Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszeniczniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszeniczniak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Te łany pszenicy, w złotym słońcu dojrzałej...



512. The Nurse (Brokreacja) 4,9% vol.
--- Pszeniczniak (Browar Amber) 5,2% vol.
--- Franziskaner Weissbier (Spaten-Franziskaner-Bräu) 5% vol.
513. Big Cyc Pszenica Antypodów (Browar Staropolski) 5% vol.

Dzisiejszy zestaw nie ma wiele wspólnego z poszukiwaniem relacji między ceną a jakością piw – czy to kratowych, czy koncernowych. Choć w pewnym sensie pewno jednak tak. Mamy piwo z koncernu (Franziskaner), mamy piwo z browaru regionalnego (Pszeniczniak) i mamy kraft (The Nurse). No i mamy małą wpadkę – już trakcie piwnego posiedzenia okazało się, że nie doczytałem etykiety Big Cyca i nie zauważyłem, że tam jest amerykańskie chmielenie, co plasuje to piwo z zupełnie osobnej kategorii. Cóż, stało się, piwo się nie wylało, więc wypić je trzeba będzie. Może po prostu nie uwzględniać go tylko w końcowym rankingu.

Swoją drogą, jak się uprzeć, to można spojrzeć na sprawę w następujący sposób – jeśli zmieniamy coś w recepturze piwa, jeśli modyfikujemy jakiś tradycyjny styl piwny, to pewno po to, by było lepiej, by piwo zyskało dodatkowy wymiar, by było bardziej złożone, smaczniejsze. W tym sensie, postawienie amerykańsko-chmielonego Big Cyca tuż obok klasycznych weizenów nie jest tak znowu pozbawione sensu. Zobaczmy co nowego, co lepszego stało się w piwie pszenicznym dzięki nowofalowemu chmieleniu. W wielkim uproszczeniu, bo to trochę tak, jak byśmy zakładali, że bez tego amerykańskiego chmielu byłoby to piwo równoprawnym partnerem pozostałej trójki. A tak nie musi być, czego zresztą nigdy się nie dowiemy. Nieważne. Kapsle z głów, piwo do szkła, szkło do ust!

Piana pojawiająca się na powierzchni piwa jest najsłabsza i najmniej trwała na The Nurse – jakby było to piwo z zupełnie innego gatunku, z innej bajki. Słabo z pianą również na Big Cyc, ale ono rzeczywiście jest z innej bajki. Pszeniczniak i Franziskaner pokryły się obfitą, gęstą i trwałą pianą – jak przystało na piwa pszeniczne. Wszystkie są ewidentnie niefiltrowane, ale znowu – w końcu to piwa pszeniczne.

The Nurse (12 Blg, IBU 15, pasteryzowane, niefiltrowane, warzone w Szczyrzyckim Browarze Cystersów „Gryf”) – aromat ma typowy dla piw pszenicznych, jednak mało wyrazisty, bardzo spłaszczony. Aromat bananów tutaj sprawia wrażenie pewnej syntetyczności, jakby to były cukierki –żelki bananowe, a nie świeże, dojrzałe banany. Odrobina słodkiego melona, nutka goździków. Z czasem coraz bardzie w aromacie dominują akcenty rozpuszczalnika. Smak jest pełny, goździkowo-bananowy z akcentami słodkiego melona i lekkim akcentem kwasku cytrynowego. Drożdże. Banany są jednak syntetyczne również w smaku, a na dodatek pojawia się nieprzyjemny, alkoholowo-rozpuszczalnikowy posmak. Landrynki. Nie jest to piwo złe, da się pić z niejaką przyjemnością, jednak pozostawia pewien niedosyt.

Pszeniczniak (12,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie banany, delikatne cytrusy, goździki. Trochę jakby mało uładzone, aromat trochę „brudny”, mało wyrazisty. Zdaje się, że to nie pierwszy raz, kiedy narzekamy na aromat naszego ulubionego polskiego piwa pszenicznego (Pszeniczniak bywa pity w tym domostwie regularnie i co najmniej raz był opisywany na tym blogu). Miejmy nadzieję, że znowu poradzi sobie w kategorii smak. W smaku jest stosunkowo lekkie, orzeźwiające, z akcentami świeżej, maślanej bułki drożdżowej z kruszonką. Dość wysokie wysycenie CO2 przeszkadza nieco w ocenie smaku, ale nie jest nieprzyjemne, wzmaga działanie orzeźwiające piwa. W finiszu da się wyczuć słodycz bananów, ale w tym przypadku są to smażone banany z karmelem. Przyjemne, lekkie, rześkie piwo, żadnych rozczarowań.

Franziskaner Weissbier (11,8 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie melon, banan, cytryna, goździki – kraina łagodności i harmonii. Po chwili wychodzi mało przyjemny akcent rozpuszczalnikowo-perfumowy. Smak rozczarowuje w stosunku do obiecującego, ciepłego aromatu (jeśli nie liczyć tego rozpuszczalnika, który jednak dość szybko uleciał) – jest zbyt mało ciała, jest kwaskowate, lekko cytrusowe. Blade, płytkie, słabe. Wysokie nagazowanie szczypie w język, przeszkadza cieszyć się smakiem. Na koniec, już na finiszu pojawia się trochę ciepłych, przyjemnych drożdżowo-bułecznych akcentów, ale być może nie każdy ma na tyle cierpliwości, by na nie czekać.

Big Cyc Pszenica Antypodów (11 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie ogórki konserwowe, taki ostrawy zapach jak z jakiejś marynaty, wyraźny wpływ amerykańskiego chmielenia, potem miód, wreszcie zboże – niekoniecznie tylko pszenica. Typowych dla piw pszenicznych akcentów bananów i goździków trzeba się dopiero doszukiwać na drugim planie. Smak jest cienki, lekko miodowy, z akcentami żywicy i rozbudowującą się na podniebieniu goryczką. Wydaje się, że udało się tutaj trafić w proporcje, że nienawistny, amerykański chmiel nie dominuje, nie przytłacza. Na pełną ocenę potrzebujemy jednak jeszcze kilka łyków. […] No i mięło parę łyków, a ja ciągle nie wiem co sobie myśleć o tym piwie. Wrażenie ze smakowania go nie jest nieprzyjemne, rozbudowująca się na podniebieniu goryczka jednak chyba nie przekracza granic przyzwoitości i nie przeszkadza w przyjemności delektowania się w sumie niezłym piwem. Pojawiają się delikatne akcenty gotowanych warzyw, takiej stołówkowej zupy jarzynowej, ale też nie psują za bardzo zabawy. Żałuję, że nie doczytałem informacji na kontretykiecie, informującej o tym, że mam do czynienia z piwem typu American wheat, bo wtedy ustawilibyśmy je do zupełnie innej stawki. Generalnie, nie jest źle i chętnie po to piwo sięgnę jeszcze kiedyś, pod warunkiem, że uda mi się na nie jeszcze kiedyś trafić w sklepie.

Big Cyc nie wchodzi dzisiaj w ranking, jako się rzekło. Spośród pozostałych trzech wygrywa – jednogłośnie – Pszeniczniak. Na drugim miejscu plasuje się The Nurse, a na trzecim Franziskaner. Tak się porobiło. I wychodzi na to, że po raz kolejny trzeba się nisko ukłonić piwowarom z browaru regionalnego, którzy za rozsądne pieniądze oferują świetnej jakości produkt. A koncern? Jak to koncern – wielki jest i basta.

[tekst powstał prawie dwa miesiące temu - ciągle nadrabiamy zaległości...]


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kilka łanów pszenicy i trochę żyta



Pszeniczniak (Browar Amber) 5,2%
413. Störtebeker Roggen-Weizen (Störtebeker Braumanufaktur) 5,4%
414. Maisel’s Weisse (Maisel) 5,2%
415. Kapuziner Weißbier (Kulmbacher Brauerei) 5,4%

W ramach naszego tradycyjnego już wykańczania Niemców naszym polskim piwem, ustawiamy dzisiaj bodaj najlepsze aktualnie dostępne polskie piwo pszeniczne, Pszeniczniaka z Browaru Amber, naprzeciw trzem piwom pszenicznym zza naszej zachodniej granicy. Jedno z nich, Störtebeker Roggen-Weizen jest piwem pszeniczno-żytnim, więc jest odrobinę nieortodoksyjne w tej stawce, ale cóż, gdzie je wstawić?

Niemieckie weizeny są wyraźnie ciemniejsze od polskiego Pszeniczniaka, natomiast Störtebeker Roggen-Weizen ma ciemny, herbaciany kolor, zupełnie odmienny od pozostałych. Jak widać, żyto w zasypie robi tutaj swoje. Piana na każdym piwie jest obfita, gęsta i trwała. Najszybciej opada na Störtebeker Roggen-Weizen, ale nie do zera i mimo to jest imponująca.

Pszeniczniak (12,1 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) – w aromacie cytryna, banan, pszenica, drożdże, lekka kwaskowość. Z czasem kwaskowość nabiera na sile, robi się dość syntetyczna, zaczyna dominować w aromacie. Akcent biszkoptowy. W kwestii aromatu Pszeniczniak, niestety, trochę rozczarowuje. W tej kategorii wypada bodaj najsłabiej z całej stawki. W smaku jest zdecydowanie lepiej niż w aromacie, bez porównania lepiej – jest lekki, przyjemny, wyważony. Jest tu solidna pszenica, drożdże, słodycz owocowa (głównie banany), są cytrusy. Jest harmonia i przyjemność. O takiego Pszeniczniaka nam chodziło od samego początku.

Störtebeker Roggen-Weizen (12,9 Blg) – aromat ciepły, pszenica wyraźnie pod wpływem żyta, rodzynki, banany, słodkie mandarynki. Znowu trochę drożdży. Odrobina miodu, kwasu chlebowego, chleba razowego. Nutki orzecha włoskiego. Delikatne akcenty kwiatowe. Na koniec pojawiają się ciepłe, bogate akcenty owocowe. Bardzo złożony aromat, ewoluujący w szklance, bardzo harmonijny, obiecujący. Smak jest pełny, bogaty. Dość intensywne akcenty suszonych śliwek, żyta, stosunkowo mało pszenicy. Są tu też drożdże, słodkie cytrusy, banany, odrobina goździków. Doskonale złożone, świetnie wyważone. Piwo marzeń, można by rzec.

Maisel’s Weisse ma aromat raczej nikły, delikatny, zdecydowanie oszczędny, a w nim tradycyjne pszeniczne akcenty, głównie banany, drożdże, cytrusy. Dość szybko jednak wietrzeje i robi się lekko nijaki. Smak ma wodnisty, kwaskowaty, jakaś nawet metaliczna nutka gdzieś się próbuje wkraść. Akcenty pszenicy, cytrusów, dojrzałej brzoskwini, goździków i drożdży są stonowane. Nie jest to piwo złe, zdecydowanie nie, ale na pewno nie powala na kolana. Szczególnie po Störtebekerze.

Kapuziner Weißbier – oprócz tradycyjnych pszenicznych akcentów – przy czym mandarynkowe cytrusy mają w nim charakter raczej nieco sztuczny, lekko landrynkowy – pojawiają się tutaj nieznaczne ciepłe akcenty piernikowe, goździkowe, odrobina cynamonu. Owsianka na mleku. W smaku jest owocowo i pszenicznie. Są tam nieodzowne banany, solidna pszeniczna baza, lekko prażony słonecznik, odrobina toffi, delikatna cierpkość, jabłkowa w charakterze.

Tradycją tego blogu, od której rzadko zdarza się nam odstąpić, jest końcowy ranking. Bywa on czasami krzywdzący, szczególnie jeśli mamy do czynienia z dobrymi piwami, i to przegrane akurat dzisiaj jest o niebo lepsze od tego, które wygrało innego dnia. Dzisiaj mamy do czynienia z czterema naprawdę dobrymi piwami pszenicznymi, mimo okazjonalnego sarkania, wszelkich krytycznych uwag, które pojawiły się tu i ówdzie. Nawet Maisel’s Weisse, które początkowo wydawało się rozczarowaniem na tle pozostałych, z czasem zyskało przy bliższym poznaniu. I to zyskało sporo. Tradycję jednak uszanować trzeba, oto więc mój ranking:

1. Störtebeker Roggen-Weizen
2. Pszeniczniak
3. Kapuziner Weißbier
4. Maisel’s Weisse

Konsultacje wewnątrz panelu oceniającego ujawniły jedną drobną rozbieżność. U najlepszej z żon odwrotnie ustawione zostały miejsca trzecie i czwarte. Poza tym, zgadzamy się.


wtorek, 21 lipca 2015

Pszeniczna piątka

02/05/2015

15. Pszeniczniak (browar Amber) 5,2% 
16. Viva la Wita (Pinta) 5,7% 
17. Żywiec Białe 4,9% 
18. Erdinger Weissbier 5,3% 
19. Hoegaarden 4,9% 

Dzisiaj do szklanek powędrowały piwa pszeniczne. Jeśli piwo oceniać po jakości, wielkości i trwałości piany, to zdecydowanie wygrywa Pszeniczniak, na drugim miejscu jest Edringer, potem Hoegaarden, Żywiec Białe i Viva la wita. Na tym ostatnim prawie piany nie było, co jest dość nietypowe dla piw pszenicznych – zwykle raczej ciężko je nalać do szklanki za jednym razem, nie czekając aż piana opadnie.

Pierwsze łyki i pierwsze wrażenia. Pszeniczniak – pełny, głęboki smak pszenicznego piwa, delikatne cytrusy, owocowa i drożdżowa słodycz. Ładnie, przyjemnie, bez zastrzeżeń. Viva la Wita – zapach jak ze stoiska z cytrusami w miejscowym warzywniaku: grejpfruty, czerwone grejpfruty, pomelosy. Gorycz błonek grejpfrutowych – mało przyjemna, wręcz przykra. Trudno doszukać się śladów nutek smakowych charakterystycznych dla piw pszenicznych (poza cytrusami). Dziwnie, jeszcze nie wiem czy mi się podoba, czy nie. Żywiec Białe – pozbawiona smaku, mętna woda, nieśmiałe, bardzo odległe nutki owocowe, ziołowe. Słabo. Erdinger Weissbier – znowu dobrze. Pełne smaku, głębokie piwo pszeniczne. Mniej nachalne są tu drożdże i cytrusy. Owocowa słodycz – ciepłe, dojrzałe owoce: brzoskwinie, może mandarynki. Hoegaarden – nareszcie lekkość i orzeźwienie, jakiego oczekuję od piwa pszenicznego. Akcenty smakowe podobne, jak u poprzedników, ale jakoś chyba tutaj staranniej poukładane, bardziej wyważone.

Łykamy sobie raz po raz – to jedno, to drugie, smakujemy, porównujemy (tak jak, zwykle jest nas liczba mnoga), pojawiają się faworyci, pojawiają się sugestie przegranych. Zwycięzca jest tylko jeden – Hoegaarden. Tu nie ma wątpliwości. Na drugim miejscu jest Pszeniczniak. Tu też nie ma wątpliwości, ani rozbieżności. Trzecie miejsce to Erdinger, znowu jednogłośnie. Jeśli chodzi o dwa ostatnie miejsca, historia z degustacji lagerów znowu się powtarza – jedno z nas twierdzi, że czwórką jest Viva la Wita, drugie, że Żywiec Białe. I znowu postanowiliśmy nie skakać sobie w tej sprawie do oczu. Tradycyjny już protokół rozbieżności.