387. Duckstein Weizen
Cuvée (Duckstein) 5,7%
388. Franziskaner Weissbier
Royal (Spaten-Franziskaner-Bräu) 6%
389. Książęce Złote
Pszeniczne (Kompania Piwowarska, Browar Tychy) 4,9%
390. Ciechan
Pszeniczne (Browar Ciechan) 4,8%
Niedawna wycieczka za naszą zachodnią granicę spowodowała
m.in. dość poważne piwne zasilenie naszej piwnicy. W dwóch ostatnich wpisach
mowa była o dwóch przywiezionych z Niemiec piwach, które – jak się okazało –
spisują się bardzo dobrze i ewidentnie stanowią świetną alternatywę dla
poszukiwań dobrego piwa wśród wyrobów polskich tzw. browarów rzemieślniczych.
Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że nawet po doliczeniu kosztów paliwa piwa te są
z reguły mniej więcej o połowę tańsze od naszych wyrobów piwopodobnych spod
znaku rewolucji kraftowej, autostrada A4 na odcinku Wrocław-Zgorzelec spisuje
się naprawdę świetnie, a zima nie dokucza nam jakimiś przesadnymi śnieżycami, rachunek
wydaje się bardzo prosty pod każdym względem.
Dzisiaj postanowiliśmy postawić na stole dwa piwa z Niemiec
i dwa z Polski. Żeby jednak zachować pewną konsekwencję i unikać polskiego
kraftu, wybraliśmy do konkurencji dwa piwa spoza tego nurtu, którymi jak dotąd
nie było dane delektować się naszym podniebieniom. Postawiliśmy na Książęce
Pszeniczne i Ciechan Pszeniczne. W przypadku tego pierwszego mamy nadzieję, że
być może wreszcie jakieś polskie piwo koncernowe zawalczy skutecznie z
konkurencją. Nawet jeśli twórcy reklamy tegoż nie mają zielonego pojęcia jak
wygląda pszenica (polecam przyjrzeć się temu żytu w animowanej sekwencji
reklamy Książęcego Pszenicznego). W przypadku Ciechana, zupełnie nie wiemy
czego się spodziewać, chcemy jednak wierzyć w browary regionalne, które w moim
przekonaniu stanowią jedyną sensowną alternatywę dla koncernowej masówki.
Nasi zawodnicy będą mieli dziś raczej trudne zadanie. W
szranki z nimi stają bowiem dwa niemieckie piwa pszeniczne, co do których mamy
podstawy przypuszczać, że łatwo pola nie oddadzą. Oto Franziskaner Royal,
lepsza, bogatsza wersja dostępnego u nas Franziskanera, oraz Duckstein Weizen
Cuvée, o którym nie wiemy nic. Poza tym, że za wszelką cenę stara się sprawić
jak najlepsze wrażenie – szatą graficzną etykiety, kształtem butelki,
banderolką na kapslu, ekspozycją w sklepie, wreszcie ceną.
Jak zwykle przed rozlaniem piwa, próbujemy się czegoś o nich
dowiedzieć z etykietek. Doświadczenie pokazuje, że bywa to bardzo ciekawe
doświadczenie. Zwykle im więcej zaklęć z wykorzystaniem słów „tradycyjny”,
„wyśmienity”, „naturalny” i im podobnym, tym bardziej kiepska zawartość
butelki. Im więcej szczegółów technicznych – zawartość ekstraktu, poziom IBU,
określenie barwy, czy mnogość słodów i chmielów (szczególnie tych opisywanych z
wykorzystaniem malutkiej literki „r” w kółeczku w indeksie górnym) – tym piwo
szybciej trafia do zlewu. Długo zanim pojawi się dno szklanki. Osobiście,
czasami odnoszę wrażenie, że podawanie tych wszystkich szczegółowych informacji
jest jak desperacki krzyk: „Patrzcie jacy jesteśmy fachowi, jak bardzo się
znamy na robieniu piwa, jak świetnie kontrolujemy proces! A więc i piwo musi
być wyśmienite!” Jak się okazuje, wielu konsumentów się na to nabiera. Choć
chyba coraz ich mniej. Niedawno widziałem w Tesco na regaliku z artykułami
przecenionymi ze względu na zbliżający się termin przydatności do spożycia…
Oberschlesien z browaru Kraftwerk. Jaki to był radosny widok! Radosny, bo daje
nadzieję, że tych dających się nabrać jest coraz mniej.
Tak czy owak, Duckstein Weizen Cuvée podaje, że chmielone
jest dwoma chmielami aromatycznymi – Saphir i Perle. Ani słowa o zawartości
ekstraktu, IBU, pasteryzacji, filtracji i innych takich, w gruncie rzeczy nikomu
nie potrzebnych szczegółach. Franziskaner również nie podaje żadnych
szczegółów. Książęce przyznaje się na etykiecie do zastosowania dodatku cukru. Ciechan
Pszeniczne, zgodnie z deklaracją na etykiecie, warzone jest według „odtworzonej
receptury”. Cokolwiek by to nie oznaczało. Cóż, nalejmy je do szklanek, niech
skrzyżują miecze i niech wygra lepszy.
Piana nieco bardziej obfita u Niemców. U nich też jest ona
barwy beżowej, podczas gdy na polskich piwach jest biała, lub prawie biała
(ecru na Książęcym). Inna rzecz, że i samo piwo od Niemców jest wyraźnie
ciemniejsze od słomkowej i ciemnosłomkowej barwy Ciechana i Książęcego.
Duckstein Weizen Cuvée
– w aromacie klasyk piwa pszenicznego – pszenica, drożdże, banany, goździki, lekka
kwaskowość, może trochę więcej ciała niż zwykle. Akcenty ziołowe, trochę
orzechów laskowych. W smaku jest pełne, słodkie, karmelowe, owocowe, jednak
słodycz jest złamana wyraźną goryczką – są tam bardzo przyjemne akcenty
ziołowe. Miłe dla podniebienia, grzeczne piwo.
Franziskaner Weissbier
Royal – w aromacie wyrazista pszeniczna baza, plus tradycyjne banany,
melony, drożdże. Lekka kwiatowość. Smak ma pełny, bogaty, gładki – akcenty zbożowe,
owocowe (morele, banany), lekko kwaskowe, wyraźne drożdże, cieniutka, delikatna
– ani za mocna, ani za słaba – nutka goryczki. Bardzo przyjemna wersja dość
dobrze znanego klasyka.
Książęce Złote
Pszeniczne (12 Blg, pasteryzowane) nie ma aromatu. Książęce śmierdzi. Jest
tam, co prawda dość sporo pszenicy, jest parę innych akcentów, ale nie jest to
jakiś przyjemnie ułożony aromat piwa pszenicznego, wszystko w sumie wali
ścierką do podłogi. Smakuje tak samo. Jakaś podgniła słodycz, jakieś owoce, jak
to w Auchan potrafią leżeć miesiącami na półkach, a i tak nikt ich nie kupi.
Paskudztwo.
Ciechan Pszeniczne
(12,1 Blg, pasteryzowane) znowu ma typowy profil pszeniczny, jednak jest
wyraźnie słodsze w aromacie od niemieckich przyjaciół. Smak jednak jest cienki,
wodnisty, bardziej kwaskowy niż owocowo-cytrusowo-pszeniczny. Po chwili powiew
chmielu – to miłe uczucie (nie smak, nie aromat) pojawiające się na
podniebieniu po paru chwilach po przełknięciu. W sumie, jest to jedyna fajna
rzecz w tym piwie. Reszta jest mało fajna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz