Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weissbier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weissbier. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Te łany pszenicy, w złotym słońcu dojrzałej...



512. The Nurse (Brokreacja) 4,9% vol.
--- Pszeniczniak (Browar Amber) 5,2% vol.
--- Franziskaner Weissbier (Spaten-Franziskaner-Bräu) 5% vol.
513. Big Cyc Pszenica Antypodów (Browar Staropolski) 5% vol.

Dzisiejszy zestaw nie ma wiele wspólnego z poszukiwaniem relacji między ceną a jakością piw – czy to kratowych, czy koncernowych. Choć w pewnym sensie pewno jednak tak. Mamy piwo z koncernu (Franziskaner), mamy piwo z browaru regionalnego (Pszeniczniak) i mamy kraft (The Nurse). No i mamy małą wpadkę – już trakcie piwnego posiedzenia okazało się, że nie doczytałem etykiety Big Cyca i nie zauważyłem, że tam jest amerykańskie chmielenie, co plasuje to piwo z zupełnie osobnej kategorii. Cóż, stało się, piwo się nie wylało, więc wypić je trzeba będzie. Może po prostu nie uwzględniać go tylko w końcowym rankingu.

Swoją drogą, jak się uprzeć, to można spojrzeć na sprawę w następujący sposób – jeśli zmieniamy coś w recepturze piwa, jeśli modyfikujemy jakiś tradycyjny styl piwny, to pewno po to, by było lepiej, by piwo zyskało dodatkowy wymiar, by było bardziej złożone, smaczniejsze. W tym sensie, postawienie amerykańsko-chmielonego Big Cyca tuż obok klasycznych weizenów nie jest tak znowu pozbawione sensu. Zobaczmy co nowego, co lepszego stało się w piwie pszenicznym dzięki nowofalowemu chmieleniu. W wielkim uproszczeniu, bo to trochę tak, jak byśmy zakładali, że bez tego amerykańskiego chmielu byłoby to piwo równoprawnym partnerem pozostałej trójki. A tak nie musi być, czego zresztą nigdy się nie dowiemy. Nieważne. Kapsle z głów, piwo do szkła, szkło do ust!

Piana pojawiająca się na powierzchni piwa jest najsłabsza i najmniej trwała na The Nurse – jakby było to piwo z zupełnie innego gatunku, z innej bajki. Słabo z pianą również na Big Cyc, ale ono rzeczywiście jest z innej bajki. Pszeniczniak i Franziskaner pokryły się obfitą, gęstą i trwałą pianą – jak przystało na piwa pszeniczne. Wszystkie są ewidentnie niefiltrowane, ale znowu – w końcu to piwa pszeniczne.

The Nurse (12 Blg, IBU 15, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) – aromat ma typowy dla piw pszenicznych, jednak mało wyrazisty, bardzo spłaszczony. Aromat bananów tutaj sprawia wrażenie pewnej syntetyczności, jakby to były cukierki –żelki bananowe, a nie świeże, dojrzałe banany. Odrobina słodkiego melona, nutka goździków. Z czasem coraz bardzie w aromacie dominują akcenty rozpuszczalnika. Smak jest pełny, goździkowo-bananowy z akcentami słodkiego melona i lekkim akcentem kwasku cytrynowego. Drożdże. Banany są jednak syntetyczne również w smaku, a na dodatek pojawia się nieprzyjemny, alkoholowo-rozpuszczalnikowy posmak. Landrynki. Nie jest to piwo złe, da się pić z niejaką przyjemnością, jednak pozostawia pewien niedosyt.

Pszeniczniak (12,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie banany, delikatne cytrusy, goździki. Trochę jakby mało uładzone, aromat trochę „brudny”, mało wyrazisty. Zdaje się, że to nie pierwszy raz, kiedy narzekamy na aromat naszego ulubionego polskiego piwa pszenicznego (Pszeniczniak bywa pity w tym domostwie regularnie i co najmniej raz był opisywany na tym blogu). Miejmy nadzieję, że znowu poradzi sobie w kategorii smak. W smaku jest stosunkowo lekkie, orzeźwiające, z akcentami świeżej, maślanej bułki drożdżowej z kruszonką. Dość wysokie wysycenie CO2 przeszkadza nieco w ocenie smaku, ale nie jest nieprzyjemne, wzmaga działanie orzeźwiające piwa. W finiszu da się wyczuć słodycz bananów, ale w tym przypadku są to smażone banany z karmelem. Przyjemne, lekkie, rześkie piwo, żadnych rozczarowań.

Franziskaner Weissbier (11,8 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie melon, banan, cytryna, goździki – kraina łagodności i harmonii. Po chwili wychodzi mało przyjemny akcent rozpuszczalnikowo-perfumowy. Smak rozczarowuje w stosunku do obiecującego, ciepłego aromatu (jeśli nie liczyć tego rozpuszczalnika, który jednak dość szybko uleciał) – jest zbyt mało ciała, jest kwaskowate, lekko cytrusowe. Blade, płytkie, słabe. Wysokie nagazowanie szczypie w język, przeszkadza cieszyć się smakiem. Na koniec, już na finiszu pojawia się trochę ciepłych, przyjemnych drożdżowo-bułecznych akcentów, ale być może nie każdy ma na tyle cierpliwości, by na nie czekać.

Big Cyc Pszenica Antypodów (11 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie ogórki konserwowe, taki ostrawy zapach jak z jakiejś marynaty, wyraźny wpływ amerykańskiego chmielenia, potem miód, wreszcie zboże – niekoniecznie tylko pszenica. Typowych dla piw pszenicznych akcentów bananów i goździków trzeba się dopiero doszukiwać na drugim planie. Smak jest cienki, lekko miodowy, z akcentami żywicy i rozbudowującą się na podniebieniu goryczką. Wydaje się, że udało się tutaj trafić w proporcje, że nienawistny, amerykański chmiel nie dominuje, nie przytłacza. Na pełną ocenę potrzebujemy jednak jeszcze kilka łyków. […] No i mięło parę łyków, a ja ciągle nie wiem co sobie myśleć o tym piwie. Wrażenie ze smakowania go nie jest nieprzyjemne, rozbudowująca się na podniebieniu goryczka jednak chyba nie przekracza granic przyzwoitości i nie przeszkadza w przyjemności delektowania się w sumie niezłym piwem. Pojawiają się delikatne akcenty gotowanych warzyw, takiej stołówkowej zupy jarzynowej, ale też nie psują za bardzo zabawy. Żałuję, że nie doczytałem informacji na kontretykiecie, informującej o tym, że mam do czynienia z piwem typu American wheat, bo wtedy ustawilibyśmy je do zupełnie innej stawki. Generalnie, nie jest źle i chętnie po to piwo sięgnę jeszcze kiedyś, pod warunkiem, że uda mi się na nie jeszcze kiedyś trafić w sklepie.

Big Cyc nie wchodzi dzisiaj w ranking, jako się rzekło. Spośród pozostałych trzech wygrywa – jednogłośnie – Pszeniczniak. Na drugim miejscu plasuje się The Nurse, a na trzecim Franziskaner. Tak się porobiło. I wychodzi na to, że po raz kolejny trzeba się nisko ukłonić piwowarom z browaru regionalnego, którzy za rozsądne pieniądze oferują świetnej jakości produkt. A koncern? Jak to koncern – wielki jest i basta.

[tekst powstał prawie dwa miesiące temu - ciągle nadrabiamy zaległości...]


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kilka łanów pszenicy i trochę żyta



Pszeniczniak (Browar Amber) 5,2%
413. Störtebeker Roggen-Weizen (Störtebeker Braumanufaktur) 5,4%
414. Maisel’s Weisse (Maisel) 5,2%
415. Kapuziner Weißbier (Kulmbacher Brauerei) 5,4%

W ramach naszego tradycyjnego już wykańczania Niemców naszym polskim piwem, ustawiamy dzisiaj bodaj najlepsze aktualnie dostępne polskie piwo pszeniczne, Pszeniczniaka z Browaru Amber, naprzeciw trzem piwom pszenicznym zza naszej zachodniej granicy. Jedno z nich, Störtebeker Roggen-Weizen jest piwem pszeniczno-żytnim, więc jest odrobinę nieortodoksyjne w tej stawce, ale cóż, gdzie je wstawić?

Niemieckie weizeny są wyraźnie ciemniejsze od polskiego Pszeniczniaka, natomiast Störtebeker Roggen-Weizen ma ciemny, herbaciany kolor, zupełnie odmienny od pozostałych. Jak widać, żyto w zasypie robi tutaj swoje. Piana na każdym piwie jest obfita, gęsta i trwała. Najszybciej opada na Störtebeker Roggen-Weizen, ale nie do zera i mimo to jest imponująca.

Pszeniczniak (12,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie cytryna, banan, pszenica, drożdże, lekka kwaskowość. Z czasem kwaskowość nabiera na sile, robi się dość syntetyczna, zaczyna dominować w aromacie. Akcent biszkoptowy. W kwestii aromatu Pszeniczniak, niestety, trochę rozczarowuje. W tej kategorii wypada bodaj najsłabiej z całej stawki. W smaku jest zdecydowanie lepiej niż w aromacie, bez porównania lepiej – jest lekki, przyjemny, wyważony. Jest tu solidna pszenica, drożdże, słodycz owocowa (głównie banany), są cytrusy. Jest harmonia i przyjemność. O takiego Pszeniczniaka nam chodziło od samego początku.

Störtebeker Roggen-Weizen (12,9 Blg) – aromat ciepły, pszenica wyraźnie pod wpływem żyta, rodzynki, banany, słodkie mandarynki. Znowu trochę drożdży. Odrobina miodu, kwasu chlebowego, chleba razowego. Nutki orzecha włoskiego. Delikatne akcenty kwiatowe. Na koniec pojawiają się ciepłe, bogate akcenty owocowe. Bardzo złożony aromat, ewoluujący w szklance, bardzo harmonijny, obiecujący. Smak jest pełny, bogaty. Dość intensywne akcenty suszonych śliwek, żyta, stosunkowo mało pszenicy. Są tu też drożdże, słodkie cytrusy, banany, odrobina goździków. Doskonale złożone, świetnie wyważone. Piwo marzeń, można by rzec.

Maisel’s Weisse ma aromat raczej nikły, delikatny, zdecydowanie oszczędny, a w nim tradycyjne pszeniczne akcenty, głównie banany, drożdże, cytrusy. Dość szybko jednak wietrzeje i robi się lekko nijaki. Smak ma wodnisty, kwaskowaty, jakaś nawet metaliczna nutka gdzieś się próbuje wkraść. Akcenty pszenicy, cytrusów, dojrzałej brzoskwini, goździków i drożdży są stonowane. Nie jest to piwo złe, zdecydowanie nie, ale na pewno nie powala na kolana. Szczególnie po Störtebekerze.

Kapuziner Weißbier – oprócz tradycyjnych pszenicznych akcentów – przy czym mandarynkowe cytrusy mają w nim charakter raczej nieco sztuczny, lekko landrynkowy – pojawiają się tutaj nieznaczne ciepłe akcenty piernikowe, goździkowe, odrobina cynamonu. Owsianka na mleku. W smaku jest owocowo i pszenicznie. Są tam nieodzowne banany, solidna pszeniczna baza, lekko prażony słonecznik, odrobina toffi, delikatna cierpkość, jabłkowa w charakterze.

Tradycją tego blogu, od której rzadko zdarza się nam odstąpić, jest końcowy ranking. Bywa on czasami krzywdzący, szczególnie jeśli mamy do czynienia z dobrymi piwami, i to przegrane akurat dzisiaj jest o niebo lepsze od tego, które wygrało innego dnia. Dzisiaj mamy do czynienia z czterema naprawdę dobrymi piwami pszenicznymi, mimo okazjonalnego sarkania, wszelkich krytycznych uwag, które pojawiły się tu i ówdzie. Nawet Maisel’s Weisse, które początkowo wydawało się rozczarowaniem na tle pozostałych, z czasem zyskało przy bliższym poznaniu. I to zyskało sporo. Tradycję jednak uszanować trzeba, oto więc mój ranking:

1. Störtebeker Roggen-Weizen
2. Pszeniczniak
3. Kapuziner Weißbier
4. Maisel’s Weisse

Konsultacje wewnątrz panelu oceniającego ujawniły jedną drobną rozbieżność. U najlepszej z żon odwrotnie ustawione zostały miejsca trzecie i czwarte. Poza tym, zgadzamy się.


wtorek, 29 grudnia 2015

Cztery razy pszenica



387. Duckstein Weizen Cuvée (Duckstein) 5,7%
388. Franziskaner Weissbier Royal (Spaten-Franziskaner-Bräu) 6%
389. Książęce Złote Pszeniczne (Kompania Piwowarska, Browar Tychy) 4,9%
390. Ciechan Pszeniczne (Browar Ciechan) 4,8%

Niedawna wycieczka za naszą zachodnią granicę spowodowała m.in. dość poważne piwne zasilenie naszej piwnicy. W dwóch ostatnich wpisach mowa była o dwóch przywiezionych z Niemiec piwach, które – jak się okazało – spisują się bardzo dobrze i ewidentnie stanowią świetną alternatywę dla poszukiwań dobrego piwa wśród wyrobów polskich tzw. browarów rzemieślniczych. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że nawet po doliczeniu kosztów paliwa piwa te są z reguły mniej więcej o połowę tańsze od naszych wyrobów piwopodobnych spod znaku rewolucji kraftowej, autostrada A4 na odcinku Wrocław-Zgorzelec spisuje się naprawdę świetnie, a zima nie dokucza nam jakimiś przesadnymi śnieżycami, rachunek wydaje się bardzo prosty pod każdym względem.

Dzisiaj postanowiliśmy postawić na stole dwa piwa z Niemiec i dwa z Polski. Żeby jednak zachować pewną konsekwencję i unikać polskiego kraftu, wybraliśmy do konkurencji dwa piwa spoza tego nurtu, którymi jak dotąd nie było dane delektować się naszym podniebieniom. Postawiliśmy na Książęce Pszeniczne i Ciechan Pszeniczne. W przypadku tego pierwszego mamy nadzieję, że być może wreszcie jakieś polskie piwo koncernowe zawalczy skutecznie z konkurencją. Nawet jeśli twórcy reklamy tegoż nie mają zielonego pojęcia jak wygląda pszenica (polecam przyjrzeć się temu żytu w animowanej sekwencji reklamy Książęcego Pszenicznego). W przypadku Ciechana, zupełnie nie wiemy czego się spodziewać, chcemy jednak wierzyć w browary regionalne, które w moim przekonaniu stanowią jedyną sensowną alternatywę dla koncernowej masówki.

Nasi zawodnicy będą mieli dziś raczej trudne zadanie. W szranki z nimi stają bowiem dwa niemieckie piwa pszeniczne, co do których mamy podstawy przypuszczać, że łatwo pola nie oddadzą. Oto Franziskaner Royal, lepsza, bogatsza wersja dostępnego u nas Franziskanera, oraz Duckstein Weizen Cuvée, o którym nie wiemy nic. Poza tym, że za wszelką cenę stara się sprawić jak najlepsze wrażenie – szatą graficzną etykiety, kształtem butelki, banderolką na kapslu, ekspozycją w sklepie, wreszcie ceną.

Jak zwykle przed rozlaniem piwa, próbujemy się czegoś o nich dowiedzieć z etykietek. Doświadczenie pokazuje, że bywa to bardzo ciekawe doświadczenie. Zwykle im więcej zaklęć z wykorzystaniem słów „tradycyjny”, „wyśmienity”, „naturalny” i im podobnym, tym bardziej kiepska zawartość butelki. Im więcej szczegółów technicznych – zawartość ekstraktu, poziom IBU, określenie barwy, czy mnogość słodów i chmielów (szczególnie tych opisywanych z wykorzystaniem malutkiej literki „r” w kółeczku w indeksie górnym) – tym piwo szybciej trafia do zlewu. Długo zanim pojawi się dno szklanki. Osobiście, czasami odnoszę wrażenie, że podawanie tych wszystkich szczegółowych informacji jest jak desperacki krzyk: „Patrzcie jacy jesteśmy fachowi, jak bardzo się znamy na robieniu piwa, jak świetnie kontrolujemy proces! A więc i piwo musi być wyśmienite!” Jak się okazuje, wielu konsumentów się na to nabiera. Choć chyba coraz ich mniej. Niedawno widziałem w Tesco na regaliku z artykułami przecenionymi ze względu na zbliżający się termin przydatności do spożycia… Oberschlesien z browaru Kraftwerk. Jaki to był radosny widok! Radosny, bo daje nadzieję, że tych dających się nabrać jest coraz mniej.

Tak czy owak, Duckstein Weizen Cuvée podaje, że chmielone jest dwoma chmielami aromatycznymi – Saphir i Perle. Ani słowa o zawartości ekstraktu, IBU, pasteryzacji, filtracji i innych takich, w gruncie rzeczy nikomu nie potrzebnych szczegółach. Franziskaner również nie podaje żadnych szczegółów. Książęce przyznaje się na etykiecie do zastosowania dodatku cukru. Ciechan Pszeniczne, zgodnie z deklaracją na etykiecie, warzone jest według „odtworzonej receptury”. Cokolwiek by to nie oznaczało. Cóż, nalejmy je do szklanek, niech skrzyżują miecze i niech wygra lepszy.


Piana nieco bardziej obfita u Niemców. U nich też jest ona barwy beżowej, podczas gdy na polskich piwach jest biała, lub prawie biała (ecru na Książęcym). Inna rzecz, że i samo piwo od Niemców jest wyraźnie ciemniejsze od słomkowej i ciemnosłomkowej barwy Ciechana i Książęcego.

Duckstein Weizen Cuvée – w aromacie klasyk piwa pszenicznego – pszenica, drożdże, banany, goździki, lekka kwaskowość, może trochę więcej ciała niż zwykle. Akcenty ziołowe, trochę orzechów laskowych. W smaku jest pełne, słodkie, karmelowe, owocowe, jednak słodycz jest złamana wyraźną goryczką – są tam bardzo przyjemne akcenty ziołowe. Miłe dla podniebienia, grzeczne piwo.

Franziskaner Weissbier Royal – w aromacie wyrazista pszeniczna baza, plus tradycyjne banany, melony, drożdże. Lekka kwiatowość. Smak ma pełny, bogaty, gładki – akcenty zbożowe, owocowe (morele, banany), lekko kwaskowe, wyraźne drożdże, cieniutka, delikatna – ani za mocna, ani za słaba – nutka goryczki. Bardzo przyjemna wersja dość dobrze znanego klasyka.

Książęce Złote Pszeniczne (12 Blg, pasteryzowane) nie ma aromatu. Książęce śmierdzi. Jest tam, co prawda dość sporo pszenicy, jest parę innych akcentów, ale nie jest to jakiś przyjemnie ułożony aromat piwa pszenicznego, wszystko w sumie wali ścierką do podłogi. Smakuje tak samo. Jakaś podgniła słodycz, jakieś owoce, jak to w Auchan potrafią leżeć miesiącami na półkach, a i tak nikt ich nie kupi. Paskudztwo.

Ciechan Pszeniczne (12,1 Blg, pasteryzowane) znowu ma typowy profil pszeniczny, jednak jest wyraźnie słodsze w aromacie od niemieckich przyjaciół. Smak jednak jest cienki, wodnisty, bardziej kwaskowy niż owocowo-cytrusowo-pszeniczny. Po chwili powiew chmielu – to miłe uczucie (nie smak, nie aromat) pojawiające się na podniebieniu po paru chwilach po przełknięciu. W sumie, jest to jedyna fajna rzecz w tym piwie. Reszta jest mało fajna.

Ranking dzisiejszy wyszedł jakoś tak spontanicznie podczas smakowania poszczególnych piw. Okazało się, że jesteśmy jednomyślni. Ten mecz wygrywają – do zera i to z wynikiem dwucyfrowym po swojej stronie – Niemcy. Wygrywa bezapelacyjnie Franziskaner Royal. Jest to bardzo smaczne, aromatyczne, ciekawe piwo, któremu należy się poczesne miejsce na półce w lodówce. Wyraźny skok jakościowy w stosunku do znanej u nas i dostępnej na polskim rynku podstawowej wersji piwa pszenicznego tej marki. Na drugim miejscu Duckstein Weizen Cuvée. Co do tego też nie ma wątpliwości. Na trzecim Ciechan, a gdzieś w ogonach wlecze się Książęce. I o ile co do tego ostatniego nie ma żadnego zaskoczenia, o tyle Ciechan zawiódł na całej linii.


wtorek, 8 grudnia 2015

Jesienna pszenica



374. Franziskaner Weissbier (Spaten-Franziskaner-Brau) 5%
375. Gloger Herbowy (Browar Miejski Gloger) 5,4%
376. Okocim Pszeniczne (Okocim) 5%
377. Švyturys Baltas (Švyturys-Utenos Alus) 5%

Wracamy na chwilę do klimatów, w których czujemy się zdecydowanie lepiej niż w nowofalowych IPAch, a mianowicie do pszenicznych piw w stylu Hefe-Weissbier. Odkryłem właśnie, ku swojemu zaskoczeniu, że nie braliśmy jeszcze dotąd na tapetę jednej z ikon tego stylu, a mianowicie warzonego w Monachium Franziskanera. Duże niedopatrzenie, choćby tylko ze względu na popularność i dostępność tego piwa w Polsce. Wpadła nam w ręce zupełnie niechcący (niech żyje sklepik przy rondzie w Szczawnie!) butelka pszeniczniaka z jednego z naszych ulubionych browarów, białostockiego Glogera, więc nogi same poprowadziły do najbliższego sklepu, gdzie dokupiliśmy Okocim pszeniczne i litewskie Švyturys Baltas – i zestaw na wieczorne smakowanie gotowy. Trochę zdziwiłem się gdy z lektury kontretykiety Okocimia dowiedziałem się, że to piwo warzone jest właśnie w… browarze Švyturys w Kłajpedzie na Litwie. Obydwie marki należą do tego samego koncernu. Tak więc, mamy dwa pszeniczne piwa z tego samego browaru

Wszystkie cztery pokryły się grzeczną, charakterystyczną dla pszenicznych piw pianą – obfitą, drobnopęcherzykową, trwałą. Barwa ciemnosłomkowa, charakterystyczne zmętnienie. Jedynie Gloger wyłamał się z tej ostatniej zasady – klarowne, złociste piwo na pierwszy rzut oka wyglądało, jakby było filtrowane przed butelkowaniem, choć na dnie butelki wyraźnie dało się dostrzec niewielki osad. Wąchamy, pijemy…

Franziskaner Weissbier (11,8 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) to klasyk gatunku w aromacie – banany, drożdże, pszenica, herbata brzoskwiniowa, lekka kwaskowość, delikatne, słodkie mandarynki. W smaku lekkie, orzeźwiające drożdżową kwaskowością w połączeniu z pełnym słodkim smakiem pszenicy, zboża. Są tu pomarańcze, są banany, są nutki brzoskwiniowe. Wszystko poukładane jak należy, nic się nie rozpycha, nic nie dominuje, nie zagłusza współtowarzyszy boju o kubki smakowe. Bardzo przyjemna rzecz.

Gloger Herbowy (12,6 Blg, niepasteryzowane) pachnie bardzo zaskakująco, jak na piwo pszeniczne – jeżynami, owocem czarnego bzu, dżemem z czarnych porzeczek, z lekką nutką wanilii. Są tu też bardziej tradycyjne akcenty piwa pszenicznego – banany, drożdże, słodkie cytrusy, pszenica – ale to nie one grają tu pierwsze skrzypce. Niecodzienny, bardzo przyjemny aromat. Po niezwykłym i obiecującym aromacie, smak nieco rozczarowuje – są tu w dalszym ciągu akcenty ciemnych jagód różnego rodzaju, ale jest być może odrobinę zbyt wytrawne, z delikatną cierpkością nawet. Taką cierpkością pochodzącą z przegryzionych pestek porzeczki. Są tu wyraźne akcenty zbożowe, są cytrusy. Jest też wyraźna goryczka i wydaje się, że nie bardzo ma ona tutaj co robić, gdyż baza piwa jest mało słodka. Pierwsze wrażenie smaku nieco słabsze niż oczekiwano, ale dajmy mu drugą szansę. Drugą szansę wykorzystuje wzorcowo. Drugi i kolejne łyki dają poczucie bardzo przyjemnej, wyważonej owocowości, lekkiej wytrawności, harmonii, a przede wszystkim odmienności od kanonów stylu. No i zaczynamy szukać po etykiecie informacji – nigdzie nie napisano, że to piwo w stylu Hefe-Weizen. To po prostu piwo pszeniczne, a to niejedno może mieć wcielenie, jak się okazuje.

Okocim Pszeniczne (12 Blg, IBU 14, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w browarze Švyturys na Litwie) – w aromacie bardzo wyraźnie banany, trochę miodu, akcenty kwiatowe – lekki i w miarę przyjemny aromat, mimo nieznacznego wpadania w jakieś zgniłe, bagienkowate akcenty. Kiszonka buraczana. Po paru chwilach pojawia się jakby lekka dymność, uwydatnia się zboże. W smaku jest bezpłciowe i bardzo nieprzyjemne – kwaśne, wodniste, z co najwyżej echem pszenicy, drożdży, cytrusów. Proporcja kwasu do pszenicy powala. Oj, nie będzie to nasze ulubione piwo, co do tego nie ma cienia wątpliwości.

Švyturys Baltas (pasteryzowane, niefiltrowane) ma mało przyjemny aromat – jest tu pszenica, są drożdże, owszem, ale przede wszystkim akcenty kwaśne, ostre, jakby musztardowe. Po paru chwilach musztarda trochę rozchodzi się po kościach, a pojawiają się akcenty kwiatowe. W smaku jest znowu dość słabo – pszenica, brzoskwinie, drożdże, odrobina goryczki, znowu zbyt wysoka kwaśność, stanowczo zbyt wysoka. Nie jest tak źle, jak w przypadku Okocimia, ale rozczarowanie jest wyraźne.

Dzisiejsze piwa wywołały dyskusję, która uniemożliwiła wydanie dwóch niezależnych wyroków – jak to zwykle dzieje się w przypadku naszych wieczornych piwnych przygód. Dzisiaj wyrok, czy jak kto woli ranking, został uzgodniony. Na pierwszym miejscu ex aequo zasiada Gloger I Franziskaner. Dość długo rozmawialiśmy o obsadzeniu szczytu podium i uznaliśmy ostatecznie, że te dwa piwa są tak różne, że nie da się ich porównywać ze sobą. Z drugiej strony, są na tyle dobre, że zdecydowanie biją na głowę dzisiejszą konkurencję. Stąd dzielone miejsce na najwyższym stopniu podium. Na trzecim miejscu znajdzie się dziś produkt przyjaciół z Litwy, a poza podium ląduje Okocim. Wszak również z Litwy.