującego aromatu, piwo rozczarowuje. Nie wiem czy nawet te 330ml upłynie ze szklanki zanim upłynie dzisiejszy wieczór.

Piękna Nieznajoma American Pale Ale (12,5 Blg, single hop Amarillo, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie pomarańcza, galaretka pomarańczowa, grapefruit, żywica, papaja, marakuja, kolendra, powidła śliwkowe. Nie jest to nieprzyjemny aromat, jednak wpływ amerykańskiego chmielenia jest tu wyraźnie większy niż u naszych przyjaciół zza Odry. Smak nieco mniej pełny, owocowy – są tu papaje, marakuje, kandyzowane ananasy, jest fajnie. Amerykańsko, nowofalowo, wręcz rewolucyjnie, ale z umiarem, jaki przystoi APA. Cytrusowa goryczka nie dominuje, nie wsadza się tam, gdzie jej nie trzeba, choć wyraźnie zaznacza swoją obecność. Całkiem sympatyczne piwo, nawet dla kogoś, kto niekoniecznie za Ameryką w piwie przepada.

Jankes Lwóweckie Ale (12,5 Blg, 5 rodzajów chmielu, pasteryzowane, niefiltrowane) uderza w nozdrza sporą dawką gorzkiego grapefruita, odrobiną żywicy i walczącymi o swoje miejsce owocami tropikalnymi i słodem zbożowym. Aromat raczej bez polotu, bez pomysłu na siebie. Tutaj wiele się nie spodziewamy – przynajmniej w porównaniu z pozostałymi piwami stojącymi na stole – co jest o tyle interesujące, że Jankesa znamy i w gruncie rzeczy lubimy. Mimo deklarowanej już tysiąc razy niechęci do amerykańskich chmielów i nowofalowego profilu. Jak się jednak okazuje, smak jest zaskakująco pełny, słodowo-owocowy. Są tu słodkie pomarańcze, kumkwaty, galaretki owocowe, kandyzowany ananas. Goryczka jest stonowana, zna swoje miejsce, przyjemnie – a przede wszystkim harmonijnie – uzupełnia pozostałe akcenty smakowe. Wbrew pierwszym wrażeniom aromatycznym (może piwo było za bardzo schłodzone), piwo jest bardzo smaczne, godne polecenia. Może stanowić świetne wprowadzenie do amerykańskiego chmielenia.

Sączymy sobie to jedno, to drugie, to trzecie… W sumie jest nieźle. Poza jednym zawodnikiem, którego już nie chcemy więcej widzieć na naszym stole, jest zaskakująco smacznie. Jeśli trzeba byłoby ustawić jakiś ranking, a przecież to tradycja, to dzisiejsze starcie wygrywa… No właśnie, trudno wybrać zwycięzcę. Dwa piwa niemal na równi zasługują dziś na najwyższy stopień podium, a po piętach depcze im trzecie. Niełatwo jest zdecydować się na jedno z nich. Muszę pociągnąć jeszcze po łyku każdego z nich. Chwileczkę… OK, już wiem.

1. Jankes Lwóweckie Ale
2. Piękna Nieznajoma APA
3. Köstritzer Pale Ale
4. Beck’s Pale Ale

Wygrywa jednak Jankes. Tuż za nim, dosłownie o włos,  Piękna Nieznajoma. Na trzecim miejscu plasuje się Köstritzer Pale Ale, a gdzieś daleko za podium pęta się słabe i mało interesujące Beck’s Pale Ale. Dwa-zero dla Polaków, nieźle. Kto by pomyślał…