Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Reden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Reden. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lipca 2015

Lagery nasze i z sąsiedztwa

17/07/2015

142. Laško Club (Laško) 4,9%
143. Grevensteiner Original (Veltins) 5,2%
144. Wielka Szycha (Reden) 5%
145. WRCLW Pils (Browar Stu Mostów) 5%
146. Warmińskie Rewolucje (Browar Kormoran) 5,2%
147. Rohozec Skalak (Rohozec) 5%

Upały wróciły, pić trzeba. Jak najwięcej i jak najlżej. Stąd zestaw lagerów. I to jaki międzynarodowy! Troje przedstawicieli gospodarzy, a także goście z Czech, Słowenii i Niemiec. Co prawda, nie jestem pewien czy niemiecki Grevensteiner Original pasuje tu do tego towarzystwa – nie miałem czasu szukać co to za gatunek piwa, ale zakładam, że nie pogryzie się z pozostałymi. No i mam nadzieję, że do zlewu nie trafi.

Wszystkie piwka nalały się do szklanek z problemami – obfita piana nie pozwoliła bodaj żadnego z nich nalać za pierwszym razem. Wyróżniła się tutaj wyraźnie na plus Wielka Szycha, która wymagała kilku podejść. Najsłabiej wypadli goście z południa – Laško pokryło się grzeczną pianą, która dość szybko opadła, choć nie zniknęła całkowicie. Piana na Skalaku też do imponujących nie należy.

Na pierwszy ogień idzie Laško (11,3 Blg) – piwo o bardzo jasnej barwie, klarowne. W aromacie czuć nutki kredek woskowych, ale przede wszystkim słód i chmiel w bardzo wyważonych proporcjach. W smaku jest to piwo lekkie, rześkie, bardzo przyjemne, zharmonizowane. Najpierw wydaje się dość wodniste i bez charakteru, jednak po chwili pojawiają się bardzo przyjemne akcenty zbożowe, a dopiero po następnej chwili delikatny chmiel. Jak to mawiają fachowcy – wysoce pijalne. Przyjemna rzecz. Przechodzimy do następnych. Do Laško jeszcze wrócimy. Wróciliśmy. W aromacie pojawiła się słodka kawa z mlekiem. W smaku też jakby trochę. Dalej jest dobrze.

Grevensteiner Original to, na ile zdążyłem się zorientować, tradycyjne landsbier – cokolwiek to w przypadku browaru Veltins oznacza. Ma być naturalnie mętne – i jest. Odcień ma nieco ciemniejszy niż standardowy lager. Aromat niemrawy, ale zdecydowanie słodowy. Delikatne akcenty owocowe – brzoskwinia. W smaku lekkie, raczej wytrawne. Przez dobrą chwilę na podniebieniu nie dzieje się nic, po czym następuje potężna fala słodkich nutek zbożowych. Chmielu prawie się nie czuje. Akcenty owocowe – gruszki, zielone, niezbyt słodkie gruszki. Przy kolejnym podejściu dalej jest dobrze – gruszkowo i zbożowo.

Wielka Szycha (12 Blg, IBU – 40, niefiltrowane, niepasteryzowane) pachnie cytrynowo. Trochę tu jakichś mało przyjemnych akcentów stęchlizny, coś jakby bardzo zmęczona ścierka do podłogi. Smak lekki, zbożowy, przykryty dość szczelnie chmielową goryczą. Coś jakby polano je świeżo wyciśniętym sokiem z grapefruita. Mało złożone, raczej płaskie. Przy drugim podejściu, po paru minutach, ścierka do podłogi w aromacie wyszła na pierwszy plan, a w smaku szaleje chmielowa gorycz.

Warmińskie Rewolucje (12,5 Blg, pasteryzowane, niefiltrowane) mają w aromacie bardzo słodką mleczną czekoladę i słodziutką gruszkę z kompotu. Trochę goździków. Orzechy laskowe. Bardzo przyjemny, obiecujący. Czyżby wreszcie Kormoran zaskoczył? Smak średnio pełny, czekoladowo-słodowy, pokryty chmielową goryczką. Brakuje mi tylko ewolucji smaku na podniebieniu. Wszystkie nutki smakowe pchają się jednocześnie, trochę chaotycznie. Nie jest jednak źle, a wręcz przeciwnie, piwo smakuje przednio. Przy drugim podejściu, po paru minutach, w aromacie przede wszystkim królują wafelki Knoppers. W smaku dalej jest czekoladowo-słodowo. I orzechowo. Plus bardzo sympatyczny, delikatny chmiel.

WRCLW Pils (12,5 Blg, IBU – 35, niefiltrowane, niepasteryzowane), przyjemnie mętne w szklance, pachnie dość niebezpiecznie nijako. Jak już się dobrze sztachnąć, znaleźć można w nim akcenty owocowe. Owoce kandyzowane – może ananasy? Smak bardzo rozwodniony, lekki, raczej wytrawny niż słodki. Zbyt lekki. Zboże i chmiel. Bardzo delikatne, blade. Po kilku minutach, za drugim podejściem, zniknęły akcenty owocowe w aromacie, zapanowała nijakość. W smaku za to dzieje się, dzieje. Landrynki umyte w kultowym mydle For You. Paskudnie. No dobrze, trochę zboża na koniec.

Rohozec Skalak (11 Blg) w aromacie nie oferuje nic ponad słód. W smaku jest bardzo lekkie, wodniste, posmak metaliczny, trochę chmielowej goryczki. I tyle. Po paru minutach, w aromacie nie zdarzyło się nic nowego. W smaku mniej więcej też. Nie jest dobrze. Pada legenda doskonałości czeskich piw. Jakoś tak prosto na pysk.

Oceniamy. Moim zdaniem, w tej stawce wygrywa Grevensteiner Original, któremu po piętach drepcze Laško. Na trzecim Wielka Szycha, na czwartym Warmińskie Rewolucje, na piątym Rohozec Skalak. Stawkę zamyka WRCLW Pils. A szkoda, chciałoby się, by wrocławska rezurekcja piwna miała przyjemniejsze oblicze.

Pytam najlepszą z żon o jej opinię. U niej wygrywa Grevensteiner Original. Na drugim miejscu Laško. Trzecia jest Wielka Szycha. Czwarte Warmińskie Rewolucje. Piątego miejsca nie ma, a na szóstym ex aequo Rohozec Skalak i WRCLW Pils. I co? Jesteśmy właściwie jednomyślni.


A wkrótce dwusetne piwo…


środa, 22 lipca 2015

Piwo z krzyżówki, czyli Ale

10/06/2015

75. Samotny Wilk (Pałacyk Łąkomin) 5,4%
76. Krzyż Południa NZ Pale Ale (Browar Reden) 4,9%
77. London Pride Premium Ale (Fuller’s) 4,7%
78. Ale Krajan English Beer (Browar Krajan) 6%
79. Doctor Brew Summer Ale (Doctor Brew) 4,2%

Dzisiaj do szklanek powędrowały piwka typu ale. Co prawda, nie wszystkie reprezentują dokładnie ten sam rodzaj ale, jednak jakiś wspólny mianownik powinno dać się znaleźć. Punktem odniesienia dla jakości smakowanych piw niech będzie angielskie London Pride – piwo, którego raczej bym nie zamówił w angielskim pubie. Piwo warzone przez browar Fuller’s w londyńskim Chiswick jest tam raczej standardowym piwem lotów nienajwyższych. Ot, taki koncerniak trochę. Podobnie, jak było to w przypadku Bengal Lancer IPA jakiś czas temu, jeśli któryś z polskich wyrobów spadnie poniżej London Pride, to nie ma co sobie nim głowy zawracać. Ciekawostką jest tu Samotny Wilk, przywieziony z długoweekendowego pobytu w Pałacyku Łąkomin, gdzie z powodzeniem pomagał radzić sobie z upałami. Ciekaw jestem jak wytrzyma konfrontację z wyrobami zdecydowanie większych browarów.

Ciekawie wypada test piany. Podczas nalewania tylko Krzyż Południa i Ale Krajan wymaga kilku podejść. Najtrudniej idzie z Krzyżem Południa. Pozostałe nalewają się za jednym razem. Najcieńsza warstwa piany – zaskakująco – tworzy się na powierzchni London Pride. Z drugiej jednak strony, po kilku minutach londyńska piana jest dokładnie taka sama, podczas gdy inne piwka ją niemal całkowicie utraciły. Wszystkie, poza Samotnym Wilkiem, na którym piana ma niezmiennie jakieś 3 centymetry.

Na pierwszy ogień idzie Doctor Brew, który na etykiecie zapewnia mnie, że w moich rękach „właśnie impreza się zaczyna, a w butelce filozoficzny skutek, czy przyczyna? (…)” Grafomańskie twory browarników spod doktorskiego szyldu nie napawają optymistycznie. Jeśli z nich tacy browarnicy, jak poeci, biada nam. Sprawdźmy. Aromat bardzo przyjemny – cytrusy, bardzo wyraźne liczi. W smaku dalej jest cytrusowo, głównie grapefruitowo. Plus czarny bez. Trochę za dużo tu chmielu, miło byłoby, gdyby te chmielowe akcenty były nieco subtelniejsze. Jakieś zioła – tymianek, majeranek, oregano. Jednak oregano. Ciekawe piwo, ale nie wyobrażam sobie wypicia dwóch szklanek. Poczekajmy na drugie wrażenie, po obskoczeniu pozostałych.

Po paru chwilach… Ciągle ciekawe, ciągle przearomatyzowane. Drugiej szklanki nie wypiję, choć do zlewu chyba nie wyleję.

Ale Krajan nie ma za bardzo aromatu. W smaku natomiast jest jakoś nieprzyjemnie, chemicznie  słodko z metalicznym posmakiem. Kończy się to nieprzyjemną goryczą na podniebieniu. Kilka łyków – i ciągle to samo. Żadnych nowych, żadnych przyjemnych wrażeń. Ale nic to, jak mawiał klasyk. Wrócimy tu jeszcze.

Po paru chwilach… Metaliczny posmak chyba sobie poszedł gdzieś na spacer, ale ciągle jest chemicznie słodko, jednowymiarowo, mało przyjemnie. Zlew.

London Pride bardzo subtelnie i delikatnie pachnie chmielem i miodem. W smaku całe mnóstwo miodu, słodu, niewielka goryczka. Wszystko ładnie wyważone, ale smak jest raczej płytki, mało zróżnicowany, mało wyrazisty. Do niego też wrócimy.

Po paru chwilach… W aromacie sam miód, w smaku uwydatnił się trochę słód jęczmienny. Poza tym, żadnych fajerwerków.

Krzyż Południa pachnie bardzo nieprzyjemnie. Przepocone skarpety, farba emulsyjna, niedomyty staruch w kolejce do kasy w Lidlu. Koniecznie muszę to pić? Przełamuję się i łykam. Boże, toż to straszne jest. Mam wrażenie, że wlałem sobie do ust popłuczyny po wiejskim praniu. Kto wie czy nie podkoszulki tego z Lidla. W tanim, obleśnym proszku z czasów PRLu. Wiem, że powinienem spróbować raz jeszcze, w drugiej kolejce, ale chyba mam pierwszego kandydata do zlewu.

Po paru chwilach… Aromat zmienił się w totalny syf. W smaku ciągle kwaśno-gorzkie obrzydlistwo. Zlew.

Samotny Wilk pachnie bardzo delikatnie grapefruitowymi skórkami. W smaku pełny, delikatnie cytrusowy, słodowy. Bardzo dobrze wyważone proporcje między słodem i chmielem. Sama przyjemność smakowania.

Po paru chwilach… I smak i aromat najlepsze w całej stawce. Chętnie znowu odwiedzę Łąkomin przy okazji kolejnej wizyty w moich rodzinnych stronach.

Oceny, rankingi. Wygrywa zdecydowanie i jednogłośnie Samotny Wilk. Na drugim miejscu jest Doctor Brew Summer Ale. Na trzecim London Pride. Na czwartym Ale Krajan, a stawkę zamyka Krzyż Południa. Odległość między miejscem trzecim a czwartym – ogromna.



Kawowo, czyli stouty

31/05/2015

63. Coffee Stout Podróże Kormorana (Browar Kormoran) 4,8%
64. o’hara’s Irish Stout 4,3%
65. Sweet Nygus (Browar Soli Piwko) 4,8%
66. Milkołak (Browar Reden) 5%

Dzisiaj cztery stouty – jeden z Irlandii, gdzie powinni wiedzieć jak to się robi, i trzy polskie. Test piany wygrywa o’Hara’s – piwo trzeba nalewać na raty, bo piana nie mieści się w szklance. Jak na stout przystało. Sweet Nygus i Milkołak mają pianę poprawną, podczas gdy to coś na powierzchni Coffee Stouta piany za bardzo nie przypomina.

Milkołak w aromacie ma bodaj tylko karmel. W smaku jest karmelowo, kawowo, czuć palony słód. Jest lekko kwaskowato. Wali tanią, syntetyczną kawą, jak w czekoladzie kawowej z Biedronki. Osoba bardziej zorientowana w temacie z dezaprobatą podrzuca skojarzenie z kawowym Karmi. Brzmi to słabo (choć osobiście nie wiem co takiego Karmi), ale generalnie nie ma tragedii. A nawet jest nieźle.

Sweet Nygus pachnie przyjemną, świeżo zmieloną kawą. Aromat wyraźnie bardziej subtelny niż w Milkołaku. W smaku wyraźnie czuć kawę, ale także jakąś słodycz – coś jakby galaretka pomarańczowa na Delicjach. Na koniec pojawia się mniej przyjemna gorycz, ale ogólnie znowu nie jest źle. Całość jest dość harmonijna, przyjemna na podniebieniu, przelewa się przezeń z dużą dla niego satysfakcją.

O’Hara’s Irish Stout jest zdecydowanie bardziej wytrawny od poprzedników. Jest tam smak palonego słodu, czekoladowa gorycz, ale przede wszystkim jest woda. Najbardziej wodniste, najmniej treściwe w smaku piwo, jak dotąd. Poczekamy chwilę, damy mu jeszcze szansę. No nie, po kilku chwilach, przy drugim podejściu dalej jest wodniste, bez wyrazu, gorzkie. Słabe.

Coffee Stout aromatem jak najbardziej zasługuje na swoją nazwę. Kawa wszędzie, ale to taka przytęchła, wywietrzała kawa. A na dodatek to jakaś syntetyczna rozpuszczałka, a nie żadna porządna, aromatyczna kawa. W smaku podobnie. Kawa, kawa, ale co to za kawa. Paskudztwo jakieś gorzkie, lekką stęchlizną trącące, jakby kawę sobie skwaśniałym mlekiem zabielić. Nieprzyjemność wysokich lotów.


Jeśli trzeba oceniać, rankingować, to generalnie stouty są do bani. W ogóle, jako gatunek. Palony słód zabija lub w najlepszym wypadku dominuje wszelkie inne akcenty smakowe, więc na dobrą sprawę od samego początku wiadomo czego się spodziewać – i rzadko kiedy zdarza się przyjemne zaskoczenie. Tak więc, najchętniej zachowalibyśmy się jak czasami jury podczas festiwali filmowych – pierwszego miejsca nie przyznano. Ale że nie jesteśmy w żadnym tam Cannes, czy nawet Hollywoodzie, pierwsze miejsce jednak przyznaliśmy. Smakowana dzisiaj czwórka ustawiła się – jednogłośnie – w następującej kolejności: wygrał Sweet Nygus, na drugim miejscu uplasował się Milkołak. Trzecie miejsce – i niech ktoś mi powie jak to się stało! – zajął o’Hara’s Irish Stout, a stawkę zamyka Coffee Stout, które to piwo zdecydowanie odradzamy. Szkoda zdrowia.