288. Pinky American
Wheat (Browar Brodacz) 5,2%
289. Łan Wheat
American Wheat (Reden) 4,8%
290. Albert
American Weizen (Wąsosz) 4,9%
291. Młynarz
American Wheat (Browar Profesja) 4,2%
Po sukcesach amerykańskich chmielów w psuciu smaku przyzwoitego
piwa (poprzedni wpis, belgijskie wity), postanowiliśmy sprawdzić czy nadają się
one równie dobrze do psucia innych gatunków piwa. A może jednak istnieje gdzieś
między Odrą a Bugiem jakiś piwowar, który wie jak ich użyć z należytym umiarem,
zestawić z pozostałymi składnikami i zrobić przyzwoite, smaczne piwo. Okazało
się, że spośród dostępnych nam piw, jedynie browary kraftowe porywają się na takie przedsięwzięcia. Stąd
też dzisiaj cztey polskie piwa, wszystkie z kraftowych browarów, od
rewolucjonistów piwnych. Zobaczmy ile warte jest takie zestawienie – pszenica,
amerykański chmiel, kraft. W szranki stanęły dzisiaj piwa w stylu mniej więcej weissbier,
czyli z natury pyszne, słodkie, orzeźwiające, owocowe i lekkie, jednak dla odmiany chmielone
amerykańskimi, tak modnymi dziś odmianami chmielu. Doświadczenie wskazuje, że
nie same chmiele są problemem. Jeśli stosowane umiejętnie, z umiarem, potrafią nadać
piwu nową jakość. Jeśli stosowane w nadmiarze, źle skomponowane z resztą
składników, potrafią mieć katastrofalny wpływ na ostateczny efekt. Zobaczmy.
Wszystkie pieniły się poprawnie, przy czym najbardziej Łan
Wheat, a najmniej Albert. Wszędzie była to piana w miarę trwała – nawet po
nieuchronnej redukcji, każde z piw pokryte było cienką warstwą piany, a ścianki
były grzecznie pooblepiane jej resztkami. Wszystkie są niefiltrowane, więc zawartość
szklanek jest mętna. Albert i Łan Wheat mają barwę o odcień ciemniejszą od
pozostałych, choć wszystko odbywa się w granicach barwy charakterystycznej dla jasnych
piw pszenicznych – słomkowej.
Młynarz (11,5
Blg, IBU 47, niefiltrowane, niepasteryzowane) pachnie grapefruitem (co za
zaskoczenie!), przechodzącym w aromat proszku do szorowania zlewów. Jeśli coś
jeszcze w tym aromacie jest, to schowało się skutecznie, lub wyszorowane
zostało. Po chwili, wraz z nieznacznym wzrostem temperatury, pojawił się
również aromat palonej gumy, choć przyznać trzeba, że chemiczno-grapefruitowa
czapa złagodniała nieco. W smaku Młynarz jest wodnisty, grapefruitowo-gorzki, blaszany,
ziołowy, piołunowy. Goryczka zalega na podniebieniu i nie pozwala cieszyć
żadnymi innymi akcentami.
Albert (12,8 Blg,
pasteryzowane, niefiltrowane) pachnie brzoskwinią, ma nutki kwiatowe, ma
również nieśmiałe akcenty świeżo krojonej kapusty. Po chwili pojawiają się
również akcenty pszenicy, więc wszystko jest OK. Pachnie sympatycznie. W smaku jest
wyraźnie pszeniczne, delikatnie cytrusowe (akcenty raczej słodkich cytrusów i
ich skórek) oraz owocowe – brzoskwiniowe i truskawkowe. Goryczka jest z gatunku
delikatnych i okiełznanych.
Łan Wheat (12 Blg, IBU 23, niefiltrowane, niepasteryzowane) w
aromacie ma przede wszystkim nutki grapefruitowe, choć zdecydowanie
delikatniejsze i bardziej w stronę słodkiego grapefruita niż Młynarz. Aromat
cytrusowy jest na tyle silny, że trudno wyczuć pod nim cokolwiek innego. W
smaku jest lekko, orzeźwiająco. Da się wyczuć pszeniczną bazę, akcenty owocowe,
w których smakowaniu nie przeszkadza już tak bardzo grapefruitowo-ziołowa goryczka,
która trzyma straż tylną.
Pinky (12,5 Blg,
IBU 25, niefiltrowane, niepasteryzowane) ma w aromacie nutki grapefruita, ale
też innych owoców tropikalnych, głównie kandyzowanego ananasa i truskawek. Lekkie
akcenty czarnej herbaty. Na podniebieniu jest lekkie, na granicy wodnistości. Smaku w
nim nie przewidziano najwidoczniej, albo z sobie tylko znanych powodów
postanowił się nie ujawnić. Chyba, że smakiem nazwiemy atakującą podniebienie bezlitośnie
gorycz – jakąś taką grapefruitowo-woskowo-ziołową gorycz, która zalega na
podniebieniu i nie pozostawia miejsca na nic innego. No dobrze, jak się dobrze
wsłuchać, to da się znaleźć akcenty pszenicy i truskawki z kompotu. Ale trzeba
się postarać.
Wygrywa Albert. Bezapelacyjnie, o kilka długości. Jako
jedyne smakowane dzisiaj piwo nie przypomina rozwodnionego wywaru ze skórek
grapefruita, a wręcz przeciwnie, jest piwem smacznym. Smacznym, w sensie posiadającym smak. Jedynym
z całej czwórki, które zwycięsko wyszło z próby amerykańskiego chmielowego
ognia – umiar, kompozycja. Na drugim miejscu jest Pinky. Były propozycje, żeby
nie przyznawać trzeciego miejsca, jednak zamiast tego, przeprowadzono
dogrywkę-dopitkę. Dopitkę tego, co miało ewentualnie w zlewie wylądować.
Werdykt jest taki, że trzecie miejsce przyznano Łan Wheat, a stawkę zamyka
Młynarz. Choć powiedzieć trzeba, że bardzo depczą sobie po piętach.

