Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwo belgijskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwo belgijskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Po belgijsku



434. Petrus Gouden Tripel (Brouwerij de Brabandere) 7,5%
435. Belgijski Zaciąg Belgian Blond Ale (Browar Miejski Gloger) 6,5%
436. Maredsous Blonde 6 (Abbaye de Maredsous) 6%
437. Miłosław Górnej Fermentacji (Browar Fortuna) 6%

Zebrała się w piwnicy belgijska czwórka, więc czas by rozlać, posmakować, ocenić. Kto wie, może nawet wśród nich jest jakieś dobre piwo. Mamy dzisiaj dwóch prawdziwych Belgów – Petrus Gouden Tripel i Maredsous Blonde 6, przeciwko którym wystawiamy naszego faworyta, Belgijski Zaciąg, jedno z czterech piw z limitowanej serii Sympatie Glogera, poświęconej pamięci Marszałka Piłsudskiego, oraz Miłosław Górnej Fermentacji. To ostatnie, co prawda, nie określa się samo jako belgijskie, ale myślimy sobie, że zastosowanie belgijskich drożdży górnej fermentacji wystarczy, by wystawić je właśnie w tej kategorii. Zresztą, nie musi to być dokładnie ten sam styl, co pozostałe. Niech broni się smak, aromat.

Kapsle z głów, lejemy. Piana najbiedniejsza na Miłosławiu – rachityczna jakaś, szybko znikła, śladu poważniejszego po sobie nie zostawiła. We wszystkich szklankach biała, jedynie u Glogera lekko kremowa. Najbardziej naturalna, najdrobniejsza, tworząca górki i doliny (oraz wzorcowy wręcz lacing) podczas opadania, na Maredsous. Na Petrusie i Glogerze – bez zarzutu.

Petrus jest ciemnosłomkowe, pozostałe trzy bursztynowe, przy czym Maredsous o pół odcienia jaśniejsze od polskich „Belgów”.

Petrus Gouden Tripel ma w aromacie jabłka, gruszki, zboże, lekko skwaśniałe cytrusy, trochę przypraw (goździki, cynamon, kolendra). Po paru chwilach robi się z tego mało przyjemny kwach. Odnosi się wrażenie, że to nie tylko cytrusy są nieco skwaśniałe, ale i te jabłka, i gruszki, a i zboże, które było w miarę sympatycznie czuć krótko po otwarciu butelki, teraz też pokryło się zgnilizną. Plus nutki ze starej, zleżałej beczki z kapustą kiszoną wątpliwej jakości. No, pić się tego nie chce. Smak jest lekki, za to bardzo alkoholowy. Alkohol uderza od samego początku. Jest w smaku również trochę zboża, jest mnóstwo jabłek, soku jabłkowego. No i kwas. Nieprzyjemnie, bardzo nieprzyjemnie.

Belgijski Zaciąg Belgian Pale Ale (15 Blg, IBU 20, niepasteryzowane) – powiew aromatu świeżego zboża, tak intensywny, że aż człowiek słyszy jak falują złote, dojrzałe łany. Twarda marmolada wieloowocowa, galaretki pomarańczowe w cukrze. Truskawki ze słodkiego kompotu. Niesamowicie apetyczny, wręcz porywający aromat. W smaku bardzo wyraźny słód, odrobina kawy zbożowej, zielona herbata, preparowany ryż. Trudno znaleźć tu akcenty owoców, które czuć było w aromacie, co nie zmienia faktu, że smak jest rewelacyjnie wręcz poukładany i piękny. Takie piwo mogę pić codziennie.

Maredsous Blonde 6 ma w aromacie zboże, banany, skórkę chleba, odrobinę kolendry, kardamonu. Jest też trochę miodu i nutki bardzo fajnej, aromatycznej pleśni z sera brie. Przyjemny aromat. Smak jest dość lekki, w nim sporo zboża, lekka kwaskowatość (roślinna w charakterze, coś bardziej w stronę szczawiu niż ewentualnie cytrusów). Jest tu też odrobina kolendry. Piwo raczej wytrawne, nie uwodzi bogactwem akcentów aromatyczno-smakowych, ale

Miłosław Górnej Fermentacji (13,2 Blg, pasteryzowane) śmierdzi bagienkiem, ulatniającym się z kuchenki gazem, a po paru chwilach, robi się nijakie.  Po paru kolejnych chwilach, ze szklanki pachnie opalaną nad gazem kurą na rosół. Trochę gazu (tak, tego z kuchenki), trochę drobiowej spalenizny, mokre resztki pierza. Obrzydliwie. W smaku przede wszystkim uderza wysokie wysycenie, sporo gazu, który na chwil parę paraliżuje kubki smakowe, oszukuje, że piwo nie jest złe. Sam smak, jak już przez bąbelki się człowiek przebije, jest trudny do określenia. Jest tu bardzo nieprzyjemna goryczka, zupełnie niepasująca charakterem do tego, co chyba ma tu robić za słodową bazę. Jakieś mało wyraziste i niezbyt przyjemne zboża, jakaś niefajna, buraczano-melasowa słodycz, jakieś zielsko. Hmmm, jest to trzecia butelka tego piwa w naszym domu – i z całą pewnością ostatnia.

Trudno nie odnieść wrażenia, że założeniem piwowarów z Miłosławia było uwarzenie właśnie belgijskiego pale ale, na co wskazywałyby belgijskie drożdże. Ale coś się po drodze walnęło, wyszedł ni pies, ni wydra, więc na wszelki wypadek nazwano to tak, jak nazwano – Miłosław Górnej Fermentacji. I pewno już więcej tego czegoś nie będzie, bo nie wierzę, by oni sami chcieli coś takiego pić.

Ranking:
1. Gloger Belgijski Zaciąg – piwo, które pozostałe trzy ma bardzo daleko za sobą
2. Maredsous Blonde 6 – poprawnie, ale nic ponadto
3. Petrus Gouden Tripel – słabo, spore rozczarowanie
4. Miłosław Górnej Fermentacji – Boże, uchowaj nas od takich piw!

Werdykt jednogłośny, przez obie strony ustalony bez większych problemów, bez potrzeby dzióbania w kolejne szklanki i mlaskania z mądrym wyrazem ciężkiego zastanowienia na twarzy.


wtorek, 3 listopada 2015

Belgijski brąz



304. Petrus Oud Bruin (Brouwerij De Brabembdere) 5,5%
305. Abbaye d’Aulne Brune (Abbaye d’Aulne) 6%
306. Klasztorne Piwo (Browar Jabłonowo) 6,4%
307. Dubbel Cieszyński (Browar Zamkowy Cieszyn) 8,5%
308. Leffe Brune (Abbaye de Leffe) 6,5%

Dzisiaj ciemne belgijskie. Nadszedł wszak listopad i czas najwyższy zacząć przyzwyczajać organizm do trybu dogrzewania wewnątrzustrojowego. Nic to, że dzisiaj termometr w samochodzie pokazywał mi 18 stopni, a przez te kilkadziesiąt kilometrów, które dziś zrobiłem, nie potrafiłem przestać myśleć o tym, jak to ścierają mi się właśnie prześliczne nowe opony zimowe, które przezornie założyłem już dobrych parę dni temu. Listopad ma swoje prawa – trzeba zacząć się dogrzewać i basta!

Postanowiliśmy dzisiaj dokonać porównania dwóch polskich piw warzonych w stylu belgijskich piw klasztornych z trzema oryginalnymi piwami z Belgii. I tak, w szranki stanie dzisiaj Dubbel Cieszyński, piwo smakowane już jakiś czas temu, o którym wspomnienia mamy jak najbardziej przyjemne. Ciekawe czy kolejna warka utrzyma i wzmocni w pamięci pozytywne wrażenia z tamtego pierwszego spotkania. Piwo chwali się na etykiecie – i słusznie – zwycięstwem podczas festiwalu Birofilia 2014. Warzone jest przez Browar Zamkowy Cieszyn, należący do Grupy Żywiec. Honoru polskich piwowarów bronić będzie też Klasztorne Piwo pochodzące z Manufaktury Piwnej Browaru Jabłonowo. Na etykiecie znajdziemy informację o tym, że do produkcji tego piwa wykorzystano drożdże z browaru zakonnego Trapistów w Walonii. Jak dotąd, bodaj żadne piwo pochodzące z Manufaktury Piwnej nie zrobiło na nas dobrego wrażenia, a wręcz przeciwnie, dlatego do szans tego zawodnika podchodzimy z lekką rezerwą. Niczego jednak nie możemy przewidzieć, żadnego rezultatu wykluczyć.

Po stronie belgijskiej do boju staje dziś Petrus Oud Bruin, piwo dostępne jakiś czas temu w ramach tygodnia piw belgijskich w pewnej popularnej sieci sklepów. Z etykiety dowiadujemy się, że piwo to dojrzewało w dębowych beczkach przez 20 miesięcy zanim zostało rozlane do butelek i wysłane m.in. do nas. Belgijskich piwowarów reprezentuje też Abbaye d’Aulne Brune, piwo refermentowane w butelce. Inna wersja piwa z tego samego browaru, Abbaye d’Aulne Blonde jakoś nie zrobiło wielkiej furory, ale znowu – nie uprzedzamy się, smakujemy z otwartymi umysłami. I zamkniętymi ustami, naturalnie. Stawkę dopełnia jedna z bardziej znanych belgijskich marek – Leffe Brune. Tego piwa chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Smakowane przez nas nie tak dawno trzy różne wersje Leffe pozostawiły niezatarte wrażenie.

Piana – najbardziej obfita, naturalna, beżowa w Abbaye d’Aulne. Wręcz wzorcowa. W pozostałych poprawna, grzeczna, za wyjątkiem Dubbela Cieszyńskiego, gdzie piana miała charakter tej z Coca-Coli – pojawiła się szybko, pobuzowała, poszumiała, po czym niemal natychmiast znikła prawie bez śladu. Mimo braku zachwytów podczas nalewania, najtrwalsza piana okazuje się być w szklance z Leffe, pozostając na powierzchni piwa do samego końca naszej sesji, a więc około pół godziny.

Petrus Oud Bruin (leżakowane 20 miesięcy w dębowych beczkach) pachnie przede wszystkim kwaśnym jabcokiem. Zaczynamy się zastanawiać czy nie schłodziliśmy tych piw za bardzo. Całe szczęście, w większości są to małe butelki, niewielkie objętości, więc na podniesienie się temperatury nie trzeba będzie długo czekać. Po chwili jednak pojawia się coś więcej – drożdże, bardziej strawna winność, fermentowane owoce (domowej roboty wino z czerwonych porzeczek). Tak czy inaczej, aromat nie należy do powalających. W smaku jest bardzo lekkie, kwaśne, z akcentami czerwonej porzeczki. Da się wyczuć drożdże, odrobinę karmelu.

Abbaye d’Aulne (refermentowane w butelce) ma metaliczny, mało przyjemny aromat. Gdzieś pod tym metalem znaleźć można pewną owocowość – śliwki z kompotu, ananas – ale są to ciągle owoce z puszki. Trochę palonego słodu, odrobina karmelu. Smak ma lekki, zaskakująco przyjemny, biorąc pod uwagę porankowy nieco aromat. Są tam akcenty goździków, gruszek, kawy, palonego słódu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby po paru chwilach nie pojawiły się aż nazbyt wyraźne akcenty aspartamu, słodzika zastępującego cukier.

Klasztorne (14,8 Blg, niefiltrowane) ma w aromacie akcenty kawy z mlekiem, jarzębiny, lekką wędzonkę. Jak dotąd, ku naszemu zaskoczeniu, jest to najprzyjemniejszy aromat. A właściwie jedyny przyjemny. Po paru chwilach jednak, aromat zrobił się płaski, jednowymiarowy – karmel z lekką tendencją do arabskiej gumowatości. I akcentami kleju do znaczków. Mniej przyjemnie niż chwilę po wlaniu piwa do szklanki. Smak jednak jest bardzo przyjemny – akcenty dymne, karmelowe, owocowe (dojrzałe brzoskwinie, suszone śliwki, rodzynki).

Dubbel Cieszyński (18 Blg, IBU 17, pasteryzowane) pachnie przede wszystkim alkoholem, acetonem, karmelem i sokiem jabłkowym. Mało to przyjemne, ale może poprawi się wraz ze wzrostem temperatury. Po paru chwilach trudno doszukać się jakichkolwiek znaczących zmian. Pojawia się, co prawda, dość miły akcent oranżady, ale nutki acetonu nie odpuszczają, są wszędzie. Na podniebieniu przede wszystkim czuć wysokie nagazowanie, odpowiedzialne pewno za pianę w takiej, a nie innej postaci. W smaku znaleźć można nutki karmelowe, czekoladowe, cynamonowe, brzoskwiniowe. Bardzo wyraźnie czuć nieprzyjemny, palący alkohol.

Leffe Brune (pasteryzowane) ma w aromacie przede wszystkim bardzo przyjemne akcenty wędzonki, palonego drewna, dymu. Spod nich przebijają się nutki ciężkich, ciemnych owoców (m.in. bardzo dojrzałe ciemne winogrona). Na podniebieniu jest pełne, wyraziste, rozkoszne. Jest gładkie, eleganckie, wręcz wykwintne. Akcenty morskie, słone, korzenne, piernikowe, palony słód, dojrzałe, ciemne winogrona, ciężki likier wiśniowy.

Wygrywa Leffe. Bezapelacyjnie. Nie ma to jak dobry koncerniak. Na drugim miejscu plasuje się Klasztorne Piwo z Manufaktury Piwnej Browaru Jabłonowo, na trzecim Dubbel Cieszyński. Tuż za podium plasuje się Petrus, a stawkę zamyka Abbaye d’Aulne, głównie za wszechobecny aspartam. Ranking jest dzisiaj dość zaskakujący. Wygląda na to, że dwa polskie piwa pobiły na głowę dwa belgijskie, przy czym pogardzany dotąd Browar Jabłonowo uległ tylko Leffe. A to przecież żaden wstyd. Trudno nie odnieść wrażenia, że w Browarze Zamkowym w Cieszynie piwowarzy osiedli na laurach i zwyczajnie przestali się starać. To samo piwo próbowane nieco ponad rok temu – o ile mnie pamięć nie myli – smakowało bez porównania lepiej. Ogromnym rozczarowaniem są dwa belgijskie piwa – Petrus wykrzywiało gębę kwaśnym, nieprzyjemnym smakiem, a Abbaye d’Aulne znieczuliło kubki smakowe nachalnym aspartamem. Czy też czymś, co go do złudzenia przypominało. Przed nami jeszcze kilka belgijskich i belgopodobnych piw, ale po dzisiejszym wieczorze, jakoś nie spieszy się nam do nich.

poniedziałek, 21 września 2015

Jasne, że Belgia



Leffe Blonde (Abbaye de Leffe) 6,6%
248. Abbaye d’Aulne Blonde (Brasserie ADA) 6%
249. Triple Blond (Sulimar Sp. z o.o.) 8%
250. Affligem Blonde (Alken-Maes) 6,8%

Dzisiaj u nas po belgijsku (OK, raz po polsko-belgijsku), na jasno, na bogato. Skończyło się lato, skończył sezon na lagery. Czy jakoś tak. A może po prostu „zainspirowała” nas najnowsza oferta Intermarché, w której przyzwoite belgijskie piwa pojawiły się niedawno w bardzo przyzwoitej cenie. Jak tu nie skorzystać? To byłoby nieprzyzwoite.

Do belgijskiej stawki dorzuciliśmy pierwsze-lepsze polskie piwo w belgijskim stylu, które już od jakiegoś czasu czekało na przelanie przez nasze podniebienia. Nie do końca ten sam styl, ale co tam, podniebienia te same.

Nalaliśmy je do szklanek, nie bez trudu w przypadku Leffe i Affligem – piana na Leffe zawstydziłaby niejednego pszeniczniaka. Obfita, naturalna, trwała. Tylko odrobinę mniej intensywnie pieniło się Affligem. Najsłabiej w tej kategorii wypadło Triple Blond. Tutaj piany prawie nie było od samego początku. Aulne dało radę, a piana – mimo że skąpa – pozostała na powierzchni piwa najdłużej.

Leffe w aromacie ma drożdże, akcenty pszeniczniaka, jakieś owoce – słodkie pomarańcze, w kierunku mandarynki. Modelina. Odrobina miodu. W smaku lekki karmel, słodkie drożdże, odrobina cytrusów, wyraźnie wyczuwalny alkohol, choć ten z gatunku przyjemnych, rozgrzewających. Gdzieś tam w tle słodkie gruszki. Trochę akcentów korzennych.

Aulne w aromacie jest chlebowe, słodowe, echo drożdży. Trochę suszonych owoców – śliwek, moreli. Jednak stopniowo, niezmiennie, najpierw pojawiają się, potem coraz bardziej dominują nieprzyjemne akcenty stęchlizny, odleżanego potu, kurzu – takie trochę wnętrze starego autosana. W smaku jest lekkie, odrobinę kwaskowe, zbożowe, po chwili pojawiają się drożdże. Akcenty roślinne, jakby młody mlecz. Smak zdecydowanie lepszy niż aromat.

Tripple Blond pachnie bananami, drożdżami, goździkami. Po chwili ujawniają się jabłka i morele. Czarna morwa. W smaku jest słodkawo-kwaskowe, raczej ciężkie, przyjemne. Wyraźne akcenty alkoholowe, delikatnie korzenne.

Affligem w aromacie ma świeże, młode orzechy włoskie, nieco alkoholu, drożdże. Owoców moc – brzoskwinie, morele, jabłka. Galaretki w cukrze. W smaku lekkie, przyjemnie owocowe – znowu brzoskwinie (bardzo dojrzałe), jabłka. Lekki alkohol, karmel, skórki pomarańczy. Bardzo fajna rzecz.

Przychodzi czas na dzisiejszy ranking. Moim zdaniem zdecydowanie wygrywa Leffe, a na drugim miejscu jest Affligem. Trzecie miejsce zajmuje Triple Blond, a tuż za podium plasuje się Abbaye d'Aulne. Konsultacja ze współdegustatorką (najlepszą ze współdegustatorek) – i okazuje się, że werdykt jest absolutnie jednogłośny.