Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2016

Assorted Pale Ale



596. Pacific Pale Ale (Browar Artezan) 5%
597. Pop Up Pale Ale (Inne Beczki) 4,5%
598. Smoke (Browar Nepomucen) 4,8%
599. Cascadian Dark Ale (piwo domowe) ???

Po niedawnych przygodach z APA zachciało mi się piwa górnej fermentacji, ale, lecz bez amerykańskiego zacięcia chmielowego. Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby znaleźć jakieś ale, które nie będzie epatować cytrusami i żywicami do zagłuszania podniebienia, a raczej takie, które da się nacieszyć efektami zestawienia zasypu, doboru słodów, w którym słodycz będzie jedynie skontrowana goryczką. Najchętniej w bardziej tradycyjnym, europejskim wydaniu. Przeleciałem więc półki Po Robocie w poszukiwaniu piwa, na którego etykiecie będzie napisane Pale Ale, lecz ani słowa o Ameryce. A że spieszyło mi się, ułożył mi się zestaw niekoniecznie taki, jakiego szukałem. Cóż, trzeba będzie wypić to piwo, którego nam nawarzyli.

Najpierw w ręce wpadło mi Pacific Pale Ale z Browaru Artezan. No i chyba na dzień dobry oblałem z geografii, o wiedzy na temat piwa nie wspominając. Pacific, człowieku, Pacific! A jak o geografii świata nic nie wiesz, to noś ze sobą do sklepu okulary do czytania. I sprawdź skład, przynajmniej w sekcji „chmiel”. A że Artezan już jakoś tam kiedyś rozkosznie podniebienie popieścił, nie było głowy, żeby się zastanawiać. Potem trafiłem na Pop Up Pale Ale z Innych Beczek. Tutaj też trzeba było czytać drobnym druczkiem. W sekcji skład. No trudno, przynajmniej etykietki mają ładne, więc niech już będzie. Następnym piwem było Smoke z Browaru Nepomucen. Tutaj już było wiadomo, że cokolwiek by się nie działo, zestaw będzie mało jednorodny. Wszak Smoke to piwo wędzone. Na dodatek, wędzone drewnem gruszy, co obiecuje wiele. No i z Nepomucena, a to już u nas zaczyna robić za rekomendację. Niech więc dołączy do zestawu. Na koniec, do torby włożono mi (dzięki wielkie Po Robocie) piwo bez etykiety, bez opisu, z wymalowanymi mazakiem na kapslu literkami CPA, co niby miało znaczyć Cascadian Pale Ale. Piwo uwarzone przez pewien zaprzyjaźniony browar domowy. Zaprzyjaźniony z Po Robocie. Browar jest ciągle w budowie, a właściwie brnie właśnie przez biurokrację. Mamy nadzieję, że wkrótce objawi się jakoś szerzej. Jak się później okazało, tam na tym kapslu stało jednak CDA, czyli Cascadian Dark Ale, co już zupełnie zaburzyło koncepcję tego wieczoru. Nie dość, że piwa mamy jednak chmielone po amerykańsku, to jeszcze nie wszystkie są tak całkiem jasne. Jasne jednak jest, że ich nie wylejemy dopóki się ewentualnie nie przekonamy, że na to właśnie zasługują. Mamy nadzieję, że nie. Aha, o tym CDA nie wiemy zupełnie nic, nie ma żadnej etykiety. Do chwili zdjęcia kapsla, nie wiedzieliśmy nawet, że jest ciemne. Ot, taka ciekawostka-niespodzianka.

Tak więc, miały być piwa górnej fermentacji, pozbawione nowofalowych, amerykańskich wpływów chmielowych, a wyszło niemal jak zawsze. Jak się później okazało (piszę to już po spróbowaniu wszystkich dzisiejszych zawodników), dobrze się stało, bo odkryliśmy piwko zjawiskowe. A co najmniej zasługujące na uwagę, nawet jeśli nie lubi się tego wszystkich tych wszechobecnych kraftowych niedociągnięć warsztatowych. Pojawiło się piwo, po które chętnie ustawię się w kolejce, jeśli będzie taka konieczność.

Otwieramy i lejemy. Najładniejsza, najtrwalsza i najbardziej oblepiająca ścianki szklanki piana pojawiła się na Pacific. Wzorcowa, można powiedzieć. Niewiele mniej przykładna piana pokryła powierzchnię Smoke. Ta na Pop Up Ale zredukowała się dość szybko do poszarpanej, cienkiej warstwy. Piana na tajemniczym Cascadian Dark Ale natomiast okazała się wręcz dziełem sztuki – równiutka, gęsta, trwała, w apetycznym beżowym kolorze. Przypominała nieco pianę na porządnym stoucie. Wygląda to zachęcająco.

Pacific Pale Ale (12,5 Blg, IBU 40, pasteryzowane, niefiltrowane) – co za rozkoszny aromat! Przede wszystkim ananasy, a tuż obok cytrusy, a wśród nich słodkie, soczyste mandarynki, kumkwaty, słodkie grapefruity. Do tego sporo wonnej, bardzo przyjemnej żywicy, oraz intensywna marakuja. Wata cukrowa. Jest tam również odrobina słodowości, ale tropikalno-żywiczna warstwa jest dowodem na to, że decydując się na nowofalowe chmielenie wcale nie trzeba spieprzyć piwa. Przynajmniej jeśli chodzi o aromat. Doskonałe wręcz – jak dotąd.
Smak jest przerozkoszny. Przypomina mi dostępne czasem w sklepach soki będące multiwitaminową mieszanką soków z owoców tropikalnych. Jest tu owoc smoczy, jest bardzo wyraźne mango, jest papaja, są kumkwaty, słodkie mandarynki, bardzo dojrzały ananas. W tle jest bardzo grzeczna zbożowość. I jak już człowiek zacznie się zastanawiać czy nie za bardzo to słodkie, nie za mdłe – wtedy pojawia się goryczka. Jedna z przyjemniejszych goryczek, z jakimi miałem w życiu do czynienia. Cytrusowa w charakterze, jednak nie chamsko grapefruitowo-albedowa, a raczej taka z połączenia żywicy z kumkwatem. Rewelacyjna rzecz, jak pragnę zdrowia! A jeśli już kiedyś na tym blogu byłeś, to wiesz jak bardzo nie znoszę nowofalowego psucia piwa w wykonaniu polskiego kraftu. Tutaj mamy do czynienia z majstersztykiem najwyższej próby.
Kategoria: CUD, MIÓD, MALINA

Pop Up Pale Ale Oatmeal Pale Ale (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie bardzo wyraźne amerykańskie chmiele – sporo tu cytrusów (pomarańcze, grapefruity, limonki), niemało owoców egzotycznych (marakuja, papaja), nieco akcentów kwiatowych i odrobina słodu. W aromacie do głosu dochodzą również płatki owsiane. Mimo zastosowania amerykańskiego chmielenia, aromat jest harmonijny, nieprzesadzony, przyjemny.
Smak rozczarowuje. Jest wodnisty i płaski. Akcenty owocowe, odrobina zboża, trochę owsianki. Goryczka nie pojawia się od razu, nie jest zbyt intensywna, ale jest tego najgorszego sortu – namolna, tępa, obleśna. Ciężko będzie skończyć tę szklankę.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Smoke Smoked Pale Ale (12,7 Blg, IBU 11, pasteryzowane, niefiltrowane, wędzone drewnem gruszy) – w aromacie przede wszystkim wędzonka – jakbym wszedł do wędzarni, dawno temu, przed Świętami. Wędzone szynki, boczki, kiełbasy. Czuje się też, że ta wędzonka to wyraźnie na drewnie owocowym. Pewno w ciemno nie obstawiłbym koniecznie akurat gruszy, ale na pewno drewno owocowe. Poza tym, mnóstwo przerozkosznej słodowości, tony zboża. Ciężkie, dojrzałe owoce – pewno nawet gruszki, ale też jakby lekko przysuszone. Poza tym, jabłka, śliwki węgierki, echo czarnego bzu. Aromat bardzo stonowany, ale niezwykle miły dla nosa. Prosi się, żeby spróbować.
Smak zaskakująco pełny, przyjemny. Akcenty wędzonki trzymają się nieźle również w smaku. Dochodzi do nich bardzo smaczny, łagodny wędzony ser (nie oscypek), jest tam gorzka czekolada, są delikatne akcenty owocowe (suszone śliwki kalifornijskie), jest świeże siano. Goryczka jest wyraźna, ale świetnie wyważona – kontruje, punktuje, ale nie zalega, nie przeszkadza. Bardzo smaczne piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Cascadian Dark Ale (???) – ciemne, palone słody, a więc akcenty gorzkiej czekolady, kawy, przełamane są tu całkiem przyjemnym zestawem cytrusowo-żywicznym. Czarne żelki, nawet w stronę lukrecji. Fajnie ułożony, zachęcający aromat.
Smak przyjemnie pełny, z mnóstwem akcentów palonych, zbożowych, kakaowych, czekoladowych, kawowych. Gdyby nie równolegle tupiące po podniebieniu, choć raczej nieśmiałe, akcenty cytrusowo-żywiczne. Goryczka, która pojawia się dość niedługo, robi jednak krecią robotę całej kompozycji smakowej. Jest jakoś kiepsko skomponowana z całą resztą i po chwili zaczyna zalegać na podniebieniu. Z każdym łykiem coraz mniej sympatycznie.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Z tego wszystkiego wyszło, że znowu wypiliśmy przede wszystkim APA, o co zupełnie nie chodziło. Tak to jest ze spontanicznymi decyzjami zakupowymi. Na drugi raz trzeba sprawę dokładniej przemyśleć i zorganizować. I zabrać ze sobą okulary na zakupy. Co mają siedzieć w domu, w samotności… Ale nie wyszło źle. Pacific Pale Ale jeszcze długo będzie się nam śniło. Niesamowite piwo. Ciekaw jestem czy to – jak czasami się zdarza – nie kwestia chwili, sprzyjający układ sensoryczno-baryczno-towarzyski, czy rzeczywiście da radę obronić się pite drugi raz (bo na pewno będzie). Pięknie spisało się Smoke z Nepomucena. Inne Beczki idą swoim standardem, a jeśli chodzi o wyrób domowy – kto wie, może to CDA w towarzystwie innych, podobnych ciemnych ale wypadłoby lepiej. Może to kwestia skalibrowania podniebienia poprzednimi, jasnymi ale. Pite było jako ostatnie. Czas pokaże.

Tymczasem ranking dzisiejszy – jednogłośny – wygląda tak:

1. Pacific Pale Ale
2. Smoke
3. Domowe CDA
4. Pop Up Pale Ale


poniedziałek, 12 grudnia 2016

Apowych poszukiwań ciąg dalszy



----. Amber APA (Browar Amber) 5,2%
590. HedgeHog Rye American Pale Ale (PiwoWarownia) 5%
----. The Dealer (Brokreacja) 4,7%
591. Igraszki Palczatki APA (Browar Bednary) 4,6%

Ostatni wpis zakończył się żałosnym westchnieniem, że mamy jeszcze trzy butelki piwa w stylu APA, no i prędzej czy później trzeba będzie coś z nimi zrobić. Postanowiliśmy dokupić czwarte, ale takie, o którym wiemy, że nawet jeśli pozostałe trzy wylądują w zlewie, to chociaż to jedno da naszym kubasom choć trochę radochy. No i poszliśmy do Tesco kupić butelkę Amber APA, jednego z lepszych piw w tym stylu (czy w ogóle piw chmielonych nowofalowo) robionych w Polsce, na które zdarzyło się nam natknąć. A że jest ono właściwie powszechnie dostępne, jest to właściwie ideał.

Nie potrafię powiedzieć jak to się stało, że na stole znalazła się butelka The Dealer z Brokreacji. Piwo to występowało już u nas i jakoś wielkiego wrażenia nie zrobiło. No nic, skoro jest, to go nie wylejemy nie dawszy mu wcześniej szansy. A że piwa kraftowe odznaczają się sporą nieprzewidywalnością, być może piwowarzy Brokreacji coś z tą recepturą zrobili, może jest lepiej niż było? Nie wolno nikogo skreślać. Wszak nawet Pinta dostaje u nas raz po raz kolejną szansę. Że o piwach z serii HedgeHog nie wspomnę. Mimo beznadziejnych not, jakie dostawały u nas (i nie tylko u nas; normalni hopheadzi to w ogóle nie chcą na to patrzeć), nie tak dawno zaprosiliśmy do szklanki amerykański weizen z tej serii – i okazało się, że rozwalił system. Przynajmniej tego dnia, w tamtym zestawieniu. Dlaczego więc APA z dodatkiem żyta nie miałoby dokonać podobnej sztuki?

Jest dzisiaj w zestawie piwo o intrygującej nazwie Igraszki Palczatki. Browar Bednary, odpowiedzialny za to piwo, nie pojawił się chyba jeszcze u nas nigdy. Przynajmniej nie w zapiskach. A że trzeba regularnie próbować czegoś nowego, dzisiaj stawiamy na Igraszki, Bednary i pub Piwna Stopa, w kooperacji z którym powstały Igraszki.

Dość gadania, lejemy. Wszystkie cztery pokryły się poprawną pianą, w miarę trwałą, oblepiającą ścianki szklanek, przyjemną. Wszystkie ewidentnie są niefiltrowane.

Igraszki Palczatki American Pale Ale (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w kooperacji z pubem Piwna Stopa z Poznania) – ma dość sympatyczny aromat, poukładany, a w nim grapefruit, miła dla powonienia pomarańcza, odrobina marcepanu, z egzotyczno-owocowym tłem. Oprócz owoców egzotycznych, w tle siedzi bardzo wyraźne dość przyjemne zboże, słód. Nie podano na etykiecie jakie słody znalazły się w zasypie, ale pachnie tu trochę żytem. Z czasem słód wychodzi na pierwszy plan, a pojawiają się też akcenty lakieru do drewna, ale też lekkie cytrusowe aromaty – mandarynka, limonka. Aromat fajny, przyzwoicie ułożony, apetyczny.
Smak sympatycznie pełny, owocowy, zbożowy. Akcenty dżemu truskawkowego, brzoskwinie, mandarynka, limonka, słonecznik, trochę żyta – niech mnie licho, jeśli tam nie ma żyta w zasypie. Grapefruitowa w naturze goryczka pojawia się dopiero po chwili, nie zalega, nie przeszkadza, za to skutecznie kontruje słodycz owoców i słodu. Bardzo fajne piwo.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

The Dealer American Pale Ale (12 Blg, IBU 30, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) – w aromacie, poza obowiązkowym grapefruitem, fajna papaja, granat, płatki owsiane (zadeklarowane również na etykiecie), ogólnie wyraźna zbożowość, suszona żurawina, żywica, wosk i miód. Z czasem miodu jest coraz więcej. Aromat zaskakująco – szczególnie po poprzednich doświadczeniach z The Dealer – przyjemny i smakowity. Ewidentnie, chmielowa mieszanka wykorzystywana do chmielenia tego piwa jest zmienna. Dokładnie tak, jak deklaruje producent. Zobaczymy co w smaku.
Smak lekki, ale nie wodnisty. Jest w nim miód, są dojrzałe, choć lekkie owoce, mandarynki, papierówki, mango, jest wyraźna zbożowość. Goryczka lekka, nieprzesadzona, nieco ziołowa. Bardzo miłe zaskoczenie, naprawdę.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

HedgeHog Rye American Pale Ale (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie toffi, rum, słód, wymiociny niemowlęcia. Te wymiociny to pewno właśnie ten obiecywany żytni akcent. I tyle. Niewiele, płasko i mało przyjemnie. Sprawdźmy smak.
Smak jest zaskakująco lekki, niemal wodnisty. A w nim sporo akcentów zbożowych (głównie żytnich), Jedynie echo jakichś trudnych do określenia owoców, głównie zielonych jabłek, za to mnóstwo nieprzyjemnej, grapefruitowo-ziołowej, wręcz piołunowej goryczki. Niefajne, nieprzyjemne, nie będziemy go kończyć.
Kategoria: DO ZLEWU

Amber APA (12,1 Blg, IBU 35, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie mnóstwo zboża, słodu, trochę czarnej herbaty, sporo cytrusów, owoc czarnego bzu, bardzo delikatny, wycofany akcent żywicy sosnowej, odrobina owoców egzotycznych. Przyjemny, zachęcający aromat. Oszczędny, nienachlany, fajny.
Smak pełny, że aż go kroić można. Pełny akcentów owocowych – mango, papaja, mandarynki. Do tego akcenty miodowe, roślinno-ziołowe, nieco żywicy, odrobina toffi. Goryczki jest niewiele, zwyczajnie w sam raz – by się słodycz nie rozpanoszyła na podniebieniu, ale by nie zdominować, nie zagubić całej reszty smaku. Ewidentnie w Browarze Amber opanowali posługiwanie się amerykańskimi chmielami. Jak nigdzie indziej między Odrą a Bugiem.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

Dzisiejszy ranking, jednogłośny:

1. Igraszki Palczatki
2. Amber APA
3. The Dealer
4. HedgeHog

Ustalenie pierwszej trójki nie było takie łatwe – każde z trzech piw mogłoby równie dobrze stanąć na najwyższym stopniu podium. Było sporo siorbania, cmokania, mlaskania. Wreszcie jednogłośnie uznaliśmy, że jest tak, jak powyżej. Nie ma cienia wątpliwości co do czwartego miejsca HedgeHoga.

Trzeba odnotować dwa zaskoczenia. Pozytywne zaskoczenia. Po pierwsze, Igraszki Palczatki – bardzo miłe dla nosa i podniebienia piwko. Do tego stopnia, że ostatecznie pokonało naszego faworyta, Amber APA, o którym myśleliśmy, że w tej kategorii jest nie do pokonania. Drugim zaskoczeniem – nie mniej pozytywnym – jest zdecydowana poprawa jakości brokreacyjnego The Dealer. To już nie jest powalające goryczą, płaskie i nieprzemyślane piwo. Tam bardzo wyraźnie dzieje się dużo więcej, a kompozycja chmieli poszła o co najmniej klasę w górę. Do APA jednak tak szybko chyba nie wrócimy. Ani tego, ani żadnego innego.


wtorek, 6 grudnia 2016

Niestrudzenie APA



586. Piwni Koledzy APA (Jan Olbracht Browar Rzemieślniczy) 5,6%
587. Vuelta APA (Browar Spirifer) 4,9%
588. Labirytm (Browar Nepomucen) 4,4%
589. King of Hop (AleBrowar) 5%

Niestrudzenie szukamy przykładów warzonych w Polsce piw z gatunków nowofalowych, które z czystym sumieniem można polecić i po które bez drżenia ręki można sięgnąć ponownie. I nie po to, żeby je wylać do zlewu. Bynajmniej. Gatunek APA wydaje się potencjalnie najbardziej przyjaznym podniebieniom słabo znoszącym zbytnią, przesadzoną gorycz, charakterystyczną dla większości tego typu produktów. Dlatego dzisiaj sięgnęliśmy znowu po kraftowe APA. A co, po łatwiźnie spacerów sobie nie urządzamy.

Dzisiaj sięgnęliśmy po zasoby dostępne w zaprzyjaźnionym sklepie Po Robocie (Świdnica, ul. Westerplatte 9), do którego serdecznie – i zupełnie bezinteresownie – zapraszamy wszystkich spragnionych. No, niezupełnie bezinteresownie. W naszym jak najlepiej rozumianym interesie jest, by taki sklep istniał i się rozwijał. Żebyśmy i my mieli gdzie zaopatrzenie poczyniać. Ot, i cały interes.

Tak czy owak, w Po Robocie znaleźliśmy i wybraliśmy sobie na dzisiaj piwo z browaru Spirifer, którego charakterystyczne etykiety już od jakiegoś czasu kusiły nas z półek lokalnego Tesco, ale dotąd jakoś nie udało się nam przemóc nieśmiałości. Do dzisiaj, bo właśnie dzisiaj z półki w Po Robocie zdjęliśmy Vueltę APA, piwo nawiązujące do wyścigu kolarskiego Vuelta a España. Drugim piwem był Labirytm z browaru Nepomucen, a to dlatego, że Nepomucen jeszcze nigdy u nas nie wystąpił, a polecany był nam często. Trzecie dzisiaj APA to King of Hop z AleBrowar. A to dlatego, że AleBrowar istnieje już na rynku wystarczająco długo, naszym zdaniem, by być może wreszcie się nauczyć warzyć piwo. No i być może jest tu gwarancja, że choć jedno piwo nam dziś posmakuje.

Czwarte piwo, które dziś znalazło się na naszym stole, przybyło do nas nie z Po Robocie, a z Intermarche, gdzie podczas ostatnich zakupów w oko wpadła nam seria piw pod wspólną nazwą Piwni Koledzy, uwarzonych w Browarze Rzemieślniczym Jan Olbracht. Co prawda, pachnie to trochę serią HedgeHog, czyli jakoś niezbyt obiecująco, ale dopóki nie sprawdzimy, to nie będziemy wiedzieli. No i trochę im nie wyszło z tą pintą, o której tam napisali na kontretykiecie, w ramach piwnych ciekawostek. Rzeczywiście, amerykańska płynna pinta (liquid pint) to około 473 ml, jednak jest ona bez porównania rzadziej stosowana jako miara pojemności piwa niż imperialna pinta (imperial pint) stosowana powszechnie w Wielkiej Brytanii właśnie w odniesieniu do piwa. W UK zawołanie „how about a pint?” nie wymaga dopowiedzenia – wiadomo, że chodzi o piwo. Imperialna pinta to mniej więcej 568 ml, czyli wyraźnie więcej. Ale nie ma co się czepiać. Chcieli ponieść kaganek oświaty, nie całkiem wyszło, lecz intencje były szczytne.

Tyle gwoli wyjaśnień wszelakich. Lejemy do szklanek, cieszymy się aromatem i smakiem. Albo i nie.

Jak się okazało po napełnieniu szklanek, Vuelta wykazało się najbardziej wstydliwą pianą – było jej niewiele i dość szybko się zredukowała. Pozostałe trzy pokryły się grzeczną pianą, w miarę trwałą, która w trakcie opadania oblepiała ścianki szklanek.

Piwni Koledzy American Pale Ale (12,5 Blg, IBU 35, pasteryzowane, niefiltrowane) – aromat typowy dla APA – tropikalne owoce, mieszanka podgniłego mango i słodkich grapefruitów, odrobina skórek cytrusowych, trochę żywicy. Wszystko to mało wyraziste, ubite w jedną masę aromatyczną, jakby udeptane. Nie żeby nieprzyjemne, bynajmniej. Jakieś jednak takie mało charakterne.
Na podniebieniu bardzo wodniste, gorzkie. Gorycz nieprzyjemna, rodem z grapefruitowego albedo. Ponadto, rozwodnione akcenty zbożowe, słodowe, nieco akcentów owocowych, ale tak blado, że właściwie nie ma o czym mówić. Słabe piwo, nie chce mi się nad nim rozczulać, nie chce mi się go kończyć. To na pewno uwarzył Jan Olbracht?
Kategoria: DO ZLEWU

Vuelta APA (12 Blg, IBU 45, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) – w aromacie przede wszystkim akcenty lakierowe, politurowe, soczyste pomarańcze i mandarynki, świeżo rżnięte, żywiczne deski sosnowe, owocowe żelki kwaśne. Aromat wyrazisty, choć może trochę za ostry w stronę właśnie tych akcentów lakierowych.
Smak lekki, mało imponujący ciałem, a w nim akcenty owocowe, owoce tropikalne, słodowe, spora doza goryczki – choć nie dominującej, wyważonej. Niestety, krótko po przełknięciu akcenty owocowo-zbożowe nikną, a pozostaje wszechobecny, wytrawny karmel. Coś jakby nałykać się gumy arabskiej, kleju do znaczków pocztowych, takie tam. Plus coraz bardziej zalegająca goryczka. Słabe, bardzo słabe.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Labirytm American Pale Ale (12,1 Blg, IBU 32, pasteryzowane, niefiltrowane) – bardzo przyjemny aromat delikatnych cytrusów, poukładanych wśród wiórków drewnianych, aromaty owocowe z tropikalnych żelków Haribo, sporo nutek ananasa. Trochę świeżej słomy, odrobina niecałkiem wysuszonego siana na zachwaszczonej łące. Bardzo przyjemny, apetyczny aromat.
Smak przyjemny, owocowy, mandarynki, mango, kumkwaty, jabłka przypiekane na ognisku, prażone orzechy włoskie, słonecznik, sporo ziołowej, niemal piołunowej goryczki, jednak wszystko grzecznie poukładane, smaczne. Fajne piwo, choć może za dużo tej goryczki. Z czasem zaczyna zalegać na podniebieniu i dominować smak piwa.
Kategoria: JESZCZE RAZ TO SAMO

King of Hop American Pale Ale (12 Blg, IBU 45, niepasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Gościszewo) – pachnie przede wszystkim zwietrzałym APA – te wszystkie owoce tropikalne, cytrusy i żywice jakby wyblakłe. Dodatkowo nieco kwiatów, schylonych w stronę nieprzyjemnych, zwietrzałych, tanich perfum. Plus aromat czerstwego chleba. Mało to fajne, nie kusi zupełnie.
Smak jest zaskakująco pełny – przynajmniej na tle pozostałych smakowanych dzisiaj piw. Mnóstwo tu przyjemnego zboża, sporo owoców, trochę mniej przyjemnych nutek kwiatowych (jakby człowiek perfumy chłeptał), trawiastych i zielnych. Słabe, po prostu słabe piwo.
Kategoria: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Jak widać, niestrudzenie brniemy przez style piwne, które niekoniecznie nam odpowiadają, nie idziemy na łatwiznę. Jednak chyba trzeba to zmienić i przestawić się na jakieś stouty, portery, pszeniczniaki i inne przyjemniaki. W świetle niedawnych przygód z piwami kraftowymi w Szkocji, gdzie piwa chmielone nowofalowo smakują i dają mnóstwo radochy, powiedzieć trzeba sobie otwarcie – polscy kraftowcy nie radzą sobie z tematem. Robią okropne, rozchwiane smakowo, przegoryczkowane wywary z chmielu, gdzie jakiekolwiek doznania aromatyczno-smakowe nie mają racji bytu. Ważne, by było gorzko. W tej sytuacji wcale nie dziwi pojawienie się na rynku wody chmielowej – wszak tzw. beer geekom nie trzeba nic więcej, wystarczy wykręcająca gębę goryczka. I pomyśleć, że dali się wpuścić w maliny reklamom piw koncernowych, od których tak bardzo się odżegnują, a potem pewnemu kraftowemu guru, i uwierzyli, że w piwie chodzi tylko i wyłącznie o goryczkę.

Dzisiejszy ranking jest dość prosty do ustalenia i jednogłośny:

1. Labirytm
2. Vuelta, o włos przed równie paskudnym:
3. King of Hop
4. Piwni Koledzy

Aha, w okolicach lodówki leżą jeszcze trzy butelki APA. Ale chyba je sobie odłożymy na później. Dużo później. Ileż można?

Wszystkie piwa – poza Piwni Koledzy APA – do kupienia w sklepie Po Robocie, Świdnica, ul. Westerplatte 9.

środa, 31 sierpnia 2016

I znowu APA, APA, APA i APA



542. Amber APA (Browar Amber) 5,2%
543. Zissou APA (Inne Beczki) 5%
544. Sosnowe APA (Browar Miłosław) 4,8%
545. Jasny Grom APA (Browar Perun) 5,6%

Idziemy za ciosem, tych APA trzeba się pozbyć z piwnicy. Najchętniej poprzez własny układ pokarmowy, a w razie konieczności za pośrednictwem kanalizacji, w którą nasze mieszkanie wyposażyli mądrzy inżynierowie. Jakby przewidzieli, że piwo będzie się nią lało. Spryciugi.

Mamy dziś na tapecie ponownie cztery APA, w tym wspominane w ostatnim wpisie APA z Browaru Amber, które bardzo dobre wrażenie na nas zrobiło. Na nas, heretykach piwno-rewolucyjnej religii, nie lubiących durnego, amerykańskiego chmielenia. Za to lubiących dobre piwo.

Amber APA jest jedynym piwem w dzisiejszym zestawie, które wcześniej próbowaliśmy. Do pozostałej trójki podchodzimy z tradycyjnie, staropolsko otwartymi ramionami i równie otwartymi umysłami, a także całymi zastępami (również otwartych) kubków smakowych. Inne Beczki dawały nam już trochę radochy, Perun też miewał u nas dobre chwile. Miłosław dał się poznać jako wielkie niewiadomoco – raz im wyszło, raz nie wyszło, raz smakowało, raz do zlewu poszło. Tak więc, wszystko jest dziś możliwe. No i Miłosław ma dzisiaj przewagę nad pozostałymi już na starcie – uwarzyli swoje APA z dodatkiem pędów sosnowych, więc można spodziewać się większego urozmaicenia smaku i aromatu piwa.

Lejemy, obserwujemy jak się pieni. Na Jasnym Gromie piana pojawiła się tylko w postaci szczątkowej i zaraz jej nie było. Zissou APA też nie zachwyciło, ale tam już w miarę poprawna piana się wytworzyła i chwilę pozostała na powierzchni piwa. Piękna, gęsta i trwała piana pojawiła się na powierzchni Sosnowego APA z Miłosławia i APA z Ambera. W tym ostatnim przypadku piana od razu przystąpiła do oblepiania ścianek szklanki, zachowując się wręcz wzorcowo w tej sprawie. Lepsi niż my fachowcy mówią na to lejsink. Albo nawet lacing.

Na pierwszy rzut oka najbardziej mętnym piwem, najmniej przejrzystym jest Amber APA. Pozostałe też wskazują na zaniechanie filtracji, choć są nieco bardziej klarowne. Jeśli chodzi o barwę, to najgłębszy bursztyn ma Jasny Grom, o dwa tony jaśniejsze jest Amber APA. Pozostałe dwa są gdzieś pośrodku – między złotem a jasnym bursztynem.

Amber APA (12,1 Blg, IBU 35-40, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie ma wyraźną kolendrę, skoszoną pokrzywę, cały zestaw amerykańskiego chmielu – cytrusy i żywica – choć wyraźnie w umiarkowanych ilościach i dobrze dobrane w charakterze. Pod spodem zbożowość i odrobina miękkich owoców. Całość skomponowana bardzo sympatycznie. Po chwili pojawiają się akcenty toffi i trochę zioła. Tak, tego zioła. Fajne, ciągle fajne. Po tej chwili, znaczy.
Smak jest pełny, przyjemnie gęsty, pełen głębi. Jest tu przemiła zbożowość i akcenty owocowe, a chmiele robią tu za straż przyboczną, goryczka jest lekka, świeża w smaku, absolutnie nie zalega, nie przeszkadza. Świetne piwo, pije się je doskonale, i chce się jeszcze i jeszcze.
Ocena: JESZCZE RAZ TO SAMO

Zissou APA (12 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarze Zodiak) – w aromacie jest dużo słabiej już na pierwszy niuch – są tu podgniłe cytrusy, miód sztuczny, jakaś zbożowość w tle. Chaos i pomieszanie. Nie, tutaj nie ma ani umiaru, ani porządku. Nieciekawie się zapowiada. Ale nie samym aromatem stoi piwo, więc go nie skreślamy. Póki co. Ostatecznie, ma ładną etykietkę.
Smak ma jakiś taki wodnisty, brak w nim głębi. Smakuje jak mocno podchmielona, gorzka woda, w której utopiono zgniłe brzoskwinie. Gorzkie, kwaśne, stęchłe. Dramat jakiś. Płyn do płukania gardła właściwie. Tylko że płyn się wypluwa, a piwo raczej wypadałoby połknąć. Robię to bez cienia przyjemności.
Ocena: DO ZLEWU

Sosnowe APA (12 Blg, IBU 37, EBC 17, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone z dodatkiem pędów sosny) – aromat niemal nie występuje, jest bardzo słaby. Jest tu pewna kwiatowość (kwiaty koniczyny), kwiatowo-owocowa słodycz. Kiepskie to i mało obiecujące. Gdybym na etykiecie nie przeczytał, że są w tym piwie pędy sosny, to pewno bym ich nie wyczuł. Owszem, jest tu jakaś sosnowa żywiczność, ale widocznie ma za słabe łokcie, by wyjść na plan pierwszy, czy choćby drugi. Po chwili zaczyna dominować ta charakterystyczna dla kiepskich piw chmielonych po amerykańsku mieszanka gnijących owoców egzotycznych, w tym głównie cytrusów. Słabe. Po jakiejś chwili pojawia się aromat konopi, oraz nie dający się pomylić z niczym smród zaszczanego kibla przy autostradzie. Obrzydlistwo.
Mimo oporów próbujemy smaku. Tu jest zaskakująco lepiej niż się można było spodziewać. Jest w nim trochę ciała, jest trochę akcentów owocowych, całkiem nawet przyjemnych – cierpka pomarańcza, kumkwat. Odrobina zboża. Spore wysycenie, może trochę za wysokie. Goryczka wali po podniebieniu, ale jest jakiś sens w jej kompozycji i jej układzie w stosunku do reszty smaku. Nawyznęcał się człowiek nad aromatem, a smak całkiem-całkiem.
Ocena: JAKOŚ JE ZMĘCZĘ

Jasny Grom APA (13,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Browarach Regionalnych Wąsosz) – w aromacie rum, bakalie, rodzynki, marcepan i powidła śliwkowe – a wszystko to rozmemłane na sierści dawno nie mytego psa. No śmierdzi to i tyle, co tu się rozpisywać.
Spróbujmy jak smakuje, twardzi bądźmy. Smakuje to straszliwie – zgniły miąższ owocowy, który zaprawiono piołunową, rumiankową i szałwiową goryczą i dopilnowano, by przypadkiem odrobina CO2 się nie dostała do końcowego produktu – obleśne, oślizgłe, bez krztyny smaku. O przepraszam, smak jest. Taka gorycz niebieskiej pleśni niektórych kiepskiej jakości serów – pleśń i stęchlizna. Pestki moreli, sok ze zgniłego mango. Obrzydliwe.
Ocena: DO ZLEWU

Już na etapie analizy aromatu Amber znokautował konkurencję. Co do tego nie ma cienia wątpliwości. Przy całej naszej niechęci do amerykańskiego chmielenia, to piwo można postawić a wzór. Jest doskonałym dowodem na to, że nie mamy tak naprawdę nic przeciwko amerykańskim chmielom jako takim, mamy natomiast dużo przeciwko bezsensownie przesadnemu, bezmyślnemu amerykańskiemu chmieleniu. To bardzo ciekawa konstatacja, bo już zacząłem się obawiać, że ja w ogóle po prostu piwa nie lubię. Tak czy owak, przy Amber APA pozostałe piwa wypadają straszliwie blado. Po analizie aromatu, przelewanie piw przez podniebienie tylko tę opinię wzmocniło. Dzisiaj nie ma wątpliwości jak powinien wyglądać ranking. A właściwie wątpliwość jest, i to poważna. Nie wiemy – a odbyła się tu dość długa debata na ten temat – które piwo powinno zająć trzecie, a które czwarte miejsce. Obydwoje stwierdziliśmy, że nie chcemy tej wątpliwości rozstrzygać, gdyż wiązałoby się to z koniecznością wzięcia jeszcze co najmniej jednego łyka każdego z dwóch spornych piw. A tego robić nie chcemy. Dlatego dzisiaj nie ma trzeciego miejsca, są dwa czwarte ex aequo. Na pewno nie będziemy więcej pysków maczać w Zissou APA, czy w Jasnym Gromie. Co to, to nie. A od browarów oczekujemy zwrotu kosztów – płaciliśmy za piwo, a dostaliśmy szczyny, jak się okazało.

Dzisiejszy ranking jest jednogłośny, a wygląda następująco:

1. Amber APA
2. Sosnowe APA
3. ---
4. Zissou APA / Jasny Grom